Hej. Jak już czytasz, to proszę o komentarz :)
Zastanawiam się nad usunięciem bloga, dlatego że mało jest wyświetleń, a po co mam pisać dla kilku osób ;) Pomóżcie promować!!
Julie's POV
Byliśmy załamani. Ksiądz, którego zadaniem jest motywować do wiary, i utrzymywania tajemnic, opowiedział mediom o zdarzeniu, które może zniszczyć mi życie. Gorzej być nie mogło.
- Mówiłem ci, że to jest zły pomysł. Staniesz się obiektem naukowym, Będą wywoływać duchy i sprawdzać, czy je widzisz lub słyszysz. Będą cię wykorzystywać do rzeczy paranormalnych! To wszystko moja wina!
- Przestań!- krzyknęłam sfrustrowana- Nie będzie tak źle. Opowiem wszystkim, że jestem świeżo po śmierci ukochanej osoby, i mogło mi się przewidzieć to i owo...
- Umieszczą cię w psychiatryku, Julie- stwierdził Luke. Miał rację...
Siedziałam na miękkim fotelu, wpatrując się w wibrujący co chwilę telefon. Denerwowało mnie to.
Znudzony chłopak zaczął liczyć, ile razy komórka zadzwoni.
- Siedemnasty raz w ciągu dwóch godzin- stwierdził.
- Musimy coś z tym zrobić.
- Słuchaj, mam pomysł- zaczął- spotkaj się z jednym z reporterów. Powiedz, że wczoraj się dowiedziałaś o sytuacji która zmienia postać rzeczy.
- czyli?
- Narkotyki- parsknął zirytowany- Powiesz że dosypano ci narkotyków do... jedzenia. Miałaś halucynacje, byłaś "na haju", cokolwiek.
Przemyślałam ten pomysł. Zrujnowałoby mi to reputację, ale to jedyne wyjście. Ja- Prawie wzorowa uczennica, porządna dziewczyna z ułożoną przyszłością miałaby być tak nieuważna i dać sobie nasypać prochów do jedzenia!?
Godziny mijały zbyt szybko. Następnego dnia wyłączając budzik, przekręciłam się na kolejny bok.
- Wstawaj śpiochu- zaśmiał się głos zza moich pleców. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie wytrzymałabym bez Luke'a ani dnia. Przyzwyczaiłam się do jego towarzystwa, i muszę przyznać że nie chciałabym, aby przeszedł do n... Nie, co ja gadam, nie ważne.
- Dzień dobry- leniwie wstając, ujrzałam jego zamazaną "twarz". Z każdą minutą jest mi coraz smutniej, że niedługo on odejdzie, że nie będę mogła go widzieć, że nigdy nie usłyszę jego głosu, a najbardziej żal mi tego, że nie miałam okazji w ogóle dotknąć jego ciała.
- Wybrałem ci odpowiednią redakcję. Bierz telefon, i dzwoń. Wykonując polecenie, zasiadłam przy biórku, obgryzając z nerwów ołówek.
- Witam, z tej strony Redakcja Prasowa Na Temat Zjawisk Paranormalnych, w skrócie R.P.N.T.Z.P.
Skarciłam Luke'a w głowie, że wybrał tak oczywistą redakcję, w dodatku zajmującą się takimi sprawami.
- Witam, Mam na imię Julie i chciałabym się umówić na spotkanie w sprawie... Ducha.
- Przepraszam?- zapytała zdezorientowana
- Już wyjaśniam. Od wczoraj dostaję miliony telefonów na temat mojej sprawy... Krąży pewna sytuacja, a mianowicie o "dziewczynie, która pomaga duszy wrócić do świata zmarłych"- zacytowałam jeden z nagłówków- doniósł na mnie ksiądz i...
- Ah, no tak. Domagaliśmy się o więcej informacji na ten temat. Oczywiście, który termin pani pasuje?
- Myślałam o dzisiaj.
- Doskonale! Oddzwonimy do pani, Poinformuję naszych ludzi.
Odłączając się, popatrzyłam się w oczy chłopaka. Były takie pełne nadziei...
- Wiesz co mnie wkurza?- zapytał po chwili.
- Co?
- To, że nie miałem szansy cię bliżej poznać za życia.
Wtedy mnie olśniło. Na mej twarzy pojawiło się przerażenie.
- Luke- powiedziałam powoli, przełykając ślinę.
- tak?
- Ten facet... On nie żyje. C... Co się z nim dzieje?- zapytałam powoli, pogrążona w najgorszych myślach.
Blondyn zamilczał. Był tak samo wystraszony, jak ja.
- Nie mam pojęcia... Nie dotykałaś go, prawda?
- To on mnie dotykał. Przecież chciał mnie zabić!
- Dobrze, spokojnie. Gdyby go znaleźli, już dawno wezwaliby cię. Chodźmy tam, sprawdzimy jak się sprawy trzymają.
Skręciłam w zaśnieżoną ścieżkę w głąb lasu. Tam nikt już nie chodził. Ściemniało się. Szybkimi krokami znalazłam się na miejscu zabójstwa. Przeszły mnie dreszcze. Rozejrzałam się wokół siebie, lecz żadnego ciała nie ujrzałam.
- Nie ma go- stwierdziłam po cichu.
- Minęło parę miesięcy, Julie. Jeżeli od paru miesięcy nikt tu nie chodził, podejrzewam że wyręczyły nas zwierzęta, które go najzwyczajniej zjadły. Istnieje też druga opcja, a mianowicie taka, że śnieg go dosyć solidnie przysypał.
- Ten śnieg to proch, nadal widać trawę, nie widzisz że go prawie nie ma!?
- Idź do krzaków, może tam będzie.
Wykonując jego polecenie, rozglądnęłam się. Poszłam dalej, i dalej, i dalej...
- JEST!- krzyknęłam przerażona.
- Co? Jak to?
Sprawca leżał lekko spruszony śniegiem, zgniły, lekko "pożarty" przez leśne istoty. Ten widok był przerażający.
- Przecież on... On leżał troszkę bliżej...- łkałam sama do siebie.
- Zwierzęta nie wychodzą tak blisko dróg, przeniosły go. Musimy coś z nim zrobić!
- Ale co!? Nie damy rady już nic zrobić. Nie mogę go dotknąć, bo zostaną odciski palców. Po prostu poczekajmy, aż ziemia go wchłonie...
- Czy ty siebie słyszysz?- zaczął- serio myślisz, że do tego czasu nikt go nie zauważy? Dotychczas mieliśmy najzwyczajniejsze szczęście. Chodź, musimy stąd iść.
Widok tak zmasakrowanej, martwej osoby długo nie wychodził mi z głowy. Za parę tygodni były święta. Dziwnym trafem nikt z redakcji nie zadzwonił. Dopiero następnego dnia dostałam powiadomienie, że w kawiarni na rogu, równo o godzinie dwunastej przyjdzie się ze mną spotkać nijaki John Parker.
Ubierając czarne, lekko poszarpane rurki i białą bluzkę oraz zimowe czarne kozaki wysokości lekko od kostki oraz kurtkę, ruszyłam na ustalone miejsce.
- Witam serdecznie panią- Wysoki, przystojny facet po ok. trzydziestce przedstawił mi się, zasiadając przy stoliku.
- Dzień Dobry.
- A więc chciała pani porozmawiać o pewnej sprawie związanej z.... duchami- przyciszył głos, lekko nachylając się w moją stronę.
- Tak... Widzi pan, chciałabym wytłumaczyć nieporozumienie, które zaszło.
- To znaczy?- wydawał się rozczarowany.
- Mianowicie to, że wcale ducha nie widziałam. Po prostu mój chłopak niedawno odszedł, i jestem załamana. Dużo o nim myślałam, pewnego dnia najzupełniej chciałam się oderwać od myśli. Koleżanka zabrała mnie ze sobą do jakiegoś baru. Nie mając humoru cały czas siedziałam przy stoliku, pijąc... piwo. Odwróciwszy się, sprawdziłam czy z nią wszystko w porządku, po czym wzięłam kolejnego łyka. Poczułam się źle, zachowywałam się dziwnie. Wracając do domu, czułam że jestem pełna energii i jednocześnie zmęczona. Sięgnęłam po jakieś tabletki i zwymiotowałam. Wtedy... Go zobaczyłam. Ale tuż za nim widziałam kilka dziwnych stworzeń, nierealnych. Okazało się, że ktoś dosypał mi narkotyki do picia, a zażywając dodatkowo leki zadziałało to negatywnie na całą kolej rzeczy. Mówiąc w skrócie, miałam halucynację.
Facet zamyślił się. Nie wiedział co powiedzieć, bo w sumie chciał zrobić z tego sensację.
- Jest pani pewna?- zapytał, smutny.
- tak, w stu procentach- uśmiechnęłam się serdecznie- muszę już wracać, dziękuje za rozmowę i do widzenia.
Zamykając drzwi od domu, pobiegłam ucieszona do pokoju, rzucając się na łóżko.
- I jak poszło?- zapytał.
- Doskonale! Łyknął wszystko!
Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Otwierając, ujrzałam dwóch policjantów.
- Jest pani zatrzymana pod zarzutem zabójstwa Peter'a Drown'a.
Szukaj na tym blogu
sobota, 22 listopada 2014
środa, 5 listopada 2014
6. Rozpętana porażka
Julie's POV
Rozglądnęłam się wokół. Zdziwił mnie fakt, że chłopak nic nie dojrzał. A może to za szybko?
Czekaliśmy niecierpliwie na jakiekolwiek znaki z zaświatów. Wszyscy zebrani udali się do kościoła, powspominać Luke'a, tymczasem ja nadal sterczałam przy zakopanej trumnie.
- Co się dzieje?- krzyczał zdesperowany- może coś źle zrobiliśmy!?
- Nie wiem, nie mam pojęcia, spokojnie, zachowajmy spokój- zasugerowałam.
- Dlaczego nic nie widzę?- obracał się wokół własnej osi, łapczywie pragnący dostrzec chodź odrobinę nadludzkiego światła.
- Chodźmy do kościoła, może wtedy coś zadziała.
Usiadłam w ostatniej wolnej ławce. Klękając, przeżegnałam się i szeptem mruczałam modlitwę. Błagałam Boga, aby dopuścił Luke'a do swoich ramion, by był szczęśliwy w odpowiednim dla niego miejscu.
Minęła godzina... dwie... Goście udali się do domu, zostałam sama.
- Zrobiliśmy coś źle- stwierdził chłopak.
- Powinieneś widzieć... cokolwiek. Masz jakieś ciężkie grzechy na sumieniu?
- Nie...- zaciął się. Jego mina przybrała kamienny wyraz. Coś sobie przypomniał.
- O co cho...
- Zabiłem człowieka- przerwał mi- zabiłem mojego zabójcę, aby ciebie obronić. Nie widziałem wcześniej światła, ponieważ moje ciało nie zostało jeszcze wtedy pochowane. Nagrabiłem sobie niewybaczalny czyn, teraz mam nauczkę.
- To nie może być prawda! Musi być jakieś rozwiązanie! Zrobiłeś to w mojej obronie, to nie powinno się liczyć!- krzyczałam zdesperowana.
Ujrzałam zaniepokojonego księdza. Podszedł do mnie, a ja zważywszy na fakt że krzyczałam "sama do siebie" zarumieniłam się.
- Dziecko drogie, coś się stało?- zapytał, klepiąc mnie po ramieniu.
- Um... Nie, przepraszam.
- Rozmawiałaś sama do siebie?- zdziwił się
- Tak... To nic takiego, często tak robię- stwierdziłam, pragnąc zapaść się pod ziemię.
- A może ma to coś związanego z Bogiem? Jakieś duchy, albo coś- pytał spokojnie.
- Nie, na prawdę nic mi nie jest, powinnam już iść- zdjęłam jego dłoń, wstając- do widzenia.
Następny dzień. Zdałam sobie sprawę, że to może być coś bardziej poważnego, niż do tej pory sobie to uświadamiałam. W końcu nie często ma się styczność z zabłąkanym duchem pragnącym zobaczyć swoich zmarłych bliskich.
- Luke- zawołałam, a ten w mgnieniu oka ukazał się przy wejściu do pokoju.
- słucham piękna- podszedł do mnie, speszyłam się trochę po jego słowach.
- Musimy pogadać. Zastanawiałam się, czy nie zapytać się księdza o radę... Nie powiem mu prawdy, ale może będzie wiedzieć co robić.
- Oszalałaś? Nie ma mowy!- krzyknął- rozpowie wszystkim, i przeze mnie będziesz mieć całą masę reporterów, księdzów i ludzi na karku!
- Byłabym zawiedziona jego postawą. Słuchaj, to jedyne wyjście. O mnie się nie martw, ważne jest to, abyś trafił tam gdzie twoje miejsce.
- Jak chcesz. Ale nie mów później, że nie ostrzegałem.
- Chodź- wstałam, sięgając po kurtkę- idziemy.
- Tak teraz? Od razu?- zdziwił się
- No a kiedy niby chcesz to zrobić? Czym prędzej, tym lepiej!
Stojąc naprzeciw kościoła, trochę się zawahałam.
"Rozpowie wszystkim, i przeze mnie będziesz mieć całą masę reporterów, księdzów i ludzi na karku!"
Słowa zmarłego nie odpuszczały. Kręciły mi się po głowie niczym huragan. Biorąc głęboki oddech, zrobiłam krok do przodu- zostań- rozkazałam, wchodząc do środka.
Rozglądnęłam się wzdłuż kaplicy. Widząc modlącego się faceta ubranego w szatę, popędziłam w jego stronę.
- Szczęść Boże!- krzyknęłam na ostatnim tchu , wspinając się po schodach- Byłam tu wczoraj, muszę porozmawiać!
- Przepraszam bardzo, ale nie należy przeszkadzać w tak osobistej rozmowie z Bogiem.
- Najmocniej przepraszam! To coś bardzo ważnego, musi mi ksiądz pomóc!
- No dobrze, zapraszam cię do środka- wskazując na drewniane drzwi, podążyliśmy w ich stronę.
- Rozgość się. A więc o co chodzi?
- Mam bardzo wielki problem...
- Słucham.
Zamknęłam oczy.
- Czy... Czy miał ksiądz kiedyś styczności z... duchami?- zapytałam ostrożnie.
- Z duchami powiadasz...- rozmyślił się- myślę, że tak. Widzę, że podążasz w głęboki temat.
- Tak. Chciałabym utrzymać to w tajemnicy. No bo widzi pan... Mój kolega niedawno miał wypadek...
- Jaki wypadek?
- Został zabity.
- Och- zasmutniał- przykro mi. Żeby istnieli jeszcze tacy potworzy, nie do pomyślenia!
- Widzę jego ducha- powiedziałam szybko. Zapadła cisza.
Po podajże pięciu minutach, głos faceta znowu zabrzmiał.
- Widzisz go również teraz?- zapytał.
- Tak. Przyszedł tu ze mną. Aktualnie nie ma go z nami, kazałam mu zostać.
- Możesz się z nim komunikować?- zdziwił się- jesteś pewna, że to na prawdę jego dusza, a nie jakieś przywidzenie?
- Jestem pewna! Przed śmiercią nawet go nie znałam! Spotkałam go, gdy szłam do parku. Przez przypadek potrącił mnie łokciem. Przeszliśmy się wzdłuż ścieżki, i wróciłam do domu. Następnego dnia po raz kolejny go ujrzałam, ale wydawał się zupełnie inny. Był blady, lekko prześwitujący, ale z początku nie zwróciłam na to uwagi. W tym samym miejscu było pełno policji. Czyjeś ciało leżało na noszach. Chłopak kazał mi je zobaczyć, a gdy wykonałam jego polecenie, o mały włos nie umarłam ze strachu! To było jego ciało. Zemdlałam. Obudziłam się w ambulansie. Uznano mnie za wariatkę, jednak on udowodnił mi, że jest duchem. Przenika przez przedmioty, poza tym nikt oprócz mnie go nie widzi i nie słyszy. Wczoraj był jego pogrzeb. Mieliśmy nadzieję, że gdy jego ciało zostanie posypane ziemią święconą, jego dusza wróci na swoje miejsce. Jednak to się nie zdarzyło. Niech nam ksiądz pomoże!
