Julie's POV
Obudziłam się w ambulansie. Ciężko dysząc, rozglądnęłam się i zawołałam kogoś o pomoc. Natychmiastowo pojawił się lekarz, który przyłożył mi maskę tlenową do twarzy.
- Musisz ją na razie mieć, jesteś zbyt przestraszona, i trudno ci oddychać- stwierdził- co się stało?
- To był Luke!- krzyknęłam niczym kompletna idiotka. Facet spojrzał na mnie dziwnie.
- Luke to ten chłopak, tak?- zapytał- jak miał nazwisko?
- Nie mam pojęcia- wydyszałam- widziałam go
- Jak to nie masz pojęcia? Przecież jesteś jego siostrą!- powiedział donoszącym głosem.
- Nie jestem jego żadną siostrą! Musiałam po prostu zobaczyć ciało, bo Luke mi kazał! On stał koło mnie, a jego ciało leżało na noszach! Rozmawiałam z nim kiedy on już nie żył, przysięgam!- musiało to wyglądać dziwnie, bowiem mężczyzna patrzył na mnie jakbym była jakąś świruską.
- Najwidoczniej ciało, które zobaczyłaś cię wystraszyło, dlatego zemdlałaś. Przy zderzeniu głową o ziemię musiałaś się nieźle uderzyć, że masz takie historię do powiedzenia!- sanitariusz głośno się zaśmiał. Nie uwierzył mi.
- Mówię prawdę! Musi mi pan uwierzyć! Rozmawiałam z nim! Udowodnię to panu!
- Jak?- cały czas się śmiał. Chwilę pomyślałam. Kiedy mówiłam te słowa, miałam w głowie pełno pomysłów, ale tak jakby tylko ich tytuły, w których treści nie było. Tak na prawdę nie miałam pojęcia, czy jeszcze go kiedyś zobaczę, i udowodnię że nie jestem wariatką.
- Na tę chwilę nie wiem jak to ukazać, ale gwarantuję że kiedyś zobaczy go pan! Wszyscy go zobaczą!- wykrzyczałam, na co on pokręcił głową z niedowierzaniem i chichocząc, wyszedł.
Kiedy się uspokoiłam, wypuścili mnie. Podążyłam od razu do domu. Postanowiłam nic nie mówić rodzicom o zjawisku, które napotkałam. Odkryliby gdzie byłam, i przy okazji zapisali do psychologa. Tego wieczoru nie mogłam zasnąć. Leżałam na plecach, wgapiając się w biały sufit. Usłyszałam szmery dochodzące z kuchni. Przestraszyłam się. Zakryłam się kołdrą, z nadzieją że dźwięki ogłuchną, jednak były co raz głośniejsze. Na szczęście nie zwariowałam, i zobaczyłam, że ktoś zapalił światło. To była mama. Ubierając kapcie również szybkim tempem zbiegłam na dół.
- Słyszałaś to?- spytałam pierwsza
- Słyszałam, dlatego przyszłam sprawdzić co to było. Idź spać.
Przed wykonaniem polecenia sięgnęłam po szklankę wody, i weszłam po schodach do pokoju. Chwyciwszy za klamkę, przekręciłam ją, i momentalnie straciłam czucie w rękach. Szklanka upadła na ziemię tłucząc się, a zimna ciecz objęła moje stopy. Walczyłam o chodź odrobinę powietrza. Na samym środku pokoju stał Luke! Jego oczy były przestraszone, gestami rąk próbował mnie uspokoić.
- Julie! Wchodź do środka i nie krzycz!- błagał mnie, bo dokładnie wiedział, że gdybym pozwoliła chociażby jednemu przeraźliwemu piskowi wydostać się, zrobiłabym z siebie pośmiewisko. Postanowiłam wykonać jego polecenie, i wchodząc powoli do środka zamknęłam drzwi.
- Okej, dobra dziewczynka. Teraz słuchaj, wiem, co teraz możesz sobie myśleć, ale nie wolno ci krzyczeć. I tak nikt mnie nie widzi.- uspokajał mnie blondyn, ale i tak go nie słuchałam. Stałam sparaliżowana, wpatrując się w jego "sylwetkę", zastanawiając się co dalej pocznie.
