Hej. Jak już czytasz, to proszę o komentarz :)
Zastanawiam się nad usunięciem bloga, dlatego że mało jest wyświetleń, a po co mam pisać dla kilku osób ;) Pomóżcie promować!!
Julie's POV
Byliśmy załamani. Ksiądz, którego zadaniem jest motywować do wiary, i utrzymywania tajemnic, opowiedział mediom o zdarzeniu, które może zniszczyć mi życie. Gorzej być nie mogło.
- Mówiłem ci, że to jest zły pomysł. Staniesz się obiektem naukowym, Będą wywoływać duchy i sprawdzać, czy je widzisz lub słyszysz. Będą cię wykorzystywać do rzeczy paranormalnych! To wszystko moja wina!
- Przestań!- krzyknęłam sfrustrowana- Nie będzie tak źle. Opowiem wszystkim, że jestem świeżo po śmierci ukochanej osoby, i mogło mi się przewidzieć to i owo...
- Umieszczą cię w psychiatryku, Julie- stwierdził Luke. Miał rację...
Siedziałam na miękkim fotelu, wpatrując się w wibrujący co chwilę telefon. Denerwowało mnie to.
Znudzony chłopak zaczął liczyć, ile razy komórka zadzwoni.
- Siedemnasty raz w ciągu dwóch godzin- stwierdził.
- Musimy coś z tym zrobić.
- Słuchaj, mam pomysł- zaczął- spotkaj się z jednym z reporterów. Powiedz, że wczoraj się dowiedziałaś o sytuacji która zmienia postać rzeczy.
- czyli?
- Narkotyki- parsknął zirytowany- Powiesz że dosypano ci narkotyków do... jedzenia. Miałaś halucynacje, byłaś "na haju", cokolwiek.
Przemyślałam ten pomysł. Zrujnowałoby mi to reputację, ale to jedyne wyjście. Ja- Prawie wzorowa uczennica, porządna dziewczyna z ułożoną przyszłością miałaby być tak nieuważna i dać sobie nasypać prochów do jedzenia!?
Godziny mijały zbyt szybko. Następnego dnia wyłączając budzik, przekręciłam się na kolejny bok.
- Wstawaj śpiochu- zaśmiał się głos zza moich pleców. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie wytrzymałabym bez Luke'a ani dnia. Przyzwyczaiłam się do jego towarzystwa, i muszę przyznać że nie chciałabym, aby przeszedł do n... Nie, co ja gadam, nie ważne.
- Dzień dobry- leniwie wstając, ujrzałam jego zamazaną "twarz". Z każdą minutą jest mi coraz smutniej, że niedługo on odejdzie, że nie będę mogła go widzieć, że nigdy nie usłyszę jego głosu, a najbardziej żal mi tego, że nie miałam okazji w ogóle dotknąć jego ciała.
- Wybrałem ci odpowiednią redakcję. Bierz telefon, i dzwoń. Wykonując polecenie, zasiadłam przy biórku, obgryzając z nerwów ołówek.
- Witam, z tej strony Redakcja Prasowa Na Temat Zjawisk Paranormalnych, w skrócie R.P.N.T.Z.P.
Skarciłam Luke'a w głowie, że wybrał tak oczywistą redakcję, w dodatku zajmującą się takimi sprawami.
- Witam, Mam na imię Julie i chciałabym się umówić na spotkanie w sprawie... Ducha.
- Przepraszam?- zapytała zdezorientowana
- Już wyjaśniam. Od wczoraj dostaję miliony telefonów na temat mojej sprawy... Krąży pewna sytuacja, a mianowicie o "dziewczynie, która pomaga duszy wrócić do świata zmarłych"- zacytowałam jeden z nagłówków- doniósł na mnie ksiądz i...
- Ah, no tak. Domagaliśmy się o więcej informacji na ten temat. Oczywiście, który termin pani pasuje?
- Myślałam o dzisiaj.
- Doskonale! Oddzwonimy do pani, Poinformuję naszych ludzi.
Odłączając się, popatrzyłam się w oczy chłopaka. Były takie pełne nadziei...
- Wiesz co mnie wkurza?- zapytał po chwili.
- Co?
- To, że nie miałem szansy cię bliżej poznać za życia.
Wtedy mnie olśniło. Na mej twarzy pojawiło się przerażenie.
- Luke- powiedziałam powoli, przełykając ślinę.
- tak?