- To bardzo poważna sprawa- uznał- dusza nie może zostać na ziemi, to nie jest już jego miejsce. Jak miał na imię?
- Luke.
- W takim razie Luke musiał popełnić bardzo ciężki grzech, skoro Bóg nie chcę go przyjąć w swe progi.
- On... On również zabił człowieka.
- Słucham?- zapytał oszołomiony
- Ale to nie było specjalnie! Gdy Luke już nie żył, wracałam lasem do domu. Było już ciemno. Naglę ujrzałam zdesperowanego, biegnącego w moją stronę faceta. Wyglądał przerażająco. Ukryłam się w krzaki, jednak ten mnie zauważył. Jego mina była zła. Wyciągnął nóż, zatkał mi usta i szeptał, że musi się mnie pozbyć, bo jestem światkiem. Gdy celował ostateczny cios, Luke mnie uratował. Nie wiem jak, ale dusił go wzrokiem. Czerpał energię od samego szatana! Zabił go, aby mnie uratować.
- Przerażająca historia- uznał.
- Wiem. Co ja mam zrobić?
- Posłuchaj, nie jestem Bogiem, nie wiem wszystkiego. Ale wiem jedno- pomogę wam. Proszę cię, zawołaj go tu.
Wstałam, i rozejrzałam się.
- Luke, chodź- krzyknęłam, nadal się rozglądając. Blondyn błyskawicznie ukazał się obok drzwi- On tu jest.
- Gdzie dokładnie?- zapytał ksiądz.
- Podejdź do mnie- zachęciłam chłopaka- Stoi obok mnie.
- Dziwnie się czuję ze świadomością, że obok ciebie stoi dusza. Luke, słyszysz mnie?
- tak- odpowiedział, jednak tylko ja go usłyszałam.
- Powiedział tak.
- Posłuchaj mnie. Musisz wyspowiadać się ze swoich grzechów. Fakt że zabiłeś człowieka jest bardzo niepokojący, ale wiem, że zrobiłeś to w obronie tej oto panny. Bóg ci wybaczy, jeżeli odkupisz zbawienie.
- Jak ja mam to zrobić?- zapytał się
- Pyta się jak ma to zrobić- oznajmiłam, niczym tłumacz.
- Tego nie wiem. Nikt nie wie, oprócz ciebie. Wierzę w ciebie, uda ci się coś wymyślić. Dąż za głosem serca. Idźcie już, odwiedźcie mnie za parę dni, i powiesz mi czy coś to zmieniło.
- Do widzenia- powiedziałam
- Z Bogiem- odpowiedział.
Trzy dni później.
Próbowaliśmy wszystkiego, lecz nic nie przychodzi nam do głowy. Jak on ma to zrobić?
Dostaliśmy telefon. Zadzwonił jakiś facet z gazety, chciałby przeprowadzić ze mną wywiad.
- Jaki wywiad?- pytałam przez komórkę.
- O zmarłej duszy, którą pani widzi!- krzyczał podekscytowany- chcielibyśmy zrobić niebywale przerażający artykuł do gazety i radia, niezła kasa się posypie!
- Słucham!? Skąd pan wie o tym zdarzeniu?
- Nie mówię źródła wiadomości, to jak, idzie na to pani?
- Nie! Nie idę, i proszę o tym zapomnieć i więcej nie dzwonić!- odłączyłam się. Jedynym człowiekiem żyjącym, który o tym wiedział, nie był nikt inny niż ksiądz.
Rozglądnęłam się wokół. Zdziwił mnie fakt, że chłopak nic nie dojrzał. A może to za szybko?
Czekaliśmy niecierpliwie na jakiekolwiek znaki z zaświatów. Wszyscy zebrani udali się do kościoła, powspominać Luke'a, tymczasem ja nadal sterczałam przy zakopanej trumnie.
- Co się dzieje?- krzyczał zdesperowany- może coś źle zrobiliśmy!?
- Nie wiem, nie mam pojęcia, spokojnie, zachowajmy spokój- zasugerowałam.
- Dlaczego nic nie widzę?- obracał się wokół własnej osi, łapczywie pragnący dostrzec chodź odrobinę nadludzkiego światła.
- Chodźmy do kościoła, może wtedy coś zadziała.
Usiadłam w ostatniej wolnej ławce. Klękając, przeżegnałam się i szeptem mruczałam modlitwę. Błagałam Boga, aby dopuścił Luke'a do swoich ramion, by był szczęśliwy w odpowiednim dla niego miejscu.
Minęła godzina... dwie... Goście udali się do domu, zostałam sama.
- Zrobiliśmy coś źle- stwierdził chłopak.
- Powinieneś widzieć... cokolwiek. Masz jakieś ciężkie grzechy na sumieniu?
- Nie...- zaciął się. Jego mina przybrała kamienny wyraz. Coś sobie przypomniał.
- O co cho...
- Zabiłem człowieka- przerwał mi- zabiłem mojego zabójcę, aby ciebie obronić. Nie widziałem wcześniej światła, ponieważ moje ciało nie zostało jeszcze wtedy pochowane. Nagrabiłem sobie niewybaczalny czyn, teraz mam nauczkę.
- To nie może być prawda! Musi być jakieś rozwiązanie! Zrobiłeś to w mojej obronie, to nie powinno się liczyć!- krzyczałam zdesperowana.
Ujrzałam zaniepokojonego księdza. Podszedł do mnie, a ja zważywszy na fakt że krzyczałam "sama do siebie" zarumieniłam się.
- Dziecko drogie, coś się stało?- zapytał, klepiąc mnie po ramieniu.
- Um... Nie, przepraszam.
- Rozmawiałaś sama do siebie?- zdziwił się
- Tak... To nic takiego, często tak robię- stwierdziłam, pragnąc zapaść się pod ziemię.
- A może ma to coś związanego z Bogiem? Jakieś duchy, albo coś- pytał spokojnie.
- Nie, na prawdę nic mi nie jest, powinnam już iść- zdjęłam jego dłoń, wstając- do widzenia.
Następny dzień. Zdałam sobie sprawę, że to może być coś bardziej poważnego, niż do tej pory sobie to uświadamiałam. W końcu nie często ma się styczność z zabłąkanym duchem pragnącym zobaczyć swoich zmarłych bliskich.
- Luke- zawołałam, a ten w mgnieniu oka ukazał się przy wejściu do pokoju.
- słucham piękna- podszedł do mnie, speszyłam się trochę po jego słowach.
- Musimy pogadać. Zastanawiałam się, czy nie zapytać się księdza o radę... Nie powiem mu prawdy, ale może będzie wiedzieć co robić.
- Oszalałaś? Nie ma mowy!- krzyknął- rozpowie wszystkim, i przeze mnie będziesz mieć całą masę reporterów, księdzów i ludzi na karku!
- Byłabym zawiedziona jego postawą. Słuchaj, to jedyne wyjście. O mnie się nie martw, ważne jest to, abyś trafił tam gdzie twoje miejsce.
- Jak chcesz. Ale nie mów później, że nie ostrzegałem.
- Chodź- wstałam, sięgając po kurtkę- idziemy.
- Tak teraz? Od razu?- zdziwił się
- No a kiedy niby chcesz to zrobić? Czym prędzej, tym lepiej!
Stojąc naprzeciw kościoła, trochę się zawahałam.
"Rozpowie wszystkim, i przeze mnie będziesz mieć całą masę reporterów, księdzów i ludzi na karku!"
Słowa zmarłego nie odpuszczały. Kręciły mi się po głowie niczym huragan. Biorąc głęboki oddech, zrobiłam krok do przodu- zostań- rozkazałam, wchodząc do środka.
Rozglądnęłam się wzdłuż kaplicy. Widząc modlącego się faceta ubranego w szatę, popędziłam w jego stronę.
- Szczęść Boże!- krzyknęłam na ostatnim tchu , wspinając się po schodach- Byłam tu wczoraj, muszę porozmawiać!
- Przepraszam bardzo, ale nie należy przeszkadzać w tak osobistej rozmowie z Bogiem.
- Najmocniej przepraszam! To coś bardzo ważnego, musi mi ksiądz pomóc!
- No dobrze, zapraszam cię do środka- wskazując na drewniane drzwi, podążyliśmy w ich stronę.
- Rozgość się. A więc o co chodzi?
- Mam bardzo wielki problem...
- Słucham.
Zamknęłam oczy.
- Czy... Czy miał ksiądz kiedyś styczności z... duchami?- zapytałam ostrożnie.
- Z duchami powiadasz...- rozmyślił się- myślę, że tak. Widzę, że podążasz w głęboki temat.
- Tak. Chciałabym utrzymać to w tajemnicy. No bo widzi pan... Mój kolega niedawno miał wypadek...
- Jaki wypadek?
- Został zabity.
- Och- zasmutniał- przykro mi. Żeby istnieli jeszcze tacy potworzy, nie do pomyślenia!
- Widzę jego ducha- powiedziałam szybko. Zapadła cisza.
Po podajże pięciu minutach, głos faceta znowu zabrzmiał.
- Widzisz go również teraz?- zapytał.
- Tak. Przyszedł tu ze mną. Aktualnie nie ma go z nami, kazałam mu zostać.
- Możesz się z nim komunikować?- zdziwił się- jesteś pewna, że to na prawdę jego dusza, a nie jakieś przywidzenie?
- Jestem pewna! Przed śmiercią nawet go nie znałam! Spotkałam go, gdy szłam do parku. Przez przypadek potrącił mnie łokciem. Przeszliśmy się wzdłuż ścieżki, i wróciłam do domu. Następnego dnia po raz kolejny go ujrzałam, ale wydawał się zupełnie inny. Był blady, lekko prześwitujący, ale z początku nie zwróciłam na to uwagi. W tym samym miejscu było pełno policji. Czyjeś ciało leżało na noszach. Chłopak kazał mi je zobaczyć, a gdy wykonałam jego polecenie, o mały włos nie umarłam ze strachu! To było jego ciało. Zemdlałam. Obudziłam się w ambulansie. Uznano mnie za wariatkę, jednak on udowodnił mi, że jest duchem. Przenika przez przedmioty, poza tym nikt oprócz mnie go nie widzi i nie słyszy. Wczoraj był jego pogrzeb. Mieliśmy nadzieję, że gdy jego ciało zostanie posypane ziemią święconą, jego dusza wróci na swoje miejsce. Jednak to się nie zdarzyło. Niech nam ksiądz pomoże!
- To bardzo poważna sprawa- uznał- dusza nie może zostać na ziemi, to nie jest już jego miejsce. Jak miał na imię?
- Luke.
- W takim razie Luke musiał popełnić bardzo ciężki grzech, skoro Bóg nie chcę go przyjąć w swe progi.
- On... On również zabił człowieka.
- Słucham?- zapytał oszołomiony
- Ale to nie było specjalnie! Gdy Luke już nie żył, wracałam lasem do domu. Było już ciemno. Naglę ujrzałam zdesperowanego, biegnącego w moją stronę faceta. Wyglądał przerażająco. Ukryłam się w krzaki, jednak ten mnie zauważył. Jego mina była zła. Wyciągnął nóż, zatkał mi usta i szeptał, że musi się mnie pozbyć, bo jestem światkiem. Gdy celował ostateczny cios, Luke mnie uratował. Nie wiem jak, ale dusił go wzrokiem. Czerpał energię od samego szatana! Zabił go, aby mnie uratować.
- Przerażająca historia- uznał.
- Wiem. Co ja mam zrobić?
- Posłuchaj, nie jestem Bogiem, nie wiem wszystkiego. Ale wiem jedno- pomogę wam. Proszę cię, zawołaj go tu.
Wstałam, i rozejrzałam się.
- Luke, chodź- krzyknęłam, nadal się rozglądając. Blondyn błyskawicznie ukazał się obok drzwi- On tu jest.
- Gdzie dokładnie?- zapytał ksiądz.
- Podejdź do mnie- zachęciłam chłopaka- Stoi obok mnie.
- Dziwnie się czuję ze świadomością, że obok ciebie stoi dusza. Luke, słyszysz mnie?
- tak- odpowiedział, jednak tylko ja go usłyszałam.
- Powiedział tak.
- Posłuchaj mnie. Musisz wyspowiadać się ze swoich grzechów. Fakt że zabiłeś człowieka jest bardzo niepokojący, ale wiem, że zrobiłeś to w obronie tej oto panny. Bóg ci wybaczy, jeżeli odkupisz zbawienie.
- Jak ja mam to zrobić?- zapytał się
- Pyta się jak ma to zrobić- oznajmiłam, niczym tłumacz.
- Tego nie wiem. Nikt nie wie, oprócz ciebie. Wierzę w ciebie, uda ci się coś wymyślić. Dąż za głosem serca. Idźcie już, odwiedźcie mnie za parę dni, i powiesz mi czy coś to zmieniło.
- Do widzenia- powiedziałam
- Z Bogiem- odpowiedział.
Trzy dni później.
Próbowaliśmy wszystkiego, lecz nic nie przychodzi nam do głowy. Jak on ma to zrobić?
Dostaliśmy telefon. Zadzwonił jakiś facet z gazety, chciałby przeprowadzić ze mną wywiad.
- Jaki wywiad?- pytałam przez komórkę.
- O zmarłej duszy, którą pani widzi!- krzyczał podekscytowany- chcielibyśmy zrobić niebywale przerażający artykuł do gazety i radia, niezła kasa się posypie!
- Słucham!? Skąd pan wie o tym zdarzeniu?
- Nie mówię źródła wiadomości, to jak, idzie na to pani?
- Nie! Nie idę, i proszę o tym zapomnieć i więcej nie dzwonić!- odłączyłam się. Jedynym człowiekiem żyjącym, który o tym wiedział, nie był nikt inny niż ksiądz.
poniedziałek, 20 października 2014
5. wyznanie
Komentjcie komentujcie !! :))
Luke's POV
byłem u rodziców. Obserwowałem, jak układają ze smutkiem moje rzeczy. Nie mieli zamiaru ich wyrzucać, nie chcieli również przerabiać mojego pokoju, jak to zawsze dla żartu mi mówiono.
Zobaczyłem, że jest ciemno. Czułem dziwne zaniepokojenie. Dziwna satysfakcja z tego, że bliska mi osoba jest w niebezpieczeństwie, natychmiast na myśl przyszła mi Julie. Przejawiając się w miejsce jej pobytu, zszokowało mnie. Ten mężczyzna, który mnie zabił, on... On chciał również zabić ją! Poczułem w sobie niezwykłą siłę, niczym adrenalina, i wrogo się w niego wpatrując, dusiłem go wzrokiem. Nie wiedziałem, że tak potrafię. Chciałem za wszelką cenę ochronić nastolatkę. Facet łapiąc się za szyję, odwrócił się na ostatnim tchnieniu, i rozszerzył oczy z przerażenia. On również mnie widział.
Nie mógł uwierzyć w to, co widzi. W jego oczach ujawiła się głębia rozpaczy, strachu i chęć przebaczenia. Nie chciałem jednak mu tego darować. Wtopił ze mnie okrutną śmierć, i chciał zabić dziewczynę, która miała mi pomóc. Poczułem, że gdybym zignorował to dziwne uczucie, nie miałbym już nikogo, z nikim nie mógłbym porozmawiać, i nikt by mi nie mógł pomóc. Miałem nadzieję, że Bóg przebaczy mi ten straszny zgon, który zaliczyłem. Obserwowałem ostatni drobny ruch ręki faceta, po czym zmarł. Moje spojrzenie padło na Julie. Była niebywale przestraszona. Upewniając się, że jest cała, zaproponowałem jej szybką ucieczkę z miejsca wypadku.
- Dziękuję, bardzo dziękuję ci, Luke, nawet nie wiesz, co mogłoby się stać, gdybyś się nie ujawnił. Tak sobie myślę, że słowo "dziękuję" nie wyraża tego, co czuję- mówiła, próbując dobrać odpowiednia słowa.
- Nie pozwoliłbym mu ci coś zrobić. Tylko ty mi pozostałaś. Zależy mi na tobie, Julie, czuję się dobrze w twojej obecności. Świadomość tego, ze nie jesteś zaniepokojona pobytem ducha w swych progach również mnie raduję.