- J... Ja... Ja cię widzę... L..Luke- wydukałam z siebie.
- Tak, ty, i tylko ty. Nikt więcej. Daj mi wszystko wytłumaczyć- podszedł bliżej, natomiast ja zrobiłam trzy gwałtowne kroki w przód, gestykulując przestrzeń osobistą.
- Nie podchodź do mnie- powiedziałam
- Uspokój się, przecież nic ci nie zrobię!- zaśmiał się
- To jest dla ciebie takie zabawne!?
- Nie. Ani trochę- jego mina przybrała powagę- mogę się tłumaczyć?
- Tak.
- A więc- zaczął- gdy poszłaś, postanowiłem udać się w przeciwną stronę. Zza krzaków wyskoczył facet. Zatykając mi buzię, wepchnął mnie w krzaki, i wyciągnął nóż. Krzyczałem, ale to nic nie dawało. Mówił tylko, że musi zwrócić uwagę glin, i odwrócić ich uwagę. Okaleczając mnie, cały czas rozglądał się, czy nie ma światków tego zdarzenia, a następnie uciekł. Wykrwawiłem się...chyba. Obudziłem się zaraz po tym zdarzeniu, zważywszy na pogodę. Nikogo nie było w pobliżu. Wstałem. Spojrzałem w dół, i zobaczyłem... siebie! Leżałem blady, a wokół było pełno krwi. Byłem przerażony. Ujrzałem na swe ręce, i zobaczyłem jak prześwitują. Domyślałem się, że jestem duchem, że umarłem, ale i tak szukałem pomocy. Zwykle ludzie mówili, ze po śmierci przechodzimy do niebios, tymczasem ja jestem żywym... to znaczy martwym dowodem na to, ze duch pozostaje na ziemi. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Pytałem chyba każdego przechodnia o pomoc, ale nie słyszeli mnie. Nie widzieli. Przenikali przeze mnie. Nikt nie był w stanie mi pomóc. Dzwoniłem do ciebie, i słyszałem nawet twój głos! Niestety, dostawałaś głuche telefony. Jestem bardzo zaskoczony, że mnie widzisz, i słyszysz. Musisz mi pomóc!- słysząc tą historię, długo myślałam. Trwaliśmy w ciszy. Po jakiś dziesięciu minutach, odpowiedziałam.
- Udowodnij.
- Ale co?- spytał zdziwiony
- Że to prawda. Że to wcale nie jest głupi żart.
- żart?- zaczął się histerycznie śmiać- nie śmieje się z ludzkiej śmierci, a co dopiero z mojej!
- Udowodnij mi to- chwyciwszy za kurtkę, ubrałam się i wyszłam przez okno. Jedno z moich spojrzeń padło na niego.
- No idziesz?
- Gdzie?- zapytał zrezygnowany
- Na ulicę.
- Idę.- zeszłam na dół, a gdy się odwróciłam, ujrzałam Luke'a. Gdyby był normalny, zdziwiłabym się, jak udało mu się tak szybko tu dostać, no ale przecież był "duchem".
- A więc jak mam ci to udowodnić?
- Idziemy do ludzi. Niedaleko jest klub nocny. Na pewno znajdziemy jakąś osobę. Zobaczymy, czy cię widzi.
- O, patrz! Idzie ktoś!- krzyknęłam cicho, pokazując palcem na osobę- no dalej, ruszaj się!
Chłopak spojrzał się na mnie, i leniwie podszedł do jakieś kobiety.
- Proszę pani, słyszy mnie pani?- mówił do niej, stając na wprost mnie, jednak ona szukała czegoś w torebce.
- halo, proszę pani- powtórzył głośniej, zmarnowany. Przecież wiedział, jak to się skończy. Dopiero wtedy zauważyłam różnice między tą dwójką. Chłopak był bardziej... blady, i tak jakby przezroczysty. Nagle kobieta wyciągnęła swoją zdobycz (czyli papierosy) i ruszyła do przodu. Luke zamknął oczy, a gdy kobieta przeszła przez niego, rozpłynął się. O mały włos, a po raz kolejny bym zemdlała. Wytrzeszczyłam oczy, i oglądałam jak Luke rozpływa się niczym chmura.