- Ten facet... On nie żyje. C... Co się z nim dzieje?- zapytałam powoli, pogrążona w najgorszych myślach.
Blondyn zamilczał. Był tak samo wystraszony, jak ja.
- Nie mam pojęcia... Nie dotykałaś go, prawda?
- To on mnie dotykał. Przecież chciał mnie zabić!
- Dobrze, spokojnie. Gdyby go znaleźli, już dawno wezwaliby cię. Chodźmy tam, sprawdzimy jak się sprawy trzymają.
Skręciłam w zaśnieżoną ścieżkę w głąb lasu. Tam nikt już nie chodził. Ściemniało się. Szybkimi krokami znalazłam się na miejscu zabójstwa. Przeszły mnie dreszcze. Rozejrzałam się wokół siebie, lecz żadnego ciała nie ujrzałam.
- Nie ma go- stwierdziłam po cichu.
- Minęło parę miesięcy, Julie. Jeżeli od paru miesięcy nikt tu nie chodził, podejrzewam że wyręczyły nas zwierzęta, które go najzwyczajniej zjadły. Istnieje też druga opcja, a mianowicie taka, że śnieg go dosyć solidnie przysypał.
- Ten śnieg to proch, nadal widać trawę, nie widzisz że go prawie nie ma!?
- Idź do krzaków, może tam będzie.
Wykonując jego polecenie, rozglądnęłam się. Poszłam dalej, i dalej, i dalej...
- JEST!- krzyknęłam przerażona.
- Co? Jak to?
Sprawca leżał lekko spruszony śniegiem, zgniły, lekko "pożarty" przez leśne istoty. Ten widok był przerażający.
- Przecież on... On leżał troszkę bliżej...- łkałam sama do siebie.
- Zwierzęta nie wychodzą tak blisko dróg, przeniosły go. Musimy coś z nim zrobić!
- Ale co!? Nie damy rady już nic zrobić. Nie mogę go dotknąć, bo zostaną odciski palców. Po prostu poczekajmy, aż ziemia go wchłonie...
- Czy ty siebie słyszysz?- zaczął- serio myślisz, że do tego czasu nikt go nie zauważy? Dotychczas mieliśmy najzwyczajniejsze szczęście. Chodź, musimy stąd iść.
Widok tak zmasakrowanej, martwej osoby długo nie wychodził mi z głowy. Za parę tygodni były święta. Dziwnym trafem nikt z redakcji nie zadzwonił. Dopiero następnego dnia dostałam powiadomienie, że w kawiarni na rogu, równo o godzinie dwunastej przyjdzie się ze mną spotkać nijaki John Parker.
Ubierając czarne, lekko poszarpane rurki i białą bluzkę oraz zimowe czarne kozaki wysokości lekko od kostki oraz kurtkę, ruszyłam na ustalone miejsce.
- Witam serdecznie panią- Wysoki, przystojny facet po ok. trzydziestce przedstawił mi się, zasiadając przy stoliku.
- Dzień Dobry.
- A więc chciała pani porozmawiać o pewnej sprawie związanej z.... duchami- przyciszył głos, lekko nachylając się w moją stronę.
- Tak... Widzi pan, chciałabym wytłumaczyć nieporozumienie, które zaszło.
- To znaczy?- wydawał się rozczarowany.
- Mianowicie to, że wcale ducha nie widziałam. Po prostu mój chłopak niedawno odszedł, i jestem załamana. Dużo o nim myślałam, pewnego dnia najzupełniej chciałam się oderwać od myśli. Koleżanka zabrała mnie ze sobą do jakiegoś baru. Nie mając humoru cały czas siedziałam przy stoliku, pijąc... piwo. Odwróciwszy się, sprawdziłam czy z nią wszystko w porządku, po czym wzięłam kolejnego łyka. Poczułam się źle, zachowywałam się dziwnie. Wracając do domu, czułam że jestem pełna energii i jednocześnie zmęczona. Sięgnęłam po jakieś tabletki i zwymiotowałam. Wtedy... Go zobaczyłam. Ale tuż za nim widziałam kilka dziwnych stworzeń, nierealnych. Okazało się, że ktoś dosypał mi narkotyki do picia, a zażywając dodatkowo leki zadziałało to negatywnie na całą kolej rzeczy. Mówiąc w skrócie, miałam halucynację.
Facet zamyślił się. Nie wiedział co powiedzieć, bo w sumie chciał zrobić z tego sensację.