- Mi też na tobie zależy, ale chciałabym żebyś wiedział, że nie mogę nic poczuć do... do ciebie. Niedługo trafisz do innego świata, poza tym nie posiadasz już ciała, to by nie wypaliło...
- Wiem, nie chcę o tym rozmawiać- szybko zmieniłem temat, skrępowany.
Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy.
- Wiesz, tak sobie myślę, że nieraz gadasz jakbyś żył w czasach średniowiecza- zaczęła się śmiać, tym samym przerywając brak tematów
- Nigdy nie należałem do osób, które używają słów skrótowych, jak to się mówi w tych czasach- odwzajemniłem chichot.
Julie's POV
Był wieczór. Bardzo lubiłam Luke'a. Szczerzę mówiąc, gdyby żył, być może pokochałabym go. Dobry wygląd, świetny charakter, wyróżnienia wymowne... To wszystko czyniło go oryginalnym.
Wykąpałam się, a gdy wróciłam do pokoju, zobaczyłam pościelone łóżko. Przecież nic z nim nie robiłam.
- Luke, bardzo śmieszne, pokaż się- zaczęłam się śmiać. Nie pojawił się.
- Luke! No wychodź, niby jak miało mi się pościelić łóżko? Samo? Wychodź- chodziłam po pokoju, śmiejąc się. Moje prośby nie zostały wysłuchane, bowiem w pomieszczeniu nie było nikogo oprócz mnie. Ułożyłam się wygodnie na łóżku. Chwilę popatrzyłam w sufit. Gdy poczułam falę zmęczenia, naglę zgasiło się światło.
- Dobranoc piękna- usłyszałam zza rogu drzwi. Nie musiałam się wysilać nad rozmyślaniem do kogo należy ten głos. Luke.
- Dlaczego wcześniej się nie pokazałeś?- zapytałam spokojnie, cały czas leżąc w ciemnościach.
- Nie chciałem ci się narzucać. Śpij już, miałaś dziś ciężki dzień.
- Czasem myślę, jak to jest tkwić w takim gównie, w jakim jesteś ty. Nieraz chciałabym po prostu dołączyć do ciebie- głośno myślałam. Te myśli coraz bardziej mnie męczyły. Mam dosyć ludzi, pragnę być blisko Luke'a.
- proszę, nie myśl w ten sposób. Ciesz się życiem jak najdłużej, twój czas nadejdzie w odpowiednim momencie.
Luke's POV
byłem u rodziców. Obserwowałem, jak układają ze smutkiem moje rzeczy. Nie mieli zamiaru ich wyrzucać, nie chcieli również przerabiać mojego pokoju, jak to zawsze dla żartu mi mówiono.
Zobaczyłem, że jest ciemno. Czułem dziwne zaniepokojenie. Dziwna satysfakcja z tego, że bliska mi osoba jest w niebezpieczeństwie, natychmiast na myśl przyszła mi Julie. Przejawiając się w miejsce jej pobytu, zszokowało mnie. Ten mężczyzna, który mnie zabił, on... On chciał również zabić ją! Poczułem w sobie niezwykłą siłę, niczym adrenalina, i wrogo się w niego wpatrując, dusiłem go wzrokiem. Nie wiedziałem, że tak potrafię. Chciałem za wszelką cenę ochronić nastolatkę. Facet łapiąc się za szyję, odwrócił się na ostatnim tchnieniu, i rozszerzył oczy z przerażenia. On również mnie widział.
Nie mógł uwierzyć w to, co widzi. W jego oczach ujawiła się głębia rozpaczy, strachu i chęć przebaczenia. Nie chciałem jednak mu tego darować. Wtopił ze mnie okrutną śmierć, i chciał zabić dziewczynę, która miała mi pomóc. Poczułem, że gdybym zignorował to dziwne uczucie, nie miałbym już nikogo, z nikim nie mógłbym porozmawiać, i nikt by mi nie mógł pomóc. Miałem nadzieję, że Bóg przebaczy mi ten straszny zgon, który zaliczyłem. Obserwowałem ostatni drobny ruch ręki faceta, po czym zmarł. Moje spojrzenie padło na Julie. Była niebywale przestraszona. Upewniając się, że jest cała, zaproponowałem jej szybką ucieczkę z miejsca wypadku.
- Dziękuję, bardzo dziękuję ci, Luke, nawet nie wiesz, co mogłoby się stać, gdybyś się nie ujawnił. Tak sobie myślę, że słowo "dziękuję" nie wyraża tego, co czuję- mówiła, próbując dobrać odpowiednia słowa.
- Nie pozwoliłbym mu ci coś zrobić. Tylko ty mi pozostałaś. Zależy mi na tobie, Julie, czuję się dobrze w twojej obecności. Świadomość tego, ze nie jesteś zaniepokojona pobytem ducha w swych progach również mnie raduję.
- Mi też na tobie zależy, ale chciałabym żebyś wiedział, że nie mogę nic poczuć do... do ciebie. Niedługo trafisz do innego świata, poza tym nie posiadasz już ciała, to by nie wypaliło...
- Wiem, nie chcę o tym rozmawiać- szybko zmieniłem temat, skrępowany.
Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy.
- Wiesz, tak sobie myślę, że nieraz gadasz jakbyś żył w czasach średniowiecza- zaczęła się śmiać, tym samym przerywając brak tematów
- Nigdy nie należałem do osób, które używają słów skrótowych, jak to się mówi w tych czasach- odwzajemniłem chichot.
Julie's POV
Był wieczór. Bardzo lubiłam Luke'a. Szczerzę mówiąc, gdyby żył, być może pokochałabym go. Dobry wygląd, świetny charakter, wyróżnienia wymowne... To wszystko czyniło go oryginalnym.
Wykąpałam się, a gdy wróciłam do pokoju, zobaczyłam pościelone łóżko. Przecież nic z nim nie robiłam.
- Luke, bardzo śmieszne, pokaż się- zaczęłam się śmiać. Nie pojawił się.
- Luke! No wychodź, niby jak miało mi się pościelić łóżko? Samo? Wychodź- chodziłam po pokoju, śmiejąc się. Moje prośby nie zostały wysłuchane, bowiem w pomieszczeniu nie było nikogo oprócz mnie. Ułożyłam się wygodnie na łóżku. Chwilę popatrzyłam w sufit. Gdy poczułam falę zmęczenia, naglę zgasiło się światło.
- Dobranoc piękna- usłyszałam zza rogu drzwi. Nie musiałam się wysilać nad rozmyślaniem do kogo należy ten głos. Luke.
- Dlaczego wcześniej się nie pokazałeś?- zapytałam spokojnie, cały czas leżąc w ciemnościach.
- Nie chciałem ci się narzucać. Śpij już, miałaś dziś ciężki dzień.
- Czasem myślę, jak to jest tkwić w takim gównie, w jakim jesteś ty. Nieraz chciałabym po prostu dołączyć do ciebie- głośno myślałam. Te myśli coraz bardziej mnie męczyły. Mam dosyć ludzi, pragnę być blisko Luke'a.
- proszę, nie myśl w ten sposób. Ciesz się życiem jak najdłużej, twój czas nadejdzie w odpowiednim momencie.
- Chcę być blisko ciebie- parsknęłam. Nie chciałam już dłużej ukrywać moich uczuć. Może się to wydawać dziwne, ale zakochałam się w zmarłym człowieku. Po tych słowach, poczułam jego obecność bliżej siebie. Motylki przeleciały mi przez brzuch. Ujrzałam jego twarz milimetry od mojej. Wpatrywał się swoimi błękitnymi, rozmazanymi oczyma, a ja przez chwilę uwierzyłam, że nadal żyję. Popatrzył na moje usta, lekko swoje oblizując, a po chwili gwałtownie zamknął oczy.
- Nie mogę tak na ciebie patrzeć- powiedział smutno.
- Dlaczego cię pragnę? Chciałabym, abyś żył.
- Ja też bym tego chciał, ale niestety, tak się już nie da.
Wpatrując się w niego, pragnęłam poczuć jego usta. Nie wytrzymywałam już. Życie robiło ze mnie totalną idiotkę. Istniało jedno wyjście, wyjście na wolność.
- Podaj mi nóż- poprosiłam, przełykając ślinę.
- Słucham?- krzyknął przerażony- Niby po co ci nóż?
- Po prostu mi go daj- prosiłam
- Nie ma takiej opcji. Wiem, co chodzi ci po głowię. Nie pozwolę ci na to!
- Nie rozumiesz że to jedyne wyjście?- nawet nie wiedziałam kiedy łzy spłynęły mi po policzkach. Może i nie myślałam trzeźwo, ale chciałam być blisko niego.
- Jedynym wyjściem jest zapomnienie. Nie możemy być razem, trudno. Nie było nam to pisane. Nikt nie bierze pod uwagę tego, jak cholernie cię kocham, nie pozwolę przeżywać ci tego samego piekła, co ja.
- Ja też cię kocham- wybuchłam płaczem.
Chłopak położył się obok mnie.
- Idź już spać, jutro mój pogrzeb, musisz być silna.
Następny dzień. Pogrzeb był przed południem. Ubrałam na siebie czarną sukienkę i rajstopy, oraz buty na obcasie. Czerwone usta idealnie podkreślały mój outfit. Schodziłam właśnie na dół, kiedy zatrzymał mnie tata.
- Wyglądasz jakbyś szła na pogrzeb- zażartował, jednak mi nie było do śmiechu.
- Nie mogę się chodź raz ubrać w ciemne kolory? Przepraszam, ale się śpieszę- wyszłam.
Byłam na miejscu. Mnóstwo samochodów podjeżdżało na parking. Wszyscy byli zaproszeni na pogrzeb Luke'a. Czułam się trochę niezręcznie. Niosąc kwiaty, znalazłam rodziców chłopaka.
- Dzień dobry- przywitałam się
- dzień dobry kochanie- odpowiedziała mi jego mama.
- A któż to, Mario?- zapytał zapewne jego ojciec
- Och, to dziewczyna naszego chłopca.
Po rozpoczęciu przemowy każdego gościa, usłyszałam moje imię. Miałam się wypowiedzieć!?
Podchodząc do mikrofonu, ugryzłam się w wargę. Luke ukazał się obok mnie.
- Jeżeli nie chcesz, to nie musisz tego robić- powiedział
- Nie. Chcę się również wypowiedzieć.
- Um, Dzień dobry. Nazywam się Julie Evans, i byłam dziewczyną Luke'a. Jestem bardzo wstydliwą osobą, dlatego też mam małe problemy z przemawianiem. Chciałabym tylko powiedzieć, że Luke był cudownym człowiekiem. Pokochałam go, i wierzyłam że będziemy szczęśliwi, chociaż nie było to zbyt możliwe. Mieliśmy małe, prywatne problemy. Niestety, podczas naszego ostatniego spotkania, dowiedziałam się, że go... zamordowano. Czułam, jak świat mi upadł. Dziś wiem, ze morderca zapłacił za swoje czyny śmiercią. Mój chłopak będzie szczęśliwy w niebie, wierze w to. Po prostu go pochowajmy- oczy wypełniły mi się łzami. Schodząc ze sceny, otrzymałam mnóstwo uścisków.
- Kocham cię, Julie Evans- powiedział zza moich pleców blondyn.
- nic już nie mów- otarłam łzy- ja ciebie też, chodź, idziemy cię zakopać.
Czterech facetów niosło trumnę. Z głośników zabrzmiała żałobna muzyka. Wszyscy płakali. Ostatni raz spojrzawszy na ciało, podeszłam do niego, łapiąc go za zimną rękę. Po raz pierwszy jej dotknęłam. Przejechałam palcem po jego twarzy, dotknęłam włosów. Łza spadła na jego martwy tors. Luke obserwował swoje ciało ze smutkiem. Zamykawszy trumnę, wszyscy zaczęli ją zakopywać. Gdy było pow wszystkim, próbowałam się uspokoić. Chłopak rozglądnął się wokół z nadzieją na ujrzenie białego światła. Nie nadeszło to.
- Co się dzieję? Widzisz coś?- spytałam
- Nic. Kompletnie nic.
- Nie mogę tak na ciebie patrzeć- powiedział smutno.
- Dlaczego cię pragnę? Chciałabym, abyś żył.
- Ja też bym tego chciał, ale niestety, tak się już nie da.
Wpatrując się w niego, pragnęłam poczuć jego usta. Nie wytrzymywałam już. Życie robiło ze mnie totalną idiotkę. Istniało jedno wyjście, wyjście na wolność.
- Podaj mi nóż- poprosiłam, przełykając ślinę.
- Słucham?- krzyknął przerażony- Niby po co ci nóż?
- Po prostu mi go daj- prosiłam
- Nie ma takiej opcji. Wiem, co chodzi ci po głowię. Nie pozwolę ci na to!
- Nie rozumiesz że to jedyne wyjście?- nawet nie wiedziałam kiedy łzy spłynęły mi po policzkach. Może i nie myślałam trzeźwo, ale chciałam być blisko niego.
- Jedynym wyjściem jest zapomnienie. Nie możemy być razem, trudno. Nie było nam to pisane. Nikt nie bierze pod uwagę tego, jak cholernie cię kocham, nie pozwolę przeżywać ci tego samego piekła, co ja.
- Ja też cię kocham- wybuchłam płaczem.
Chłopak położył się obok mnie.
- Idź już spać, jutro mój pogrzeb, musisz być silna.
Następny dzień. Pogrzeb był przed południem. Ubrałam na siebie czarną sukienkę i rajstopy, oraz buty na obcasie. Czerwone usta idealnie podkreślały mój outfit. Schodziłam właśnie na dół, kiedy zatrzymał mnie tata.
- Wyglądasz jakbyś szła na pogrzeb- zażartował, jednak mi nie było do śmiechu.
- Nie mogę się chodź raz ubrać w ciemne kolory? Przepraszam, ale się śpieszę- wyszłam.
Byłam na miejscu. Mnóstwo samochodów podjeżdżało na parking. Wszyscy byli zaproszeni na pogrzeb Luke'a. Czułam się trochę niezręcznie. Niosąc kwiaty, znalazłam rodziców chłopaka.
- Dzień dobry- przywitałam się
- dzień dobry kochanie- odpowiedziała mi jego mama.
- A któż to, Mario?- zapytał zapewne jego ojciec
- Och, to dziewczyna naszego chłopca.
Po rozpoczęciu przemowy każdego gościa, usłyszałam moje imię. Miałam się wypowiedzieć!?
Podchodząc do mikrofonu, ugryzłam się w wargę. Luke ukazał się obok mnie.
- Jeżeli nie chcesz, to nie musisz tego robić- powiedział
- Nie. Chcę się również wypowiedzieć.
- Um, Dzień dobry. Nazywam się Julie Evans, i byłam dziewczyną Luke'a. Jestem bardzo wstydliwą osobą, dlatego też mam małe problemy z przemawianiem. Chciałabym tylko powiedzieć, że Luke był cudownym człowiekiem. Pokochałam go, i wierzyłam że będziemy szczęśliwi, chociaż nie było to zbyt możliwe. Mieliśmy małe, prywatne problemy. Niestety, podczas naszego ostatniego spotkania, dowiedziałam się, że go... zamordowano. Czułam, jak świat mi upadł. Dziś wiem, ze morderca zapłacił za swoje czyny śmiercią. Mój chłopak będzie szczęśliwy w niebie, wierze w to. Po prostu go pochowajmy- oczy wypełniły mi się łzami. Schodząc ze sceny, otrzymałam mnóstwo uścisków.
- Kocham cię, Julie Evans- powiedział zza moich pleców blondyn.
- nic już nie mów- otarłam łzy- ja ciebie też, chodź, idziemy cię zakopać.
Czterech facetów niosło trumnę. Z głośników zabrzmiała żałobna muzyka. Wszyscy płakali. Ostatni raz spojrzawszy na ciało, podeszłam do niego, łapiąc go za zimną rękę. Po raz pierwszy jej dotknęłam. Przejechałam palcem po jego twarzy, dotknęłam włosów. Łza spadła na jego martwy tors. Luke obserwował swoje ciało ze smutkiem. Zamykawszy trumnę, wszyscy zaczęli ją zakopywać. Gdy było pow wszystkim, próbowałam się uspokoić. Chłopak rozglądnął się wokół z nadzieją na ujrzenie białego światła. Nie nadeszło to.