- Luke, gdzie jesteś- zawołałam, kiedy po "dymie" nie było śladu- Luke!
- Tu jestem- głos dochodzący zza moich pleców sprawił, że przez ciało przeszły mnie ciarki. Chłopak stał za mną- teraz mi wierzysz?
Chwilę pomyślałam.
- Tak. Jak mam ci pomóc? Przecież ja nigdy nie interesowałam się zjawiskami paranormalnymi!
- Przestań!- krzyknął zdesperowany- jestem człowiekiem, nie jakimś zjawiskiem!
- Nie jesteś człowiekiem, jesteś zjawą, duchem... zjawiskiem... Jak kto woli- oznajmiłam
- Nie!!!- blondyn wrzasnął histerycznie, co przerodziło się w głuchy pisk. Tupnął przy tym nogą, i znowu moim oczom ukazała się mgła, świadcząca o tym, ze się rozpłynął. Chyba go obraziłam. Przeraziła mnie jego reakcja. Zwykły człowiek tak nie potrafi. To było coś w stylu demona... Ten pisk na końcu był ogłuszający, jego twarz przy tym wrzaśnięciu w ogóle nie przypominała Luke'a, tylko jakiegoś stwora. Za wiele emocji jak dla mnie, rozpłakałam się i pobiegłam do domu.
Jest rano. Wstałam zmęczona, i jak zwykle o tej godzinie zeszłam na dół po śniadanie.
- Dziś sobota- oznajmiła mama
- Serio?- byłam zdziwiona, przecież wczoraj był poniedziałek!
- Tak- zaśmiał się tata- ostatnio jesteś jakaś dziwna
- Nie jestem dziwna- powiedziałam surowo
- Cokolwiek- odpowiedziała mi kobieta- siadajcie do śniadania.
Przegryzając bułkę, cały czas myślałam "co teraz". Zdenerwowałam go. Wydawał się miłym chłopakiem, ale nie wiedziałam jak to jest z duchami. W filmach mówili, żeby lepiej nie drażnić takich istot, tymczasem ja doprowadziłam go do stanu demona. Nie chciałam wiedzieć co będzie później.
Szukaj na tym blogu
środa, 24 września 2014
sobota, 20 września 2014
1. Kim jesteś?
Mam nadzieję że blog się spodoba :))))
Opowiadanie nie jest o żadnej z gwiazd, po prostu dwóch nieznanych ludzi.
Julie's POV
Jest rano. Zaraz spóźnię się do szkoły! Jak zwykle nie mogłam polegać na budziku, który ku mojemu zdziwieniu nigdy nie dzwonił, a moja mama poszła już do pracy. Ubierając ostatnią część garderoby ( co okazało się być skarpetkami) zbiegłam na dół po przygotowane dla mnie śniadanie.
- O której będziesz?- spytał tata, siedzący na kanapie, popijając kawę oraz czytając dzisiejszą gazetę.
- Po lekcjach planuję się wybrać do parku, a masz jakieś konkretne plany związane ze mną?- zapytałam
- Nie. Tylko pytam. Uważaj na siebie.
- Dobrze, pa- wywróciłam oczami, ubierając buty i wyszłam.
Nareszcie ostatnia minuta lekcji minęła. Miałam dość, byłam wykończona i znudzona wykładami nauczycielek. Musiałam się przewietrzyć, więc postanowiłam jak najszybciej ulotnić się z budynku. Park był nie daleko, więc spokojnie mogłam iść na piechotę. Będąc już prawie przy wejściu, rozglądnęłam się dookoła i wyciągnąwszy komórkę wysłałam sms'a do taty, że zajmie mi to trochę dłużej, niż przeczuwał. Chowając sprzęt do kieszeni wzięłam głęboki oddech, rozkoszując się świeżym powietrzem, spojrzałam przed siebie, i już miałam ruszyć w stronę prowadzonej w głąb drzew, gdyby jakiś chłopak nie wpadł na mnie!