- Jest pani pewna?- zapytał, smutny.
- tak, w stu procentach- uśmiechnęłam się serdecznie- muszę już wracać, dziękuje za rozmowę i do widzenia.
Zamykając drzwi od domu, pobiegłam ucieszona do pokoju, rzucając się na łóżko.
- I jak poszło?- zapytał.
- Doskonale! Łyknął wszystko!
Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Otwierając, ujrzałam dwóch policjantów.
- Jest pani zatrzymana pod zarzutem zabójstwa Peter'a Drown'a.
Szukaj na tym blogu
sobota, 22 listopada 2014
środa, 5 listopada 2014
6. Rozpętana porażka
Julie's POV
Rozglądnęłam się wokół. Zdziwił mnie fakt, że chłopak nic nie dojrzał. A może to za szybko?
Czekaliśmy niecierpliwie na jakiekolwiek znaki z zaświatów. Wszyscy zebrani udali się do kościoła, powspominać Luke'a, tymczasem ja nadal sterczałam przy zakopanej trumnie.
- Co się dzieje?- krzyczał zdesperowany- może coś źle zrobiliśmy!?
- Nie wiem, nie mam pojęcia, spokojnie, zachowajmy spokój- zasugerowałam.
- Dlaczego nic nie widzę?- obracał się wokół własnej osi, łapczywie pragnący dostrzec chodź odrobinę nadludzkiego światła.
- Chodźmy do kościoła, może wtedy coś zadziała.
Usiadłam w ostatniej wolnej ławce. Klękając, przeżegnałam się i szeptem mruczałam modlitwę. Błagałam Boga, aby dopuścił Luke'a do swoich ramion, by był szczęśliwy w odpowiednim dla niego miejscu.
Minęła godzina... dwie... Goście udali się do domu, zostałam sama.
- Zrobiliśmy coś źle- stwierdził chłopak.
- Powinieneś widzieć... cokolwiek. Masz jakieś ciężkie grzechy na sumieniu?
- Nie...- zaciął się. Jego mina przybrała kamienny wyraz. Coś sobie przypomniał.
- O co cho...
- Zabiłem człowieka- przerwał mi- zabiłem mojego zabójcę, aby ciebie obronić. Nie widziałem wcześniej światła, ponieważ moje ciało nie zostało jeszcze wtedy pochowane. Nagrabiłem sobie niewybaczalny czyn, teraz mam nauczkę.
- To nie może być prawda! Musi być jakieś rozwiązanie! Zrobiłeś to w mojej obronie, to nie powinno się liczyć!- krzyczałam zdesperowana.
Ujrzałam zaniepokojonego księdza. Podszedł do mnie, a ja zważywszy na fakt że krzyczałam "sama do siebie" zarumieniłam się.
- Dziecko drogie, coś się stało?- zapytał, klepiąc mnie po ramieniu.
- Um... Nie, przepraszam.
- Rozmawiałaś sama do siebie?- zdziwił się
- Tak... To nic takiego, często tak robię- stwierdziłam, pragnąc zapaść się pod ziemię.
- A może ma to coś związanego z Bogiem? Jakieś duchy, albo coś- pytał spokojnie.
- Nie, na prawdę nic mi nie jest, powinnam już iść- zdjęłam jego dłoń, wstając- do widzenia.
Następny dzień. Zdałam sobie sprawę, że to może być coś bardziej poważnego, niż do tej pory sobie to uświadamiałam. W końcu nie często ma się styczność z zabłąkanym duchem pragnącym zobaczyć swoich zmarłych bliskich.
- Luke- zawołałam, a ten w mgnieniu oka ukazał się przy wejściu do pokoju.
- słucham piękna- podszedł do mnie, speszyłam się trochę po jego słowach.
- Musimy pogadać. Zastanawiałam się, czy nie zapytać się księdza o radę... Nie powiem mu prawdy, ale może będzie wiedzieć co robić.
- Oszalałaś? Nie ma mowy!- krzyknął- rozpowie wszystkim, i przeze mnie będziesz mieć całą masę reporterów, księdzów i ludzi na karku!
- Byłabym zawiedziona jego postawą. Słuchaj, to jedyne wyjście. O mnie się nie martw, ważne jest to, abyś trafił tam gdzie twoje miejsce.
- Jak chcesz. Ale nie mów później, że nie ostrzegałem.