- Co się dzieję? Widzisz coś?- spytałam
- Nic. Kompletnie nic.
wtorek, 14 października 2014
4. Ziemia święcona
Cześć <3 Dzięki że czytacie, pomożecie nabić wyświetlenia? Zachęcam również do komentowania ;)
Julie's POV
Spojrzałam na niego, jakby miał co najmniej osiem głów. Niby po co miałabym odszukać tego zabójcę? Rozumiem, że mógł chcieć, aby go ukarano za ten okrutny czyn, ale z takimi czynami z dala ode mnie.
Chłopak, widząc moją minę, od razu zmienił podejście do całej sprawy. Jego mina była bardziej poważna, a ton zniżył się.
- Nie obchodzi mnie mój los, tu chodzi o życie innych. Ten facet jest niebezpieczny. Jest zdolny do tego, aby zrobić krzywdę wielu ludziom, jeżeli to będzie konieczne.
- A jeżeli zrobi mi? Pomyślałeś o tym? Policja się wszystkim zajmie, ja nie mam zamiaru ryzykować życia.
- Julie, musisz to zrobić! Będę z tobą, w razie konieczności... pomogę ci..
- Jak? Przecież jesteś duchem! Nic nie mógłbyś zrobić.
- Nie znam swoich możliwości, ale jestem pewny, że nie jestem zwykłym "zjawiskiem paranormalnym" plątającym się po świecie bez celu. Mam jakieś możliwości, czuję to.
- Ty nic nie czujesz. Prawda jest taka, ze powinieneś być teraz w innym świecie. Czy ty na prawdę nic nie widziałeś?
- Gdzie?- zapytał, zdezorientowany
- No... Jak umierałeś. jakieś białe światło, albo coś.
- Nic nie widziałem. Rozglądałem się wszędzie, i nic.
Przemyślałam chwilę słowa chłopaka. Postanowiłam pójść do domu. Wraz z nim wpadłam na najgorszy pomysł świata- sprawdzić w internecie.
-Musimy być ostro walnięci, żeby sprawdzać w internecie na czym polega śmierć- zaczął się śmiać
- Nie sprawdzamy na czym polega, tylko jak trafić do "niebios" o ile w ogóle istnieją. Dlaczego ja cię widzę, a inni nie?- spytałam po namyślę. To pytanie torturuję mnie od samego początku.
- Nie wiem. Może jako ostatnia ze mną rozmawiałaś, albo dlatego, że ostatni raz myślałem o tobie- westchnął obojętnie
- Myślałeś o mnie?- zapytałam troskliwie, nie spodziewałam się tego.
- Tak... Ten psychopata jest na wolności, zastanawiałem się, czy jesteś dość daleko. Mógł cię przecież tez zaatakować.
- Racja, ale dzięki za troskę- odparłam, zrezygnowana. W sumie nie wiem czego się spodziewałam.
O, patrz, tu coś jest ciekawego- wskazując na jeden z linków, kliknęłam w niego. Po lewej stronie ukazał się starożytne malowidło przedstawiające duszę wspinającą się do nieba. Strona internetowa sprawiała wrażenie starożytnej, niczym kartka wyrwana z księgi wiedzy o wszystkim.
Tu piszę, że ciało powinno być pochowane w ziemi święconej, aby duszy ukazało się wejście do świata białego.
Wtedy mnie olśniło.
- Muszę się dowiedzieć jak najwięcej informacji o twoim pogrzebie! Zupełnie o tym zapomniałam
- ja też- odparł, skrępowany
- Boże, jak można zapomnieć o własnym pogrzebie?- zaczęłam się śmiać
- Mam trochę ważniejsze spawy na głowie- odpowiedział, chichocząc
- Na tym świecie nic już robić nie musisz. Gdzie mieszkasz?- zapytałam, biorąc do ręki kartkę i długopis.
- Odłóż to, zaprowadzę cię. Ostrzegam, że moi rodzice... oni... Bardzo to przeżywają. Byłem ich odwiedzić nie dawno. Wiesz, jaki jest najgorszy widok?
- Nie..
- Kiedy bacznie obserwujesz, jak twoi rodzice cierpią, a ty nie możesz nic z tym zrobić- odpowiedział, zrezygnowany.
- Woah, głowa do góry, wiem, że jest ciężko, ale trzeba iść dalej. Chodź, zaprowadź mnie.
Mijając parę zakrętów, byliśmy przy furtce. Zastanowiłam się, co powiedzieć.
- Masz być cicho, nie rozpraszaj mnie, najlepiej tu poczekaj.
Luke przytaknął, wykonując moje polecenie. Najwidoczniej nie chciał widzieć płaczu jego matki. Brama była otwarta, dlatego uznałam, ze mogę śmiało wchodzić. Nacisnęłam przycisk od dzwonka, chwilę czekając. Otworzyła mi drobna kobieta w czarnych włosach. Jej oczy wydawały się zmęczone. na mój widok zdziwiła się.
- Dzień dobry, nazywam się Julie, chciałabym z panią porozmawiać- przywitałam się miło
- Dzień dobry, kim pani jest?- zapytała, zagubiona
- Mogę wejść do środka?- szybko zaproponowałam
- Zapraszam.
- A więc- siadając na sofę, rozglądnęłam się po pokoju- chciałam porozmawiać o Luke'u...
- Kim pani do cholery jest? Nie chcę o tym rozmawiać!- kobieta wkurzyła się.
- Spokojnie. Byłam jego... dziewczyną. Nie zdążył państwu mnie przedstawić. Nie chciałam pani denerwować, przepraszam. Mi też z tym bardzo ciężko, dlatego przyszłam tu, aby państwa poznać, i zapytać się o pogrzeb.
- Och- westchnęła- to ja przepraszam. Po prostu mi i mężowi jest z tym ciężko. Strata naszego jedynego dziecka bardzo boli. Stwierdzono, że go zamordowano. ten drań, który mu to zrobił, musi słono zapłacić- oczy czarnowłosej wypełniały się łzami. Nie chciałam doprowadzać jej do płaczu, dlatego ją przytuliłam.
- proszę nie płakać. Będzie dobrze. Pomogę państwu, tak bardzo jak tylko będę mogła. Proszę się nie martwić, Luke jest bezpieczny, niedługo będzie szczęśliwy w innym świecie- wtedy spojrzała na mnie nieufnie.
- będzie? Już jest!- krzyknęła, a ja karcąc się w myślach, przeprosiłam za błąd.
- Tak, racja. Przepraszam.
- Wiesz Julie, jesteś miłą dziewczyną, szkoda, że Luke nie zdążył samodzielnie cię z nami zapoznać. Mój mąż jest w pracy, ale myślę że byłoby mu bardzo miło cię poznać. Przyszłaś się zapytać o pogrzeb, tak? A więc jest za dwa dni na pobliskim cmentarzu. Niestety będziesz musiała już iść, bowiem muszę przyszykować obiad. A może chcesz zostać? tak, zostań!- niezdecydowana gospodyni nabrała błysku nadziei w oczach, ale nie mogłam zostać.
- Przepraszam najmocniej, ale dziś nie mogę. Muszę uczyć się do testu. Może kiedy indziej- wstając, serdecznie się uśmiechnęłam. Kierując się do wyjścia, pożegnałam się z mamą chłopaka, i wyszłam.
- I jak?- pytał od samego przyjścia.
- Za dwa dni polecisz tam, gdzie powinieneś- stwierdziłam.
- Mamy mało czasu...
- Na co?- zdziwiłam się
- na znalezienie zabójcy- stwierdził bezinteresownie
- Słucham!? Już ci mówiłam, nie będziemy nikogo szukać! Twoja mama powiedziała, że policja już się zajęła tą sprawą.
- Chciałbym przed odejściem upewnić się, czy został złapany.
- Pomodlę się, i ci powiem- stwierdziłam
- Nie. Nie wiadomo jak to cholerstwo działa. A może twoje modlitwy będą na nic? Co jeżeli to do mnie nie dojdzie? Że cię nie usłyszę?
Przemyślałam jego słowa, miał rację. Nie wiedzieliśmy co się stało z nim po śmierci, i dlaczego cały czas jest na ziemi, a tym bardziej nie wiemy jak działa niebo.
Następnego dnia, wracając ze szkoły, zastanawiałam się, jak namierzyć zabójcę. Postanowiłam iść lasem. Fakt, było późno, ale tylko w ten sposób mogłam szybciej znaleźć się w domu. Ujrzałam biegnącego, muskularnego faceta. Przestraszyłam się. Skręciłam w lewo, chowając się w krzakach. Niestety, mężczyzna mnie zauważył. Jego mina była brutalna. Podbiegł do mnie, łapiąc za kark, ciągnąc w głąb lasu. Szarpałam się, krzyczałam, ale zatkał mi buzię. Dostrzegłam w jego kieszeni nóż. Już po mnie. W tym momencie byłam pewna, że to on- że to on zabił Luke'a. Ostatnia próba szarpaniny skończyła się kategorycznie, bowiem mężczyzna kopnął mnie w brzuch. Wyciągnął ostre narzędzie, przykładając mi je do szyi.
- Zabiję cię, słyszysz? Zabiję!- groźnie syczał.
- Za co!- wydusiłam przez łzy, jednak niezbyt zrozumiale, dlatego że jego dłoń zakrywała moje usta.
- Policja mnie znajdzie, jesteś świadkiem! Zabiję!- uznałam, ze jest chory psychicznie. Biorąc zamach, nie wysiliłam się nawet na krzyki. Zamknęłam oczy, nie chcąc widzieć krwi. Czekałam na cios ostateczny, jednak nie doczekałam się go. Otworzywszy oczy, zobaczyłam jak się dusi. Upuścił ostrze, łapiąc się za szyję, łapczywie pragnąc chodź odrobiny powietrza. Nie wiedziałam, co się dzieję. Rozglądnęłam się wokół, i wtedy ujrzałam Luke'a. Stał w rozkroku, groźnie wpatrując się w swojego zabójcę. Dusił go wzrokiem. Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam.
Julie's POV
Spojrzałam na niego, jakby miał co najmniej osiem głów. Niby po co miałabym odszukać tego zabójcę? Rozumiem, że mógł chcieć, aby go ukarano za ten okrutny czyn, ale z takimi czynami z dala ode mnie.
Chłopak, widząc moją minę, od razu zmienił podejście do całej sprawy. Jego mina była bardziej poważna, a ton zniżył się.
- Nie obchodzi mnie mój los, tu chodzi o życie innych. Ten facet jest niebezpieczny. Jest zdolny do tego, aby zrobić krzywdę wielu ludziom, jeżeli to będzie konieczne.
- A jeżeli zrobi mi? Pomyślałeś o tym? Policja się wszystkim zajmie, ja nie mam zamiaru ryzykować życia.
- Julie, musisz to zrobić! Będę z tobą, w razie konieczności... pomogę ci..
- Jak? Przecież jesteś duchem! Nic nie mógłbyś zrobić.
- Nie znam swoich możliwości, ale jestem pewny, że nie jestem zwykłym "zjawiskiem paranormalnym" plątającym się po świecie bez celu. Mam jakieś możliwości, czuję to.
- Ty nic nie czujesz. Prawda jest taka, ze powinieneś być teraz w innym świecie. Czy ty na prawdę nic nie widziałeś?
- Gdzie?- zapytał, zdezorientowany
- No... Jak umierałeś. jakieś białe światło, albo coś.
- Nic nie widziałem. Rozglądałem się wszędzie, i nic.
Przemyślałam chwilę słowa chłopaka. Postanowiłam pójść do domu. Wraz z nim wpadłam na najgorszy pomysł świata- sprawdzić w internecie.
-Musimy być ostro walnięci, żeby sprawdzać w internecie na czym polega śmierć- zaczął się śmiać
- Nie sprawdzamy na czym polega, tylko jak trafić do "niebios" o ile w ogóle istnieją. Dlaczego ja cię widzę, a inni nie?- spytałam po namyślę. To pytanie torturuję mnie od samego początku.
- Nie wiem. Może jako ostatnia ze mną rozmawiałaś, albo dlatego, że ostatni raz myślałem o tobie- westchnął obojętnie
- Myślałeś o mnie?- zapytałam troskliwie, nie spodziewałam się tego.
- Tak... Ten psychopata jest na wolności, zastanawiałem się, czy jesteś dość daleko. Mógł cię przecież tez zaatakować.
- Racja, ale dzięki za troskę- odparłam, zrezygnowana. W sumie nie wiem czego się spodziewałam.
O, patrz, tu coś jest ciekawego- wskazując na jeden z linków, kliknęłam w niego. Po lewej stronie ukazał się starożytne malowidło przedstawiające duszę wspinającą się do nieba. Strona internetowa sprawiała wrażenie starożytnej, niczym kartka wyrwana z księgi wiedzy o wszystkim.
Tu piszę, że ciało powinno być pochowane w ziemi święconej, aby duszy ukazało się wejście do świata białego.
Wtedy mnie olśniło.
- Muszę się dowiedzieć jak najwięcej informacji o twoim pogrzebie! Zupełnie o tym zapomniałam
- ja też- odparł, skrępowany
- Boże, jak można zapomnieć o własnym pogrzebie?- zaczęłam się śmiać
- Mam trochę ważniejsze spawy na głowie- odpowiedział, chichocząc
- Na tym świecie nic już robić nie musisz. Gdzie mieszkasz?- zapytałam, biorąc do ręki kartkę i długopis.
- Odłóż to, zaprowadzę cię. Ostrzegam, że moi rodzice... oni... Bardzo to przeżywają. Byłem ich odwiedzić nie dawno. Wiesz, jaki jest najgorszy widok?
- Nie..
- Kiedy bacznie obserwujesz, jak twoi rodzice cierpią, a ty nie możesz nic z tym zrobić- odpowiedział, zrezygnowany.
- Woah, głowa do góry, wiem, że jest ciężko, ale trzeba iść dalej. Chodź, zaprowadź mnie.
Mijając parę zakrętów, byliśmy przy furtce. Zastanowiłam się, co powiedzieć.
- Masz być cicho, nie rozpraszaj mnie, najlepiej tu poczekaj.
Luke przytaknął, wykonując moje polecenie. Najwidoczniej nie chciał widzieć płaczu jego matki. Brama była otwarta, dlatego uznałam, ze mogę śmiało wchodzić. Nacisnęłam przycisk od dzwonka, chwilę czekając. Otworzyła mi drobna kobieta w czarnych włosach. Jej oczy wydawały się zmęczone. na mój widok zdziwiła się.
- Dzień dobry, nazywam się Julie, chciałabym z panią porozmawiać- przywitałam się miło
- Dzień dobry, kim pani jest?- zapytała, zagubiona
- Mogę wejść do środka?- szybko zaproponowałam
- Zapraszam.
- A więc- siadając na sofę, rozglądnęłam się po pokoju- chciałam porozmawiać o Luke'u...
- Kim pani do cholery jest? Nie chcę o tym rozmawiać!- kobieta wkurzyła się.
- Spokojnie. Byłam jego... dziewczyną. Nie zdążył państwu mnie przedstawić. Nie chciałam pani denerwować, przepraszam. Mi też z tym bardzo ciężko, dlatego przyszłam tu, aby państwa poznać, i zapytać się o pogrzeb.
- Och- westchnęła- to ja przepraszam. Po prostu mi i mężowi jest z tym ciężko. Strata naszego jedynego dziecka bardzo boli. Stwierdzono, że go zamordowano. ten drań, który mu to zrobił, musi słono zapłacić- oczy czarnowłosej wypełniały się łzami. Nie chciałam doprowadzać jej do płaczu, dlatego ją przytuliłam.
- proszę nie płakać. Będzie dobrze. Pomogę państwu, tak bardzo jak tylko będę mogła. Proszę się nie martwić, Luke jest bezpieczny, niedługo będzie szczęśliwy w innym świecie- wtedy spojrzała na mnie nieufnie.
- będzie? Już jest!- krzyknęła, a ja karcąc się w myślach, przeprosiłam za błąd.
- Tak, racja. Przepraszam.
- Wiesz Julie, jesteś miłą dziewczyną, szkoda, że Luke nie zdążył samodzielnie cię z nami zapoznać. Mój mąż jest w pracy, ale myślę że byłoby mu bardzo miło cię poznać. Przyszłaś się zapytać o pogrzeb, tak? A więc jest za dwa dni na pobliskim cmentarzu. Niestety będziesz musiała już iść, bowiem muszę przyszykować obiad. A może chcesz zostać? tak, zostań!- niezdecydowana gospodyni nabrała błysku nadziei w oczach, ale nie mogłam zostać.
- Przepraszam najmocniej, ale dziś nie mogę. Muszę uczyć się do testu. Może kiedy indziej- wstając, serdecznie się uśmiechnęłam. Kierując się do wyjścia, pożegnałam się z mamą chłopaka, i wyszłam.
- I jak?- pytał od samego przyjścia.
- Za dwa dni polecisz tam, gdzie powinieneś- stwierdziłam.
- Mamy mało czasu...
- Na co?- zdziwiłam się
- na znalezienie zabójcy- stwierdził bezinteresownie
- Słucham!? Już ci mówiłam, nie będziemy nikogo szukać! Twoja mama powiedziała, że policja już się zajęła tą sprawą.
- Chciałbym przed odejściem upewnić się, czy został złapany.
- Pomodlę się, i ci powiem- stwierdziłam
- Nie. Nie wiadomo jak to cholerstwo działa. A może twoje modlitwy będą na nic? Co jeżeli to do mnie nie dojdzie? Że cię nie usłyszę?
Przemyślałam jego słowa, miał rację. Nie wiedzieliśmy co się stało z nim po śmierci, i dlaczego cały czas jest na ziemi, a tym bardziej nie wiemy jak działa niebo.
Następnego dnia, wracając ze szkoły, zastanawiałam się, jak namierzyć zabójcę. Postanowiłam iść lasem. Fakt, było późno, ale tylko w ten sposób mogłam szybciej znaleźć się w domu. Ujrzałam biegnącego, muskularnego faceta. Przestraszyłam się. Skręciłam w lewo, chowając się w krzakach. Niestety, mężczyzna mnie zauważył. Jego mina była brutalna. Podbiegł do mnie, łapiąc za kark, ciągnąc w głąb lasu. Szarpałam się, krzyczałam, ale zatkał mi buzię. Dostrzegłam w jego kieszeni nóż. Już po mnie. W tym momencie byłam pewna, że to on- że to on zabił Luke'a. Ostatnia próba szarpaniny skończyła się kategorycznie, bowiem mężczyzna kopnął mnie w brzuch. Wyciągnął ostre narzędzie, przykładając mi je do szyi.
- Zabiję cię, słyszysz? Zabiję!- groźnie syczał.
- Za co!- wydusiłam przez łzy, jednak niezbyt zrozumiale, dlatego że jego dłoń zakrywała moje usta.
- Policja mnie znajdzie, jesteś świadkiem! Zabiję!- uznałam, ze jest chory psychicznie. Biorąc zamach, nie wysiliłam się nawet na krzyki. Zamknęłam oczy, nie chcąc widzieć krwi. Czekałam na cios ostateczny, jednak nie doczekałam się go. Otworzywszy oczy, zobaczyłam jak się dusi. Upuścił ostrze, łapiąc się za szyję, łapczywie pragnąc chodź odrobiny powietrza. Nie wiedziałam, co się dzieję. Rozglądnęłam się wokół, i wtedy ujrzałam Luke'a. Stał w rozkroku, groźnie wpatrując się w swojego zabójcę. Dusił go wzrokiem. Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam.
wtorek, 7 października 2014
3. Namolna dusza
Julie's POV
Postanowiłam, że chce zapomnieć. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego! On umarł, powinien spoczywać w pokoju, tymczasem włóczy się po ulicy jak ostatni biedak, w dodatku niewidzialny. Zaniedbałam ostatnio moje obowiązki. Minęły tydzień od całego zdarzenia. Od tamtej pory nie pojawił się. Trudno, może odpuścił?
Dostałam telefon od mojego "chłopaka". W sumie, ten facet jest mi obojętny. Nie darze go aż taką intensywną miłością. Zresztą on mnie chyba też nie. Ku mojemu zaskoczeniu- chciał się spotkać. Ubrałam buty, i ruszyłam w stronę ustalonego miejsca.
Przechodząc obok pustego parku, napadły mnie myśli o Luke'u. Rozglądnęłam się wokół, sprawdzając, czy przypadkiem jego duch nie włóczy się gdzieś w pobliżu. Nie dostrzegłam żywej (ani martwej) duszy, więc poszłam dalej. Mijając parę uliczek, ujrzałam znany wszystkim mieszkańcom stary, zniszczony znak "STOP" stojący przed hurtownią papieru. Migiem pojawił się Michael- mój chłopak.
- Dzień dobry skarbie- powiedział, uśmiechając się.
- Hej Michael- odpowiedziałam, po czym się przytuliliśmy. Chłopak był dosyć muskularny. Posiadał jeden, mały tatuaż czaszki na szyi. Włosy dosyć długie, lekko postawione. Jak zwykle miał swój grymas na twarzy. Był zupełnym przeciwieństwem Luke'a. Po chwili gadania, postanowiliśmy, że musimy nadrobić czas spędzony w naszym towarzystwie, dlatego udaliśmy się do jego domu.
Jest godzina osiemnasta. Całe popołudnie straciliśmy na gadaniu, śmianiu się, oglądaniu filmu i wygłupianiu. Chłopak chciał się do mnie przybliżyć. Siedzieliśmy na łóżku, oglądając telewizje. Zaczął mnie całować. Pogłębiłam lekko pocałunek, łapiąc jego twarz w swoje dłonie. Przekręcił nas w taką pozycję, w której leżał na mnie. o kolejnym pogłębieniu całusów, dwoma ruchami oczu tajemniczo rozglądnęłam się wokół, i prawie się udusiłam, gdy ujrzałam Luke'a, siedzącego na fotelu obok, obserwującego to, co właśnie robiliśmy, z łobuzerskim uśmieszkiem. Cholera! Kompletnie go nie zauważyłam!
Natychmiast oderwałam się od chłopaka, udając, że rozbolał mnie brzuch. Pobiegłam do toalety, wcześniej karcąc wzrokiem Luke'a za to wszystko. Blondyn doskonale wiedział, ze kłamie, wciskając mu kity z tym brzuchem, dlatego podążył za mną. Zamykając drzwi, usiadłam na klapie ubikacji, łapiąc się za głowę.
- Co ty tu robisz!?- wykrzyknęłam, jednak nie na tyle głośno, aby Michael cokolwiek usłyszał.
- Jak to co, przyszedłem cię odwiedzić!- mówiąc to, wyrzucił ręce do góry, w celu intensywnego uścisku zwanego "na misia". Jego uśmiech cały czas nie znikał z twarzy.
- Idioto! Specjalnie tu przylazłeś! Czego chcesz?- postanowiłam przejść do rzeczy.
- Przecież miałaś mi pomóc!- uraził się- tymczasem obściskujesz się z jakimś przydupasem!
- Zazdrosny?- droczyłam się z nim, chytro się szczerząc
- Co? Nie! Oszalałaś? Jest mi obojętne to, co robisz ze swoim życiem- parsknął
- To zajmij się swoim, okej?
- Jak widzisz, ja już swojego nie posiadam- kolejny łobuzerski uśmiech wkradł się na bladą twarz chłopaka. Wywróciłam oczami, wstając.
- ostatnio zezłościłeś się. Myślałam, że już nie przyjdziesz- powiedziałam po chwili ciszy, która zapanowała między nami. Luke spojrzał na mnie, zamyślony.
- Nazwałaś mnie zjawiskiem.
- Bo nim jesteś!- podkreśliłam
- Zobaczymy, co ty powiesz, gdy będziesz martwa. Jeszcze nie dawno żyłem tak samo jak ty, a to, że jakiś facet mnie zamordował, to raczej nie moja wina. Nie chcę, abyś mówiła na mnie "zjawisko" czy tego podobne, bo nim nie jestem. Po prostu... opuściłem ciało, tak jak ty na przykład dom... Obiecałaś mi pomóc.
- Nic ci nie obiecywałam- stwierdziłam- ubzdurałeś to sobie.
- Czyli nic nie zrobisz!?- zaczął się denerwować, a ja nie chciałam do tego dopuścić
- Ugh, komplikujesz mi życie!- wykrzyknęłam, sfrustrowana. Po chwili namysłu, chłopak spojrzał się na mnie z przekonaniem, że się zgodzę, ale chciał to usłyszeć ode mnie.
- Zgoda, pomogę- odpuściłam.
- Julie! Żyjesz tam?- Michael pukał nerwowo w drzwi, oczekując na odpowiedź.
- Um.. Tak! Za chwilę wychodzę!- odpowiedziałam, szybkim ruchem sprawdzając w lustrze, czy nie wyglądam jak potwór. Luke pokręcił głową.
- Wychodźmy już, musimy działać od razu- powiedział blondyn
- Słucham? Nie będziesz mi mówić co mam robić!- szepnęłam poirytowana, po czym wyszłam z łazienki.
Upewniając Michaela, że wszystko ze mną w porządku, wróciliśmy do pokoju, oglądając dalszą część programu.
Luke siedział z nami. Rozsiadł się wygodnie na hotelu, oglądając jeden z seriali. Wszyscy byliśmy znudzeni. Postanowiłam, że na mnie już pora.
- Na pewno chcesz iść?- pytał mój chłopak, jednak upewniałam go, ze muszę. Była dwudziesta pierwsza.
- Posłuchaj, zaczniemy jutro- stwierdziłam, ponieważ musiałam się wyspać, miałam jutro lekcję.
- Jak chcesz- przytaknął.
W mgnieniu oka dostrzegłam progi mojego domu. Wchodząc do środka, czekałam, aż nastolatek wejdzie, jednak nie pomyślałam, że nie przeszkadzałoby mu w żaden sposób to, że zamknęłabym drzwi przed jego nosem. Udając się do góry, chwyciłam za szczotkę oraz piżamę, każąc mu spocząć na kanapie.
- Ja idę wziąść prysznic. Masz tu siedzieć. Jeżeli będziesz w jakikolwiek sposób próbować mnie podglądać, to możesz zapomnieć o pomocy.
- Nie śmiałbym- zaczął się śmiać, a ja wywróciłam oczami, podążając do łazienki.
Luke's POV
Następnego dnia, dziewczyna chyba zaspała, ponieważ rano pędziła po domu niczym sprinter. Robiła milion rzeczy na raz!
- Chodź!- krzyknęła z dołu, biegnąc w stronę wyjścia. Zaśmiałem się, ponieważ do niej chyba jeszcze nie docierało, ze mogę w sekundę znaleźć się w innej części świata. Postanowiłem udać się z nią na lekcję. Z początku Julie nie chciała, abym wchodził, więc poczekałem. Po około dziesięciu minutach od rozpoczęcia zajęć pojawiłem się obok niej. Dostała ciarek, kiedy mnie, wypowiadające jej imię. Nie chciała zostać poruszona faktem, że stoję koło niej, i udawać, że wszystko jest w porządku. Trafiła na sprawdzian. Słyszałem, jak przeklina pod nosem. Nie uczyła się. Siadając na jej ławce, obserwowałem reakcję dziewczyny na tak trudne zadania. Trudne dla niej, ja miałem to w poprzedniej klasie. Julie zaczęła pisać coś na kartce, a gdy skończyła, odwróciła ją w moją stronę, abym przeczytał:
"przez ciebie zawalę sprawdzian"
- Pomogę ci, jeżeli chcesz. Umiem to- stwierdziłem. Blondynka od razu pokręciła przecząco głową, zaczynając wypełniać test. Obserwowałem, co zaznacza.
- Źle, to będzie odpowiedź B
- Zamknij się- szepnęła
Patrząc na jej kolejne ruchy, złapałem się za głowę
- Ty nic nie umiesz!- wykrzyknąłem
- Zamknij się! Chcę to zrobić sama- kolejny raz szepnęła, ściskając szczękę ze złości.
- Panno Julie, przeszkadzam pani w czymś?- wkurzona nauczycielka nie dawała jej spokoju
- Nie, przepraszam.
- Mam nadzieje- stwierdziła, wracając do obczajania materiału.
- Odpowiedź A, to banalnie proste
- B
- 247,84=x
- Podziel 142 na 2, i dodaj 5, dostaniesz odpowiedź
- Zamknij się!- wykrzyknęła, wstając, i oddając pracę. Wszystkie spojrzenia padły na nią. Dziewczyna się zarumieniła, ale gdy ktoś chciał coś powiedzieć, przerwał mu dzwonek. Chwyciła szybko za torbę i wybiegła z sali.
- Chciałam to sama zrobić!- krzyknęła oburzona, gdy wracaliśmy do domu przez las
- Chciałem tylko pomóc
- To nie rób tego więcej- powiedziała- dobra, nie ważne.
Mijaliśmy kolejne drzewa. Zatrzymaliśmy się na środku piaszczystej dróżki. Julie chyba chciała o coś zapytać, ponieważ wydawała się zdezorientowana.
- a tak właściwie, to w czym mam ci pomóc?- zapytała
Przełknąłem ślinę. Nie wiedziałem jak to jej powiedzieć. Próbując dobrać odpowiednio słowa, w końcu powiedziałem to, co pierwsze narzuciło m się na myśl.
- Znaleźć zabójcę.
Postanowiłam, że chce zapomnieć. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego! On umarł, powinien spoczywać w pokoju, tymczasem włóczy się po ulicy jak ostatni biedak, w dodatku niewidzialny. Zaniedbałam ostatnio moje obowiązki. Minęły tydzień od całego zdarzenia. Od tamtej pory nie pojawił się. Trudno, może odpuścił?
Dostałam telefon od mojego "chłopaka". W sumie, ten facet jest mi obojętny. Nie darze go aż taką intensywną miłością. Zresztą on mnie chyba też nie. Ku mojemu zaskoczeniu- chciał się spotkać. Ubrałam buty, i ruszyłam w stronę ustalonego miejsca.
Przechodząc obok pustego parku, napadły mnie myśli o Luke'u. Rozglądnęłam się wokół, sprawdzając, czy przypadkiem jego duch nie włóczy się gdzieś w pobliżu. Nie dostrzegłam żywej (ani martwej) duszy, więc poszłam dalej. Mijając parę uliczek, ujrzałam znany wszystkim mieszkańcom stary, zniszczony znak "STOP" stojący przed hurtownią papieru. Migiem pojawił się Michael- mój chłopak.
- Dzień dobry skarbie- powiedział, uśmiechając się.
- Hej Michael- odpowiedziałam, po czym się przytuliliśmy. Chłopak był dosyć muskularny. Posiadał jeden, mały tatuaż czaszki na szyi. Włosy dosyć długie, lekko postawione. Jak zwykle miał swój grymas na twarzy. Był zupełnym przeciwieństwem Luke'a. Po chwili gadania, postanowiliśmy, że musimy nadrobić czas spędzony w naszym towarzystwie, dlatego udaliśmy się do jego domu.
Jest godzina osiemnasta. Całe popołudnie straciliśmy na gadaniu, śmianiu się, oglądaniu filmu i wygłupianiu. Chłopak chciał się do mnie przybliżyć. Siedzieliśmy na łóżku, oglądając telewizje. Zaczął mnie całować. Pogłębiłam lekko pocałunek, łapiąc jego twarz w swoje dłonie. Przekręcił nas w taką pozycję, w której leżał na mnie. o kolejnym pogłębieniu całusów, dwoma ruchami oczu tajemniczo rozglądnęłam się wokół, i prawie się udusiłam, gdy ujrzałam Luke'a, siedzącego na fotelu obok, obserwującego to, co właśnie robiliśmy, z łobuzerskim uśmieszkiem. Cholera! Kompletnie go nie zauważyłam!