- Chodź- wstałam, sięgając po kurtkę- idziemy.
- Tak teraz? Od razu?- zdziwił się
- No a kiedy niby chcesz to zrobić? Czym prędzej, tym lepiej!
Stojąc naprzeciw kościoła, trochę się zawahałam.
"Rozpowie wszystkim, i przeze mnie będziesz mieć całą masę reporterów, księdzów i ludzi na karku!"
Słowa zmarłego nie odpuszczały. Kręciły mi się po głowie niczym huragan. Biorąc głęboki oddech, zrobiłam krok do przodu- zostań- rozkazałam, wchodząc do środka.
Rozglądnęłam się wzdłuż kaplicy. Widząc modlącego się faceta ubranego w szatę, popędziłam w jego stronę.
- Szczęść Boże!- krzyknęłam na ostatnim tchu , wspinając się po schodach- Byłam tu wczoraj, muszę porozmawiać!
- Przepraszam bardzo, ale nie należy przeszkadzać w tak osobistej rozmowie z Bogiem.
- Najmocniej przepraszam! To coś bardzo ważnego, musi mi ksiądz pomóc!
- No dobrze, zapraszam cię do środka- wskazując na drewniane drzwi, podążyliśmy w ich stronę.
- Rozgość się. A więc o co chodzi?
- Mam bardzo wielki problem...
- Słucham.
Zamknęłam oczy.
- Czy... Czy miał ksiądz kiedyś styczności z... duchami?- zapytałam ostrożnie.
- Z duchami powiadasz...- rozmyślił się- myślę, że tak. Widzę, że podążasz w głęboki temat.
- Tak. Chciałabym utrzymać to w tajemnicy. No bo widzi pan... Mój kolega niedawno miał wypadek...
- Jaki wypadek?
- Został zabity.
- Och- zasmutniał- przykro mi. Żeby istnieli jeszcze tacy potworzy, nie do pomyślenia!
- Widzę jego ducha- powiedziałam szybko. Zapadła cisza.
Po podajże pięciu minutach, głos faceta znowu zabrzmiał.
- Widzisz go również teraz?- zapytał.
- Tak. Przyszedł tu ze mną. Aktualnie nie ma go z nami, kazałam mu zostać.
- Możesz się z nim komunikować?- zdziwił się- jesteś pewna, że to na prawdę jego dusza, a nie jakieś przywidzenie?
- Jestem pewna! Przed śmiercią nawet go nie znałam! Spotkałam go, gdy szłam do parku. Przez przypadek potrącił mnie łokciem. Przeszliśmy się wzdłuż ścieżki, i wróciłam do domu. Następnego dnia po raz kolejny go ujrzałam, ale wydawał się zupełnie inny. Był blady, lekko prześwitujący, ale z początku nie zwróciłam na to uwagi. W tym samym miejscu było pełno policji. Czyjeś ciało leżało na noszach. Chłopak kazał mi je zobaczyć, a gdy wykonałam jego polecenie, o mały włos nie umarłam ze strachu! To było jego ciało. Zemdlałam. Obudziłam się w ambulansie. Uznano mnie za wariatkę, jednak on udowodnił mi, że jest duchem. Przenika przez przedmioty, poza tym nikt oprócz mnie go nie widzi i nie słyszy. Wczoraj był jego pogrzeb. Mieliśmy nadzieję, że gdy jego ciało zostanie posypane ziemią święconą, jego dusza wróci na swoje miejsce. Jednak to się nie zdarzyło. Niech nam ksiądz pomoże!
- To bardzo poważna sprawa- uznał- dusza nie może zostać na ziemi, to nie jest już jego miejsce. Jak miał na imię?
- Luke.
- W takim razie Luke musiał popełnić bardzo ciężki grzech, skoro Bóg nie chcę go przyjąć w swe progi.
- On... On również zabił człowieka.
- Słucham?- zapytał oszołomiony
- Ale to nie było specjalnie! Gdy Luke już nie żył, wracałam lasem do domu. Było już ciemno. Naglę ujrzałam zdesperowanego, biegnącego w moją stronę faceta. Wyglądał przerażająco. Ukryłam się w krzaki, jednak ten mnie zauważył. Jego mina była zła. Wyciągnął nóż, zatkał mi usta i szeptał, że musi się mnie pozbyć, bo jestem światkiem. Gdy celował ostateczny cios, Luke mnie uratował. Nie wiem jak, ale dusił go wzrokiem. Czerpał energię od samego szatana! Zabił go, aby mnie uratować.