Natychmiast oderwałam się od chłopaka, udając, że rozbolał mnie brzuch. Pobiegłam do toalety, wcześniej karcąc wzrokiem Luke'a za to wszystko. Blondyn doskonale wiedział, ze kłamie, wciskając mu kity z tym brzuchem, dlatego podążył za mną. Zamykając drzwi, usiadłam na klapie ubikacji, łapiąc się za głowę.
- Co ty tu robisz!?- wykrzyknęłam, jednak nie na tyle głośno, aby Michael cokolwiek usłyszał.
- Jak to co, przyszedłem cię odwiedzić!- mówiąc to, wyrzucił ręce do góry, w celu intensywnego uścisku zwanego "na misia". Jego uśmiech cały czas nie znikał z twarzy.
- Idioto! Specjalnie tu przylazłeś! Czego chcesz?- postanowiłam przejść do rzeczy.
- Przecież miałaś mi pomóc!- uraził się- tymczasem obściskujesz się z jakimś przydupasem!
- Zazdrosny?- droczyłam się z nim, chytro się szczerząc
- Co? Nie! Oszalałaś? Jest mi obojętne to, co robisz ze swoim życiem- parsknął
- To zajmij się swoim, okej?
- Jak widzisz, ja już swojego nie posiadam- kolejny łobuzerski uśmiech wkradł się na bladą twarz chłopaka. Wywróciłam oczami, wstając.
- ostatnio zezłościłeś się. Myślałam, że już nie przyjdziesz- powiedziałam po chwili ciszy, która zapanowała między nami. Luke spojrzał na mnie, zamyślony.
- Nazwałaś mnie zjawiskiem.
- Bo nim jesteś!- podkreśliłam
- Zobaczymy, co ty powiesz, gdy będziesz martwa. Jeszcze nie dawno żyłem tak samo jak ty, a to, że jakiś facet mnie zamordował, to raczej nie moja wina. Nie chcę, abyś mówiła na mnie "zjawisko" czy tego podobne, bo nim nie jestem. Po prostu... opuściłem ciało, tak jak ty na przykład dom... Obiecałaś mi pomóc.
- Nic ci nie obiecywałam- stwierdziłam- ubzdurałeś to sobie.
- Czyli nic nie zrobisz!?- zaczął się denerwować, a ja nie chciałam do tego dopuścić
- Ugh, komplikujesz mi życie!- wykrzyknęłam, sfrustrowana. Po chwili namysłu, chłopak spojrzał się na mnie z przekonaniem, że się zgodzę, ale chciał to usłyszeć ode mnie.
- Zgoda, pomogę- odpuściłam.
- Julie! Żyjesz tam?- Michael pukał nerwowo w drzwi, oczekując na odpowiedź.
- Um.. Tak! Za chwilę wychodzę!- odpowiedziałam, szybkim ruchem sprawdzając w lustrze, czy nie wyglądam jak potwór. Luke pokręcił głową.
- Wychodźmy już, musimy działać od razu- powiedział blondyn
- Słucham? Nie będziesz mi mówić co mam robić!- szepnęłam poirytowana, po czym wyszłam z łazienki.
Upewniając Michaela, że wszystko ze mną w porządku, wróciliśmy do pokoju, oglądając dalszą część programu.
Luke siedział z nami. Rozsiadł się wygodnie na hotelu, oglądając jeden z seriali. Wszyscy byliśmy znudzeni. Postanowiłam, że na mnie już pora.
- Na pewno chcesz iść?- pytał mój chłopak, jednak upewniałam go, ze muszę. Była dwudziesta pierwsza.
- Posłuchaj, zaczniemy jutro- stwierdziłam, ponieważ musiałam się wyspać, miałam jutro lekcję.
- Jak chcesz- przytaknął.
W mgnieniu oka dostrzegłam progi mojego domu. Wchodząc do środka, czekałam, aż nastolatek wejdzie, jednak nie pomyślałam, że nie przeszkadzałoby mu w żaden sposób to, że zamknęłabym drzwi przed jego nosem. Udając się do góry, chwyciłam za szczotkę oraz piżamę, każąc mu spocząć na kanapie.
- Ja idę wziąść prysznic. Masz tu siedzieć. Jeżeli będziesz w jakikolwiek sposób próbować mnie podglądać, to możesz zapomnieć o pomocy.
- Nie śmiałbym- zaczął się śmiać, a ja wywróciłam oczami, podążając do łazienki.
Luke's POV
Następnego dnia, dziewczyna chyba zaspała, ponieważ rano pędziła po domu niczym sprinter. Robiła milion rzeczy na raz!
- Chodź!- krzyknęła z dołu, biegnąc w stronę wyjścia. Zaśmiałem się, ponieważ do niej chyba jeszcze nie docierało, ze mogę w sekundę znaleźć się w innej części świata. Postanowiłem udać się z nią na lekcję. Z początku Julie nie chciała, abym wchodził, więc poczekałem. Po około dziesięciu minutach od rozpoczęcia zajęć pojawiłem się obok niej. Dostała ciarek, kiedy mnie, wypowiadające jej imię. Nie chciała zostać poruszona faktem, że stoję koło niej, i udawać, że wszystko jest w porządku. Trafiła na sprawdzian. Słyszałem, jak przeklina pod nosem. Nie uczyła się. Siadając na jej ławce, obserwowałem reakcję dziewczyny na tak trudne zadania. Trudne dla niej, ja miałem to w poprzedniej klasie. Julie zaczęła pisać coś na kartce, a gdy skończyła, odwróciła ją w moją stronę, abym przeczytał:
"przez ciebie zawalę sprawdzian"
- Pomogę ci, jeżeli chcesz. Umiem to- stwierdziłem. Blondynka od razu pokręciła przecząco głową, zaczynając wypełniać test. Obserwowałem, co zaznacza.
- Źle, to będzie odpowiedź B
- Zamknij się- szepnęła
Patrząc na jej kolejne ruchy, złapałem się za głowę
- Ty nic nie umiesz!- wykrzyknąłem
- Zamknij się! Chcę to zrobić sama- kolejny raz szepnęła, ściskając szczękę ze złości.
- Panno Julie, przeszkadzam pani w czymś?- wkurzona nauczycielka nie dawała jej spokoju
- Nie, przepraszam.
- Mam nadzieje- stwierdziła, wracając do obczajania materiału.
- Odpowiedź A, to banalnie proste
- B
- 247,84=x
- Podziel 142 na 2, i dodaj 5, dostaniesz odpowiedź
- Zamknij się!- wykrzyknęła, wstając, i oddając pracę. Wszystkie spojrzenia padły na nią. Dziewczyna się zarumieniła, ale gdy ktoś chciał coś powiedzieć, przerwał mu dzwonek. Chwyciła szybko za torbę i wybiegła z sali.
- Chciałam to sama zrobić!- krzyknęła oburzona, gdy wracaliśmy do domu przez las
- Chciałem tylko pomóc
- To nie rób tego więcej- powiedziała- dobra, nie ważne.
Mijaliśmy kolejne drzewa. Zatrzymaliśmy się na środku piaszczystej dróżki. Julie chyba chciała o coś zapytać, ponieważ wydawała się zdezorientowana.
- a tak właściwie, to w czym mam ci pomóc?- zapytała
Przełknąłem ślinę. Nie wiedziałem jak to jej powiedzieć. Próbując dobrać odpowiednio słowa, w końcu powiedziałem to, co pierwsze narzuciło m się na myśl.
- Znaleźć zabójcę.
środa, 24 września 2014
2. Wracaj skąd przyszedłeś
Julie's POV
Obudziłam się w ambulansie. Ciężko dysząc, rozglądnęłam się i zawołałam kogoś o pomoc. Natychmiastowo pojawił się lekarz, który przyłożył mi maskę tlenową do twarzy.
- Musisz ją na razie mieć, jesteś zbyt przestraszona, i trudno ci oddychać- stwierdził- co się stało?
- To był Luke!- krzyknęłam niczym kompletna idiotka. Facet spojrzał na mnie dziwnie.
- Luke to ten chłopak, tak?- zapytał- jak miał nazwisko?
- Nie mam pojęcia- wydyszałam- widziałam go
- Jak to nie masz pojęcia? Przecież jesteś jego siostrą!- powiedział donoszącym głosem.
- Nie jestem jego żadną siostrą! Musiałam po prostu zobaczyć ciało, bo Luke mi kazał! On stał koło mnie, a jego ciało leżało na noszach! Rozmawiałam z nim kiedy on już nie żył, przysięgam!- musiało to wyglądać dziwnie, bowiem mężczyzna patrzył na mnie jakbym była jakąś świruską.
- Najwidoczniej ciało, które zobaczyłaś cię wystraszyło, dlatego zemdlałaś. Przy zderzeniu głową o ziemię musiałaś się nieźle uderzyć, że masz takie historię do powiedzenia!- sanitariusz głośno się zaśmiał. Nie uwierzył mi.
- Mówię prawdę! Musi mi pan uwierzyć! Rozmawiałam z nim! Udowodnię to panu!
- Jak?- cały czas się śmiał. Chwilę pomyślałam. Kiedy mówiłam te słowa, miałam w głowie pełno pomysłów, ale tak jakby tylko ich tytuły, w których treści nie było. Tak na prawdę nie miałam pojęcia, czy jeszcze go kiedyś zobaczę, i udowodnię że nie jestem wariatką.
- Na tę chwilę nie wiem jak to ukazać, ale gwarantuję że kiedyś zobaczy go pan! Wszyscy go zobaczą!- wykrzyczałam, na co on pokręcił głową z niedowierzaniem i chichocząc, wyszedł.
Kiedy się uspokoiłam, wypuścili mnie. Podążyłam od razu do domu. Postanowiłam nic nie mówić rodzicom o zjawisku, które napotkałam. Odkryliby gdzie byłam, i przy okazji zapisali do psychologa. Tego wieczoru nie mogłam zasnąć. Leżałam na plecach, wgapiając się w biały sufit. Usłyszałam szmery dochodzące z kuchni. Przestraszyłam się. Zakryłam się kołdrą, z nadzieją że dźwięki ogłuchną, jednak były co raz głośniejsze. Na szczęście nie zwariowałam, i zobaczyłam, że ktoś zapalił światło. To była mama. Ubierając kapcie również szybkim tempem zbiegłam na dół.
- Słyszałaś to?- spytałam pierwsza
- Słyszałam, dlatego przyszłam sprawdzić co to było. Idź spać.
Przed wykonaniem polecenia sięgnęłam po szklankę wody, i weszłam po schodach do pokoju. Chwyciwszy za klamkę, przekręciłam ją, i momentalnie straciłam czucie w rękach. Szklanka upadła na ziemię tłucząc się, a zimna ciecz objęła moje stopy. Walczyłam o chodź odrobinę powietrza. Na samym środku pokoju stał Luke! Jego oczy były przestraszone, gestami rąk próbował mnie uspokoić.
- Julie! Wchodź do środka i nie krzycz!- błagał mnie, bo dokładnie wiedział, że gdybym pozwoliła chociażby jednemu przeraźliwemu piskowi wydostać się, zrobiłabym z siebie pośmiewisko. Postanowiłam wykonać jego polecenie, i wchodząc powoli do środka zamknęłam drzwi.
- Okej, dobra dziewczynka. Teraz słuchaj, wiem, co teraz możesz sobie myśleć, ale nie wolno ci krzyczeć. I tak nikt mnie nie widzi.- uspokajał mnie blondyn, ale i tak go nie słuchałam. Stałam sparaliżowana, wpatrując się w jego "sylwetkę", zastanawiając się co dalej pocznie.
- J... Ja... Ja cię widzę... L..Luke- wydukałam z siebie.
- Tak, ty, i tylko ty. Nikt więcej. Daj mi wszystko wytłumaczyć- podszedł bliżej, natomiast ja zrobiłam trzy gwałtowne kroki w przód, gestykulując przestrzeń osobistą.
- Nie podchodź do mnie- powiedziałam
- Uspokój się, przecież nic ci nie zrobię!- zaśmiał się
- To jest dla ciebie takie zabawne!?
- Nie. Ani trochę- jego mina przybrała powagę- mogę się tłumaczyć?
- Tak.
- A więc- zaczął- gdy poszłaś, postanowiłem udać się w przeciwną stronę. Zza krzaków wyskoczył facet. Zatykając mi buzię, wepchnął mnie w krzaki, i wyciągnął nóż. Krzyczałem, ale to nic nie dawało. Mówił tylko, że musi zwrócić uwagę glin, i odwrócić ich uwagę. Okaleczając mnie, cały czas rozglądał się, czy nie ma światków tego zdarzenia, a następnie uciekł. Wykrwawiłem się...chyba. Obudziłem się zaraz po tym zdarzeniu, zważywszy na pogodę. Nikogo nie było w pobliżu. Wstałem. Spojrzałem w dół, i zobaczyłem... siebie! Leżałem blady, a wokół było pełno krwi. Byłem przerażony. Ujrzałem na swe ręce, i zobaczyłem jak prześwitują. Domyślałem się, że jestem duchem, że umarłem, ale i tak szukałem pomocy. Zwykle ludzie mówili, ze po śmierci przechodzimy do niebios, tymczasem ja jestem żywym... to znaczy martwym dowodem na to, ze duch pozostaje na ziemi. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Pytałem chyba każdego przechodnia o pomoc, ale nie słyszeli mnie. Nie widzieli. Przenikali przeze mnie. Nikt nie był w stanie mi pomóc. Dzwoniłem do ciebie, i słyszałem nawet twój głos! Niestety, dostawałaś głuche telefony. Jestem bardzo zaskoczony, że mnie widzisz, i słyszysz. Musisz mi pomóc!- słysząc tą historię, długo myślałam. Trwaliśmy w ciszy. Po jakiś dziesięciu minutach, odpowiedziałam.
- Udowodnij.
- Ale co?- spytał zdziwiony
- Że to prawda. Że to wcale nie jest głupi żart.
- żart?- zaczął się histerycznie śmiać- nie śmieje się z ludzkiej śmierci, a co dopiero z mojej!
- Udowodnij mi to- chwyciwszy za kurtkę, ubrałam się i wyszłam przez okno. Jedno z moich spojrzeń padło na niego.
- No idziesz?
- Gdzie?- zapytał zrezygnowany
- Na ulicę.
- Idę.- zeszłam na dół, a gdy się odwróciłam, ujrzałam Luke'a. Gdyby był normalny, zdziwiłabym się, jak udało mu się tak szybko tu dostać, no ale przecież był "duchem".
- A więc jak mam ci to udowodnić?
- Idziemy do ludzi. Niedaleko jest klub nocny. Na pewno znajdziemy jakąś osobę. Zobaczymy, czy cię widzi.
- O, patrz! Idzie ktoś!- krzyknęłam cicho, pokazując palcem na osobę- no dalej, ruszaj się!
Chłopak spojrzał się na mnie, i leniwie podszedł do jakieś kobiety.
- Proszę pani, słyszy mnie pani?- mówił do niej, stając na wprost mnie, jednak ona szukała czegoś w torebce.
- halo, proszę pani- powtórzył głośniej, zmarnowany. Przecież wiedział, jak to się skończy. Dopiero wtedy zauważyłam różnice między tą dwójką. Chłopak był bardziej... blady, i tak jakby przezroczysty. Nagle kobieta wyciągnęła swoją zdobycz (czyli papierosy) i ruszyła do przodu. Luke zamknął oczy, a gdy kobieta przeszła przez niego, rozpłynął się. O mały włos, a po raz kolejny bym zemdlała. Wytrzeszczyłam oczy, i oglądałam jak Luke rozpływa się niczym chmura.
- Luke, gdzie jesteś- zawołałam, kiedy po "dymie" nie było śladu- Luke!
- Tu jestem- głos dochodzący zza moich pleców sprawił, że przez ciało przeszły mnie ciarki. Chłopak stał za mną- teraz mi wierzysz?
Chwilę pomyślałam.
- Tak. Jak mam ci pomóc? Przecież ja nigdy nie interesowałam się zjawiskami paranormalnymi!
- Przestań!- krzyknął zdesperowany- jestem człowiekiem, nie jakimś zjawiskiem!
- Nie jesteś człowiekiem, jesteś zjawą, duchem... zjawiskiem... Jak kto woli- oznajmiłam
- Nie!!!- blondyn wrzasnął histerycznie, co przerodziło się w głuchy pisk. Tupnął przy tym nogą, i znowu moim oczom ukazała się mgła, świadcząca o tym, ze się rozpłynął. Chyba go obraziłam. Przeraziła mnie jego reakcja. Zwykły człowiek tak nie potrafi. To było coś w stylu demona... Ten pisk na końcu był ogłuszający, jego twarz przy tym wrzaśnięciu w ogóle nie przypominała Luke'a, tylko jakiegoś stwora. Za wiele emocji jak dla mnie, rozpłakałam się i pobiegłam do domu.
Jest rano. Wstałam zmęczona, i jak zwykle o tej godzinie zeszłam na dół po śniadanie.
- Dziś sobota- oznajmiła mama
- Serio?- byłam zdziwiona, przecież wczoraj był poniedziałek!
- Tak- zaśmiał się tata- ostatnio jesteś jakaś dziwna
- Nie jestem dziwna- powiedziałam surowo
- Cokolwiek- odpowiedziała mi kobieta- siadajcie do śniadania.
Przegryzając bułkę, cały czas myślałam "co teraz". Zdenerwowałam go. Wydawał się miłym chłopakiem, ale nie wiedziałam jak to jest z duchami. W filmach mówili, żeby lepiej nie drażnić takich istot, tymczasem ja doprowadziłam go do stanu demona. Nie chciałam wiedzieć co będzie później.
Obudziłam się w ambulansie. Ciężko dysząc, rozglądnęłam się i zawołałam kogoś o pomoc. Natychmiastowo pojawił się lekarz, który przyłożył mi maskę tlenową do twarzy.
- Musisz ją na razie mieć, jesteś zbyt przestraszona, i trudno ci oddychać- stwierdził- co się stało?
- To był Luke!- krzyknęłam niczym kompletna idiotka. Facet spojrzał na mnie dziwnie.
- Luke to ten chłopak, tak?- zapytał- jak miał nazwisko?
- Nie mam pojęcia- wydyszałam- widziałam go
- Jak to nie masz pojęcia? Przecież jesteś jego siostrą!- powiedział donoszącym głosem.
- Nie jestem jego żadną siostrą! Musiałam po prostu zobaczyć ciało, bo Luke mi kazał! On stał koło mnie, a jego ciało leżało na noszach! Rozmawiałam z nim kiedy on już nie żył, przysięgam!- musiało to wyglądać dziwnie, bowiem mężczyzna patrzył na mnie jakbym była jakąś świruską.
- Najwidoczniej ciało, które zobaczyłaś cię wystraszyło, dlatego zemdlałaś. Przy zderzeniu głową o ziemię musiałaś się nieźle uderzyć, że masz takie historię do powiedzenia!- sanitariusz głośno się zaśmiał. Nie uwierzył mi.
- Mówię prawdę! Musi mi pan uwierzyć! Rozmawiałam z nim! Udowodnię to panu!
- Jak?- cały czas się śmiał. Chwilę pomyślałam. Kiedy mówiłam te słowa, miałam w głowie pełno pomysłów, ale tak jakby tylko ich tytuły, w których treści nie było. Tak na prawdę nie miałam pojęcia, czy jeszcze go kiedyś zobaczę, i udowodnię że nie jestem wariatką.
- Na tę chwilę nie wiem jak to ukazać, ale gwarantuję że kiedyś zobaczy go pan! Wszyscy go zobaczą!- wykrzyczałam, na co on pokręcił głową z niedowierzaniem i chichocząc, wyszedł.
Kiedy się uspokoiłam, wypuścili mnie. Podążyłam od razu do domu. Postanowiłam nic nie mówić rodzicom o zjawisku, które napotkałam. Odkryliby gdzie byłam, i przy okazji zapisali do psychologa. Tego wieczoru nie mogłam zasnąć. Leżałam na plecach, wgapiając się w biały sufit. Usłyszałam szmery dochodzące z kuchni. Przestraszyłam się. Zakryłam się kołdrą, z nadzieją że dźwięki ogłuchną, jednak były co raz głośniejsze. Na szczęście nie zwariowałam, i zobaczyłam, że ktoś zapalił światło. To była mama. Ubierając kapcie również szybkim tempem zbiegłam na dół.
- Słyszałaś to?- spytałam pierwsza
- Słyszałam, dlatego przyszłam sprawdzić co to było. Idź spać.
Przed wykonaniem polecenia sięgnęłam po szklankę wody, i weszłam po schodach do pokoju. Chwyciwszy za klamkę, przekręciłam ją, i momentalnie straciłam czucie w rękach. Szklanka upadła na ziemię tłucząc się, a zimna ciecz objęła moje stopy. Walczyłam o chodź odrobinę powietrza. Na samym środku pokoju stał Luke! Jego oczy były przestraszone, gestami rąk próbował mnie uspokoić.
- Julie! Wchodź do środka i nie krzycz!- błagał mnie, bo dokładnie wiedział, że gdybym pozwoliła chociażby jednemu przeraźliwemu piskowi wydostać się, zrobiłabym z siebie pośmiewisko. Postanowiłam wykonać jego polecenie, i wchodząc powoli do środka zamknęłam drzwi.
- Okej, dobra dziewczynka. Teraz słuchaj, wiem, co teraz możesz sobie myśleć, ale nie wolno ci krzyczeć. I tak nikt mnie nie widzi.- uspokajał mnie blondyn, ale i tak go nie słuchałam. Stałam sparaliżowana, wpatrując się w jego "sylwetkę", zastanawiając się co dalej pocznie.
- J... Ja... Ja cię widzę... L..Luke- wydukałam z siebie.
- Tak, ty, i tylko ty. Nikt więcej. Daj mi wszystko wytłumaczyć- podszedł bliżej, natomiast ja zrobiłam trzy gwałtowne kroki w przód, gestykulując przestrzeń osobistą.
- Nie podchodź do mnie- powiedziałam
- Uspokój się, przecież nic ci nie zrobię!- zaśmiał się
- To jest dla ciebie takie zabawne!?
- Nie. Ani trochę- jego mina przybrała powagę- mogę się tłumaczyć?
- Tak.
- A więc- zaczął- gdy poszłaś, postanowiłem udać się w przeciwną stronę. Zza krzaków wyskoczył facet. Zatykając mi buzię, wepchnął mnie w krzaki, i wyciągnął nóż. Krzyczałem, ale to nic nie dawało. Mówił tylko, że musi zwrócić uwagę glin, i odwrócić ich uwagę. Okaleczając mnie, cały czas rozglądał się, czy nie ma światków tego zdarzenia, a następnie uciekł. Wykrwawiłem się...chyba. Obudziłem się zaraz po tym zdarzeniu, zważywszy na pogodę. Nikogo nie było w pobliżu. Wstałem. Spojrzałem w dół, i zobaczyłem... siebie! Leżałem blady, a wokół było pełno krwi. Byłem przerażony. Ujrzałem na swe ręce, i zobaczyłem jak prześwitują. Domyślałem się, że jestem duchem, że umarłem, ale i tak szukałem pomocy. Zwykle ludzie mówili, ze po śmierci przechodzimy do niebios, tymczasem ja jestem żywym... to znaczy martwym dowodem na to, ze duch pozostaje na ziemi. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Pytałem chyba każdego przechodnia o pomoc, ale nie słyszeli mnie. Nie widzieli. Przenikali przeze mnie. Nikt nie był w stanie mi pomóc. Dzwoniłem do ciebie, i słyszałem nawet twój głos! Niestety, dostawałaś głuche telefony. Jestem bardzo zaskoczony, że mnie widzisz, i słyszysz. Musisz mi pomóc!- słysząc tą historię, długo myślałam. Trwaliśmy w ciszy. Po jakiś dziesięciu minutach, odpowiedziałam.
- Udowodnij.
- Ale co?- spytał zdziwiony
- Że to prawda. Że to wcale nie jest głupi żart.
- żart?- zaczął się histerycznie śmiać- nie śmieje się z ludzkiej śmierci, a co dopiero z mojej!
- Udowodnij mi to- chwyciwszy za kurtkę, ubrałam się i wyszłam przez okno. Jedno z moich spojrzeń padło na niego.
- No idziesz?
- Gdzie?- zapytał zrezygnowany
- Na ulicę.
- Idę.- zeszłam na dół, a gdy się odwróciłam, ujrzałam Luke'a. Gdyby był normalny, zdziwiłabym się, jak udało mu się tak szybko tu dostać, no ale przecież był "duchem".
- A więc jak mam ci to udowodnić?
- Idziemy do ludzi. Niedaleko jest klub nocny. Na pewno znajdziemy jakąś osobę. Zobaczymy, czy cię widzi.
- O, patrz! Idzie ktoś!- krzyknęłam cicho, pokazując palcem na osobę- no dalej, ruszaj się!
Chłopak spojrzał się na mnie, i leniwie podszedł do jakieś kobiety.
- Proszę pani, słyszy mnie pani?- mówił do niej, stając na wprost mnie, jednak ona szukała czegoś w torebce.
- halo, proszę pani- powtórzył głośniej, zmarnowany. Przecież wiedział, jak to się skończy. Dopiero wtedy zauważyłam różnice między tą dwójką. Chłopak był bardziej... blady, i tak jakby przezroczysty. Nagle kobieta wyciągnęła swoją zdobycz (czyli papierosy) i ruszyła do przodu. Luke zamknął oczy, a gdy kobieta przeszła przez niego, rozpłynął się. O mały włos, a po raz kolejny bym zemdlała. Wytrzeszczyłam oczy, i oglądałam jak Luke rozpływa się niczym chmura.
- Luke, gdzie jesteś- zawołałam, kiedy po "dymie" nie było śladu- Luke!
- Tu jestem- głos dochodzący zza moich pleców sprawił, że przez ciało przeszły mnie ciarki. Chłopak stał za mną- teraz mi wierzysz?
Chwilę pomyślałam.
- Tak. Jak mam ci pomóc? Przecież ja nigdy nie interesowałam się zjawiskami paranormalnymi!
- Przestań!- krzyknął zdesperowany- jestem człowiekiem, nie jakimś zjawiskiem!
- Nie jesteś człowiekiem, jesteś zjawą, duchem... zjawiskiem... Jak kto woli- oznajmiłam
- Nie!!!- blondyn wrzasnął histerycznie, co przerodziło się w głuchy pisk. Tupnął przy tym nogą, i znowu moim oczom ukazała się mgła, świadcząca o tym, ze się rozpłynął. Chyba go obraziłam. Przeraziła mnie jego reakcja. Zwykły człowiek tak nie potrafi. To było coś w stylu demona... Ten pisk na końcu był ogłuszający, jego twarz przy tym wrzaśnięciu w ogóle nie przypominała Luke'a, tylko jakiegoś stwora. Za wiele emocji jak dla mnie, rozpłakałam się i pobiegłam do domu.
Jest rano. Wstałam zmęczona, i jak zwykle o tej godzinie zeszłam na dół po śniadanie.
- Dziś sobota- oznajmiła mama
- Serio?- byłam zdziwiona, przecież wczoraj był poniedziałek!
- Tak- zaśmiał się tata- ostatnio jesteś jakaś dziwna
- Nie jestem dziwna- powiedziałam surowo
- Cokolwiek- odpowiedziała mi kobieta- siadajcie do śniadania.
Przegryzając bułkę, cały czas myślałam "co teraz". Zdenerwowałam go. Wydawał się miłym chłopakiem, ale nie wiedziałam jak to jest z duchami. W filmach mówili, żeby lepiej nie drażnić takich istot, tymczasem ja doprowadziłam go do stanu demona. Nie chciałam wiedzieć co będzie później.
sobota, 20 września 2014
1. Kim jesteś?
Mam nadzieję że blog się spodoba :))))
Opowiadanie nie jest o żadnej z gwiazd, po prostu dwóch nieznanych ludzi.
Julie's POV
Jest rano. Zaraz spóźnię się do szkoły! Jak zwykle nie mogłam polegać na budziku, który ku mojemu zdziwieniu nigdy nie dzwonił, a moja mama poszła już do pracy. Ubierając ostatnią część garderoby ( co okazało się być skarpetkami) zbiegłam na dół po przygotowane dla mnie śniadanie.
- O której będziesz?- spytał tata, siedzący na kanapie, popijając kawę oraz czytając dzisiejszą gazetę.
- Po lekcjach planuję się wybrać do parku, a masz jakieś konkretne plany związane ze mną?- zapytałam
- Nie. Tylko pytam. Uważaj na siebie.
- Dobrze, pa- wywróciłam oczami, ubierając buty i wyszłam.
Nareszcie ostatnia minuta lekcji minęła. Miałam dość, byłam wykończona i znudzona wykładami nauczycielek. Musiałam się przewietrzyć, więc postanowiłam jak najszybciej ulotnić się z budynku. Park był nie daleko, więc spokojnie mogłam iść na piechotę. Będąc już prawie przy wejściu, rozglądnęłam się dookoła i wyciągnąwszy komórkę wysłałam sms'a do taty, że zajmie mi to trochę dłużej, niż przeczuwał. Chowając sprzęt do kieszeni wzięłam głęboki oddech, rozkoszując się świeżym powietrzem, spojrzałam przed siebie, i już miałam ruszyć w stronę prowadzonej w głąb drzew, gdyby jakiś chłopak nie wpadł na mnie!
- Przepraszam najmocniej!- powtarzał w kółko, podnosząc się leniwie z ziemi i otrzepując. Podał mi rękę w celu pomocy przy wstaniu.
- Nic się nie stało- odpowiedziałam oschle. Byłam zdenerwowana, dlatego że zepsuł mi tą relaksującą chwilę.
- Na pewno? A może jednak mogę ci w czymś pomóc, co?- chłopak nie miał zamiaru ustąpić. Lekko się uśmiechając obserwował każdy mój ruch.
- Nie, nie trzeba, dzięki- po wypowiedzeniu tych słów, pierwszy raz na niego spojrzałam. Młody (można powiedzieć że w moim wieku), przystojny blondyn. Przykuła moją uwagę jego skóra, która wydawała się blada. Jego lśniąco niebieskie oczy wpatrywały się w moje, szukając jakiegoś znaku mówiącego "zostań ze mną".
- Jestem Luke- podał mi rękę, a ja niepewnie przytaknęłam i również podałam mu swoją dłoń.
- Julie...
- Ładne imię- szeroko się uśmiechnął.
- Um.. Dziękuje, słuchaj, muszę już iść- nalegałam
- Ależ oczywiście, przepraszam, idziesz się przejść? Jeżeli tak, to ja chętnie wybiorę się z tobą!- zachęcał mnie chłopak, a ja na prawdę chciałam pobyć sama. Niestety, nie wiedziałam jak go spławić, więc ostatecznie się zgodziłam.
- Ładna dziś pogoda- powiedział, gdy mijaliśmy kolejną ławkę.
- Bardzo- dodałam- wpadłeś na mnie specjalnie, czy przez przypadek?- postanowiłam zadać mu ostateczne pytanie, które w głowie kręciło mi się od momentu rozpoczęcia rozmowy.
- Z czystego przypadku, przysięgam. Byłem zdezorientowany, i przez moją nieuwagę wpadłem na ciebie. Wydawałaś się zdenerwowana, wiem, że nie znamy się długo, ale czy coś się stało?
- Nie, nic takiego. Po prostu czułam potrzebę poczucia świeżego oddechu, i nie spodziewałam się, że ktoś na mnie wpadnie- zaśmiałam się
- Och- odwzajemnił śmiech- przepraszam.
- Strasznie dużo przepraszasz- stwierdziłam, nadal chichocząc
- Nie lubię, kiedy ludzie czują się źle przeze mnie
- Nie czuję się źle.
- Wiem- odpowiedział.
- No.... okej. Przeszliśmy cały park. Muszę już wracać...
- Dasz mi swój numer?- wyszczerzył się, a ja wywracając oczami chwyciłam za jego komórkę, i wpisałam dziewięć cyfr. Przy okazji spisałam sobie jego, i żegnając się z nim podążyłam do domu.