- Przerażająca historia- uznał.
- Wiem. Co ja mam zrobić?
- Posłuchaj, nie jestem Bogiem, nie wiem wszystkiego. Ale wiem jedno- pomogę wam. Proszę cię, zawołaj go tu.
Wstałam, i rozejrzałam się.
- Luke, chodź- krzyknęłam, nadal się rozglądając. Blondyn błyskawicznie ukazał się obok drzwi- On tu jest.
- Gdzie dokładnie?- zapytał ksiądz.
- Podejdź do mnie- zachęciłam chłopaka- Stoi obok mnie.
- Dziwnie się czuję ze świadomością, że obok ciebie stoi dusza. Luke, słyszysz mnie?
- tak- odpowiedział, jednak tylko ja go usłyszałam.
- Powiedział tak.
- Posłuchaj mnie. Musisz wyspowiadać się ze swoich grzechów. Fakt że zabiłeś człowieka jest bardzo niepokojący, ale wiem, że zrobiłeś to w obronie tej oto panny. Bóg ci wybaczy, jeżeli odkupisz zbawienie.
- Jak ja mam to zrobić?- zapytał się
- Pyta się jak ma to zrobić- oznajmiłam, niczym tłumacz.
- Tego nie wiem. Nikt nie wie, oprócz ciebie. Wierzę w ciebie, uda ci się coś wymyślić. Dąż za głosem serca. Idźcie już, odwiedźcie mnie za parę dni, i powiesz mi czy coś to zmieniło.
- Do widzenia- powiedziałam
- Z Bogiem- odpowiedział.
Trzy dni później.
Próbowaliśmy wszystkiego, lecz nic nie przychodzi nam do głowy. Jak on ma to zrobić?
Dostaliśmy telefon. Zadzwonił jakiś facet z gazety, chciałby przeprowadzić ze mną wywiad.
- Jaki wywiad?- pytałam przez komórkę.
- O zmarłej duszy, którą pani widzi!- krzyczał podekscytowany- chcielibyśmy zrobić niebywale przerażający artykuł do gazety i radia, niezła kasa się posypie!
- Słucham!? Skąd pan wie o tym zdarzeniu?
- Nie mówię źródła wiadomości, to jak, idzie na to pani?
- Nie! Nie idę, i proszę o tym zapomnieć i więcej nie dzwonić!- odłączyłam się. Jedynym człowiekiem żyjącym, który o tym wiedział, nie był nikt inny niż ksiądz.
Rozglądnęłam się wokół. Zdziwił mnie fakt, że chłopak nic nie dojrzał. A może to za szybko?
Czekaliśmy niecierpliwie na jakiekolwiek znaki z zaświatów. Wszyscy zebrani udali się do kościoła, powspominać Luke'a, tymczasem ja nadal sterczałam przy zakopanej trumnie.
- Co się dzieje?- krzyczał zdesperowany- może coś źle zrobiliśmy!?
- Nie wiem, nie mam pojęcia, spokojnie, zachowajmy spokój- zasugerowałam.
- Dlaczego nic nie widzę?- obracał się wokół własnej osi, łapczywie pragnący dostrzec chodź odrobinę nadludzkiego światła.
- Chodźmy do kościoła, może wtedy coś zadziała.
Usiadłam w ostatniej wolnej ławce. Klękając, przeżegnałam się i szeptem mruczałam modlitwę. Błagałam Boga, aby dopuścił Luke'a do swoich ramion, by był szczęśliwy w odpowiednim dla niego miejscu.
Minęła godzina... dwie... Goście udali się do domu, zostałam sama.
- Zrobiliśmy coś źle- stwierdził chłopak.
- Powinieneś widzieć... cokolwiek. Masz jakieś ciężkie grzechy na sumieniu?
- Nie...- zaciął się. Jego mina przybrała kamienny wyraz. Coś sobie przypomniał.
- O co cho...
- Zabiłem człowieka- przerwał mi- zabiłem mojego zabójcę, aby ciebie obronić. Nie widziałem wcześniej światła, ponieważ moje ciało nie zostało jeszcze wtedy pochowane. Nagrabiłem sobie niewybaczalny czyn, teraz mam nauczkę.
- To nie może być prawda! Musi być jakieś rozwiązanie! Zrobiłeś to w mojej obronie, to nie powinno się liczyć!- krzyczałam zdesperowana.