- Julie! Jesteś! Chodź posłuchać, zobacz!- krzyczał tata, chyba bardzo poruszony tą sytuacją. Ściągnęłam buty i pobiegłam do kuchni, wsłuchując się w głos reportera dochodzący z głośników radia
[...] Z ostatniej chwili: Jeden z przechodniów zauważył młodego chłopaka leżącego w parku na ulicy GreenSticks! Mimo reanimacji, chłopak nie żyję. Zgon dokonany był pół godziny temu.
Słysząc te słowa, przestraszyłam się. Przecież jakąś godzinę temu tam byłam!
- Przed chwilą tam byłaś. Nie chodź tam proszę sama. Nie wiadomo czy ktoś go zabił, czy choroba się odezwała, jeżeli w ogóle na coś chorował. Biedne dzieciaki, zobacz, tak samo jak ty miał całe życie przed sobą!
- Wiem, ciekawe kto to był- po moich wypowiedzianych słowach zaniepokoiłam się. A może to był ten Luke? Nie. Postanowiłam do niego zadzwonić, i upewnić się, że żyję, jednak telefon mnie wyprzedził.
- Kto dzwoni?- spytał tata
- Luke- odetchnęłam z ulgą- być może słuchał wiadomości w tym samym momencie. Pobiegłam do mojego pokoju i odebrałam.
- Halo?- spytałam, i wyczekiwałam nad odpowiedziom, jednak nie uzyskałam jej.
- Halo?- powtórzyłam raz jeszcze, i kolejny, i kolejny...
- Luke! Jesteś tam?- nadal nikt się nie odzywał. Dostawałam w zamian głuchą ciszę. Odłączyłam się. Telefon zadzwonił ponownie.
- Luke, to nie jest śmieszne- oznajmiłam, wkurzona- odezwij się!- kolejna porcja ciszy ogłuszyła nas. Co się dzieję? Odłączając się, Luke zadzwonił raz jeszcze, ale tym razem nie odebrałam. Nacisnęłam czerwoną słuchawkę, i sama do niego zadzwoniłam. Odpowiedź okazała się szokująca.
Nie ma takiego numeru.
Numer niedostępny.
Coś się stało. Nie wiedziałam co. Jak to numer nie dostępny? Przecież przed sekundą ktoś z tego numeru do mnie dzwonił! Próbowałam jeszcze kilka razy, niestety sekretarka w kółko mówiła te same słowa. Zbliżał się wieczór, więc dałam sobie spokój. Położyłam się spać.
Następnego dnia nadal próbowałam się dodzwonić, jednak próby były na marne. W kółko to samo. Zjadłam śniadanie, musiałam wydawać się bardzo zamyślona.
- Coś się stało, skarbie?- spytała zaniepokojona mama.
- Nie- odpowiedziałam szybko. Za szybko.
- Wiem, że kłamiesz
- Nic mi nie jest!- wstałam, podając jej talerz i wróciłam do mojego pokoju. Przemyślałam całą tą sprawę, i najlepszym wyjściem było udanie się do parku. Może znowu go tam spotkam?
Byłam przy jednym z wielu drzew parku. Wokół lasku stały radiowozy. Gromada ludzi sterczała za taśmą policyjną, okrążoną wokół posesji. Psy próbowały wytropić na wszelki wypadek jakąś inną ofiarę, ale na szczęście nic nie znalazły. Ciało leżało na noszach, przykryte białym materiałem. Stanęłam z dala od ludzi, przypatrując się całej sytuacji. Naglę obok siebie ujrzałam Luke'a!
- Jesteś! Wiedziałam, ze to dobry pomysł!- koślawo na niego patrząc wykrzyknęłam z ulgą te słowa- dlaczego dostawałam od ciebie głuche telefony?
Chłopak stał koło mnie, patrząc się szeroko z ogromnym zdziwieniem. Przez chwilę się nie odzywał, jednak wydusił z siebie kilka słów.
- Przepraszam, nie chciałem cię niepokoić.
- Nastraszyłeś mnie! Słuchałam wiadomości, i mówili o jakimś chłopaku który tu zginął- wskazałam palcem na odległe ciało- dali ci zobaczyć?
Luke nie odpowiedział. Nadal patrzył się na mnie tak intensywnie, jakbym miała co najmniej sto oczu.
- Coś się stało?- spytałam
- tak.
- Co takiego?- byłam zaniepokojona
- Widziałaś to ciało?
- Nie, nie mam ochoty patrzeć na trupy- oznajmiłam
- Idź zobacz- polecił, a ja nie wiedziałam dlaczego.
- Ale czemu? Powiedz, co się stało!
- Idź zobacz ciało.- nalegał, a ja zdezorientowana zgodziłam się.
Powoli ruszyłam w stronę policyjnych wozów. Blondyn został na miejscu, wpatrując się we mnie. Jakby chciał zobaczyć moja reakcję.
- Um, przepraszam panie policjancie- zaczęłam jak dziecko, przez co skarciłam się. Julie, masz siedemnaście lat, a nie pięć. - Mogłabym zobaczyć ciało? Zależy mi na tym.
- Czy jest pani kimś z rodziny chłopca?- zapytał ostro
- Um... tak. Jestem... jego siostrą. Chciałabym się upewnić, czy to on.- skłamałam,
- Och, dobrze. Chłopacy, przepuśćcie panienkę!- rozkazał pozostałym mężczyzną. Powoli podeszłam do ciała. Ostatni raz spojrzałam na Luke'a stojącego w oddali, patrzącego się. Policjant chwycił za biały materiał, i powoli odkrył nieboszczyka. Zszokowało mnie, przecież to był Luke!
-Nie możliwe!- krzyknęłam, dokładnie patrząc na ciało, jednak każdy element potwierdzał to, o czym myślałam. Ten sam nos, usta, uszy, nawet fryzura! Nie mogłam złapać oddechu, i gwałtownie spojrzałam się w miejsce, gdzie stał Luke. Jednak go już tam nie było. Zemdlałam.
Opowiadanie nie jest o żadnej z gwiazd, po prostu dwóch nieznanych ludzi.
Julie's POV
Jest rano. Zaraz spóźnię się do szkoły! Jak zwykle nie mogłam polegać na budziku, który ku mojemu zdziwieniu nigdy nie dzwonił, a moja mama poszła już do pracy. Ubierając ostatnią część garderoby ( co okazało się być skarpetkami) zbiegłam na dół po przygotowane dla mnie śniadanie.
- O której będziesz?- spytał tata, siedzący na kanapie, popijając kawę oraz czytając dzisiejszą gazetę.
- Po lekcjach planuję się wybrać do parku, a masz jakieś konkretne plany związane ze mną?- zapytałam
- Nie. Tylko pytam. Uważaj na siebie.
- Dobrze, pa- wywróciłam oczami, ubierając buty i wyszłam.
Nareszcie ostatnia minuta lekcji minęła. Miałam dość, byłam wykończona i znudzona wykładami nauczycielek. Musiałam się przewietrzyć, więc postanowiłam jak najszybciej ulotnić się z budynku. Park był nie daleko, więc spokojnie mogłam iść na piechotę. Będąc już prawie przy wejściu, rozglądnęłam się dookoła i wyciągnąwszy komórkę wysłałam sms'a do taty, że zajmie mi to trochę dłużej, niż przeczuwał. Chowając sprzęt do kieszeni wzięłam głęboki oddech, rozkoszując się świeżym powietrzem, spojrzałam przed siebie, i już miałam ruszyć w stronę prowadzonej w głąb drzew, gdyby jakiś chłopak nie wpadł na mnie!
- Przepraszam najmocniej!- powtarzał w kółko, podnosząc się leniwie z ziemi i otrzepując. Podał mi rękę w celu pomocy przy wstaniu.
- Nic się nie stało- odpowiedziałam oschle. Byłam zdenerwowana, dlatego że zepsuł mi tą relaksującą chwilę.
- Na pewno? A może jednak mogę ci w czymś pomóc, co?- chłopak nie miał zamiaru ustąpić. Lekko się uśmiechając obserwował każdy mój ruch.
- Nie, nie trzeba, dzięki- po wypowiedzeniu tych słów, pierwszy raz na niego spojrzałam. Młody (można powiedzieć że w moim wieku), przystojny blondyn. Przykuła moją uwagę jego skóra, która wydawała się blada. Jego lśniąco niebieskie oczy wpatrywały się w moje, szukając jakiegoś znaku mówiącego "zostań ze mną".
- Jestem Luke- podał mi rękę, a ja niepewnie przytaknęłam i również podałam mu swoją dłoń.
- Julie...
- Ładne imię- szeroko się uśmiechnął.
- Um.. Dziękuje, słuchaj, muszę już iść- nalegałam
- Ależ oczywiście, przepraszam, idziesz się przejść? Jeżeli tak, to ja chętnie wybiorę się z tobą!- zachęcał mnie chłopak, a ja na prawdę chciałam pobyć sama. Niestety, nie wiedziałam jak go spławić, więc ostatecznie się zgodziłam.
- Ładna dziś pogoda- powiedział, gdy mijaliśmy kolejną ławkę.
- Bardzo- dodałam- wpadłeś na mnie specjalnie, czy przez przypadek?- postanowiłam zadać mu ostateczne pytanie, które w głowie kręciło mi się od momentu rozpoczęcia rozmowy.
- Z czystego przypadku, przysięgam. Byłem zdezorientowany, i przez moją nieuwagę wpadłem na ciebie. Wydawałaś się zdenerwowana, wiem, że nie znamy się długo, ale czy coś się stało?
- Nie, nic takiego. Po prostu czułam potrzebę poczucia świeżego oddechu, i nie spodziewałam się, że ktoś na mnie wpadnie- zaśmiałam się
- Och- odwzajemnił śmiech- przepraszam.
- Strasznie dużo przepraszasz- stwierdziłam, nadal chichocząc
- Nie lubię, kiedy ludzie czują się źle przeze mnie
- Nie czuję się źle.
- Wiem- odpowiedział.
- No.... okej. Przeszliśmy cały park. Muszę już wracać...
- Dasz mi swój numer?- wyszczerzył się, a ja wywracając oczami chwyciłam za jego komórkę, i wpisałam dziewięć cyfr. Przy okazji spisałam sobie jego, i żegnając się z nim podążyłam do domu.
- Julie! Jesteś! Chodź posłuchać, zobacz!- krzyczał tata, chyba bardzo poruszony tą sytuacją. Ściągnęłam buty i pobiegłam do kuchni, wsłuchując się w głos reportera dochodzący z głośników radia
[...] Z ostatniej chwili: Jeden z przechodniów zauważył młodego chłopaka leżącego w parku na ulicy GreenSticks! Mimo reanimacji, chłopak nie żyję. Zgon dokonany był pół godziny temu.
Słysząc te słowa, przestraszyłam się. Przecież jakąś godzinę temu tam byłam!
- Przed chwilą tam byłaś. Nie chodź tam proszę sama. Nie wiadomo czy ktoś go zabił, czy choroba się odezwała, jeżeli w ogóle na coś chorował. Biedne dzieciaki, zobacz, tak samo jak ty miał całe życie przed sobą!
- Wiem, ciekawe kto to był- po moich wypowiedzianych słowach zaniepokoiłam się. A może to był ten Luke? Nie. Postanowiłam do niego zadzwonić, i upewnić się, że żyję, jednak telefon mnie wyprzedził.
- Kto dzwoni?- spytał tata
- Luke- odetchnęłam z ulgą- być może słuchał wiadomości w tym samym momencie. Pobiegłam do mojego pokoju i odebrałam.
- Halo?- spytałam, i wyczekiwałam nad odpowiedziom, jednak nie uzyskałam jej.
- Halo?- powtórzyłam raz jeszcze, i kolejny, i kolejny...
- Luke! Jesteś tam?- nadal nikt się nie odzywał. Dostawałam w zamian głuchą ciszę. Odłączyłam się. Telefon zadzwonił ponownie.
- Luke, to nie jest śmieszne- oznajmiłam, wkurzona- odezwij się!- kolejna porcja ciszy ogłuszyła nas. Co się dzieję? Odłączając się, Luke zadzwonił raz jeszcze, ale tym razem nie odebrałam. Nacisnęłam czerwoną słuchawkę, i sama do niego zadzwoniłam. Odpowiedź okazała się szokująca.
Nie ma takiego numeru.
Numer niedostępny.
Coś się stało. Nie wiedziałam co. Jak to numer nie dostępny? Przecież przed sekundą ktoś z tego numeru do mnie dzwonił! Próbowałam jeszcze kilka razy, niestety sekretarka w kółko mówiła te same słowa. Zbliżał się wieczór, więc dałam sobie spokój. Położyłam się spać.
Następnego dnia nadal próbowałam się dodzwonić, jednak próby były na marne. W kółko to samo. Zjadłam śniadanie, musiałam wydawać się bardzo zamyślona.
- Coś się stało, skarbie?- spytała zaniepokojona mama.
- Nie- odpowiedziałam szybko. Za szybko.
- Wiem, że kłamiesz
- Nic mi nie jest!- wstałam, podając jej talerz i wróciłam do mojego pokoju. Przemyślałam całą tą sprawę, i najlepszym wyjściem było udanie się do parku. Może znowu go tam spotkam?
Byłam przy jednym z wielu drzew parku. Wokół lasku stały radiowozy. Gromada ludzi sterczała za taśmą policyjną, okrążoną wokół posesji. Psy próbowały wytropić na wszelki wypadek jakąś inną ofiarę, ale na szczęście nic nie znalazły. Ciało leżało na noszach, przykryte białym materiałem. Stanęłam z dala od ludzi, przypatrując się całej sytuacji. Naglę obok siebie ujrzałam Luke'a!
- Jesteś! Wiedziałam, ze to dobry pomysł!- koślawo na niego patrząc wykrzyknęłam z ulgą te słowa- dlaczego dostawałam od ciebie głuche telefony?
Chłopak stał koło mnie, patrząc się szeroko z ogromnym zdziwieniem. Przez chwilę się nie odzywał, jednak wydusił z siebie kilka słów.
- Przepraszam, nie chciałem cię niepokoić.
- Nastraszyłeś mnie! Słuchałam wiadomości, i mówili o jakimś chłopaku który tu zginął- wskazałam palcem na odległe ciało- dali ci zobaczyć?
Luke nie odpowiedział. Nadal patrzył się na mnie tak intensywnie, jakbym miała co najmniej sto oczu.
- Coś się stało?- spytałam
- tak.
- Co takiego?- byłam zaniepokojona
- Widziałaś to ciało?
- Nie, nie mam ochoty patrzeć na trupy- oznajmiłam
- Idź zobacz- polecił, a ja nie wiedziałam dlaczego.
- Ale czemu? Powiedz, co się stało!
- Idź zobacz ciało.- nalegał, a ja zdezorientowana zgodziłam się.
Powoli ruszyłam w stronę policyjnych wozów. Blondyn został na miejscu, wpatrując się we mnie. Jakby chciał zobaczyć moja reakcję.
- Um, przepraszam panie policjancie- zaczęłam jak dziecko, przez co skarciłam się. Julie, masz siedemnaście lat, a nie pięć. - Mogłabym zobaczyć ciało? Zależy mi na tym.
- Czy jest pani kimś z rodziny chłopca?- zapytał ostro
- Um... tak. Jestem... jego siostrą. Chciałabym się upewnić, czy to on.- skłamałam,
- Och, dobrze. Chłopacy, przepuśćcie panienkę!- rozkazał pozostałym mężczyzną. Powoli podeszłam do ciała. Ostatni raz spojrzałam na Luke'a stojącego w oddali, patrzącego się. Policjant chwycił za biały materiał, i powoli odkrył nieboszczyka. Zszokowało mnie, przecież to był Luke!
-Nie możliwe!- krzyknęłam, dokładnie patrząc na ciało, jednak każdy element potwierdzał to, o czym myślałam. Ten sam nos, usta, uszy, nawet fryzura! Nie mogłam złapać oddechu, i gwałtownie spojrzałam się w miejsce, gdzie stał Luke. Jednak go już tam nie było. Zemdlałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)