Ujrzałam zaniepokojonego księdza. Podszedł do mnie, a ja zważywszy na fakt że krzyczałam "sama do siebie" zarumieniłam się.
- Dziecko drogie, coś się stało?- zapytał, klepiąc mnie po ramieniu.
- Um... Nie, przepraszam.
- Rozmawiałaś sama do siebie?- zdziwił się
- Tak... To nic takiego, często tak robię- stwierdziłam, pragnąc zapaść się pod ziemię.
- A może ma to coś związanego z Bogiem? Jakieś duchy, albo coś- pytał spokojnie.
- Nie, na prawdę nic mi nie jest, powinnam już iść- zdjęłam jego dłoń, wstając- do widzenia.
Następny dzień. Zdałam sobie sprawę, że to może być coś bardziej poważnego, niż do tej pory sobie to uświadamiałam. W końcu nie często ma się styczność z zabłąkanym duchem pragnącym zobaczyć swoich zmarłych bliskich.
- Luke- zawołałam, a ten w mgnieniu oka ukazał się przy wejściu do pokoju.
- słucham piękna- podszedł do mnie, speszyłam się trochę po jego słowach.
- Musimy pogadać. Zastanawiałam się, czy nie zapytać się księdza o radę... Nie powiem mu prawdy, ale może będzie wiedzieć co robić.
- Oszalałaś? Nie ma mowy!- krzyknął- rozpowie wszystkim, i przeze mnie będziesz mieć całą masę reporterów, księdzów i ludzi na karku!
- Byłabym zawiedziona jego postawą. Słuchaj, to jedyne wyjście. O mnie się nie martw, ważne jest to, abyś trafił tam gdzie twoje miejsce.
- Jak chcesz. Ale nie mów później, że nie ostrzegałem.
- Chodź- wstałam, sięgając po kurtkę- idziemy.
- Tak teraz? Od razu?- zdziwił się
- No a kiedy niby chcesz to zrobić? Czym prędzej, tym lepiej!
Stojąc naprzeciw kościoła, trochę się zawahałam.
"Rozpowie wszystkim, i przeze mnie będziesz mieć całą masę reporterów, księdzów i ludzi na karku!"
Słowa zmarłego nie odpuszczały. Kręciły mi się po głowie niczym huragan. Biorąc głęboki oddech, zrobiłam krok do przodu- zostań- rozkazałam, wchodząc do środka.
Rozglądnęłam się wzdłuż kaplicy. Widząc modlącego się faceta ubranego w szatę, popędziłam w jego stronę.
- Szczęść Boże!- krzyknęłam na ostatnim tchu , wspinając się po schodach- Byłam tu wczoraj, muszę porozmawiać!
- Przepraszam bardzo, ale nie należy przeszkadzać w tak osobistej rozmowie z Bogiem.
- Najmocniej przepraszam! To coś bardzo ważnego, musi mi ksiądz pomóc!
- No dobrze, zapraszam cię do środka- wskazując na drewniane drzwi, podążyliśmy w ich stronę.
- Rozgość się. A więc o co chodzi?
- Mam bardzo wielki problem...
- Słucham.
Zamknęłam oczy.
- Czy... Czy miał ksiądz kiedyś styczności z... duchami?- zapytałam ostrożnie.
- Z duchami powiadasz...- rozmyślił się- myślę, że tak. Widzę, że podążasz w głęboki temat.
- Tak. Chciałabym utrzymać to w tajemnicy. No bo widzi pan... Mój kolega niedawno miał wypadek...
- Jaki wypadek?
- Został zabity.
- Och- zasmutniał- przykro mi. Żeby istnieli jeszcze tacy potworzy, nie do pomyślenia!
- Widzę jego ducha- powiedziałam szybko. Zapadła cisza.
Po podajże pięciu minutach, głos faceta znowu zabrzmiał.
- Widzisz go również teraz?- zapytał.
- Tak. Przyszedł tu ze mną. Aktualnie nie ma go z nami, kazałam mu zostać.
- Możesz się z nim komunikować?- zdziwił się- jesteś pewna, że to na prawdę jego dusza, a nie jakieś przywidzenie?
- Jestem pewna! Przed śmiercią nawet go nie znałam! Spotkałam go, gdy szłam do parku. Przez przypadek potrącił mnie łokciem. Przeszliśmy się wzdłuż ścieżki, i wróciłam do domu. Następnego dnia po raz kolejny go ujrzałam, ale wydawał się zupełnie inny. Był blady, lekko prześwitujący, ale z początku nie zwróciłam na to uwagi. W tym samym miejscu było pełno policji. Czyjeś ciało leżało na noszach. Chłopak kazał mi je zobaczyć, a gdy wykonałam jego polecenie, o mały włos nie umarłam ze strachu! To było jego ciało. Zemdlałam. Obudziłam się w ambulansie. Uznano mnie za wariatkę, jednak on udowodnił mi, że jest duchem. Przenika przez przedmioty, poza tym nikt oprócz mnie go nie widzi i nie słyszy. Wczoraj był jego pogrzeb. Mieliśmy nadzieję, że gdy jego ciało zostanie posypane ziemią święconą, jego dusza wróci na swoje miejsce. Jednak to się nie zdarzyło. Niech nam ksiądz pomoże!
- To bardzo poważna sprawa- uznał- dusza nie może zostać na ziemi, to nie jest już jego miejsce. Jak miał na imię?
- Luke.
- W takim razie Luke musiał popełnić bardzo ciężki grzech, skoro Bóg nie chcę go przyjąć w swe progi.
- On... On również zabił człowieka.
- Słucham?- zapytał oszołomiony
- Ale to nie było specjalnie! Gdy Luke już nie żył, wracałam lasem do domu. Było już ciemno. Naglę ujrzałam zdesperowanego, biegnącego w moją stronę faceta. Wyglądał przerażająco. Ukryłam się w krzaki, jednak ten mnie zauważył. Jego mina była zła. Wyciągnął nóż, zatkał mi usta i szeptał, że musi się mnie pozbyć, bo jestem światkiem. Gdy celował ostateczny cios, Luke mnie uratował. Nie wiem jak, ale dusił go wzrokiem. Czerpał energię od samego szatana! Zabił go, aby mnie uratować.
- Przerażająca historia- uznał.
- Wiem. Co ja mam zrobić?
- Posłuchaj, nie jestem Bogiem, nie wiem wszystkiego. Ale wiem jedno- pomogę wam. Proszę cię, zawołaj go tu.
Wstałam, i rozejrzałam się.
- Luke, chodź- krzyknęłam, nadal się rozglądając. Blondyn błyskawicznie ukazał się obok drzwi- On tu jest.
- Gdzie dokładnie?- zapytał ksiądz.
- Podejdź do mnie- zachęciłam chłopaka- Stoi obok mnie.
- Dziwnie się czuję ze świadomością, że obok ciebie stoi dusza. Luke, słyszysz mnie?
- tak- odpowiedział, jednak tylko ja go usłyszałam.
- Powiedział tak.
- Posłuchaj mnie. Musisz wyspowiadać się ze swoich grzechów. Fakt że zabiłeś człowieka jest bardzo niepokojący, ale wiem, że zrobiłeś to w obronie tej oto panny. Bóg ci wybaczy, jeżeli odkupisz zbawienie.
- Jak ja mam to zrobić?- zapytał się
- Pyta się jak ma to zrobić- oznajmiłam, niczym tłumacz.
- Tego nie wiem. Nikt nie wie, oprócz ciebie. Wierzę w ciebie, uda ci się coś wymyślić. Dąż za głosem serca. Idźcie już, odwiedźcie mnie za parę dni, i powiesz mi czy coś to zmieniło.
- Do widzenia- powiedziałam
- Z Bogiem- odpowiedział.
Trzy dni później.
Próbowaliśmy wszystkiego, lecz nic nie przychodzi nam do głowy. Jak on ma to zrobić?
Dostaliśmy telefon. Zadzwonił jakiś facet z gazety, chciałby przeprowadzić ze mną wywiad.
- Jaki wywiad?- pytałam przez komórkę.
- O zmarłej duszy, którą pani widzi!- krzyczał podekscytowany- chcielibyśmy zrobić niebywale przerażający artykuł do gazety i radia, niezła kasa się posypie!
- Słucham!? Skąd pan wie o tym zdarzeniu?
- Nie mówię źródła wiadomości, to jak, idzie na to pani?
- Nie! Nie idę, i proszę o tym zapomnieć i więcej nie dzwonić!- odłączyłam się. Jedynym człowiekiem żyjącym, który o tym wiedział, nie był nikt inny niż ksiądz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)