- Przepraszam najmocniej!- powtarzał w kółko, podnosząc się leniwie z ziemi i otrzepując. Podał mi rękę w celu pomocy przy wstaniu.
- Nic się nie stało- odpowiedziałam oschle. Byłam zdenerwowana, dlatego że zepsuł mi tą relaksującą chwilę.
- Na pewno? A może jednak mogę ci w czymś pomóc, co?- chłopak nie miał zamiaru ustąpić. Lekko się uśmiechając obserwował każdy mój ruch.
- Nie, nie trzeba, dzięki- po wypowiedzeniu tych słów, pierwszy raz na niego spojrzałam. Młody (można powiedzieć że w moim wieku), przystojny blondyn. Przykuła moją uwagę jego skóra, która wydawała się blada. Jego lśniąco niebieskie oczy wpatrywały się w moje, szukając jakiegoś znaku mówiącego "zostań ze mną".
- Jestem Luke- podał mi rękę, a ja niepewnie przytaknęłam i również podałam mu swoją dłoń.
- Julie...
- Ładne imię- szeroko się uśmiechnął.
- Um.. Dziękuje, słuchaj, muszę już iść- nalegałam
- Ależ oczywiście, przepraszam, idziesz się przejść? Jeżeli tak, to ja chętnie wybiorę się z tobą!- zachęcał mnie chłopak, a ja na prawdę chciałam pobyć sama. Niestety, nie wiedziałam jak go spławić, więc ostatecznie się zgodziłam.
- Ładna dziś pogoda- powiedział, gdy mijaliśmy kolejną ławkę.
- Bardzo- dodałam- wpadłeś na mnie specjalnie, czy przez przypadek?- postanowiłam zadać mu ostateczne pytanie, które w głowie kręciło mi się od momentu rozpoczęcia rozmowy.
- Z czystego przypadku, przysięgam. Byłem zdezorientowany, i przez moją nieuwagę wpadłem na ciebie. Wydawałaś się zdenerwowana, wiem, że nie znamy się długo, ale czy coś się stało?
- Nie, nic takiego. Po prostu czułam potrzebę poczucia świeżego oddechu, i nie spodziewałam się, że ktoś na mnie wpadnie- zaśmiałam się
- Och- odwzajemnił śmiech- przepraszam.
- Strasznie dużo przepraszasz- stwierdziłam, nadal chichocząc
- Nie lubię, kiedy ludzie czują się źle przeze mnie
- Nie czuję się źle.
- Wiem- odpowiedział.
- No.... okej. Przeszliśmy cały park. Muszę już wracać...
- Dasz mi swój numer?- wyszczerzył się, a ja wywracając oczami chwyciłam za jego komórkę, i wpisałam dziewięć cyfr. Przy okazji spisałam sobie jego, i żegnając się z nim podążyłam do domu.
- Julie! Jesteś! Chodź posłuchać, zobacz!- krzyczał tata, chyba bardzo poruszony tą sytuacją. Ściągnęłam buty i pobiegłam do kuchni, wsłuchując się w głos reportera dochodzący z głośników radia
[...] Z ostatniej chwili: Jeden z przechodniów zauważył młodego chłopaka leżącego w parku na ulicy GreenSticks! Mimo reanimacji, chłopak nie żyję. Zgon dokonany był pół godziny temu.
Słysząc te słowa, przestraszyłam się. Przecież jakąś godzinę temu tam byłam!
- Przed chwilą tam byłaś. Nie chodź tam proszę sama. Nie wiadomo czy ktoś go zabił, czy choroba się odezwała, jeżeli w ogóle na coś chorował. Biedne dzieciaki, zobacz, tak samo jak ty miał całe życie przed sobą!
- Wiem, ciekawe kto to był- po moich wypowiedzianych słowach zaniepokoiłam się. A może to był ten Luke? Nie. Postanowiłam do niego zadzwonić, i upewnić się, że żyję, jednak telefon mnie wyprzedził.
- Kto dzwoni?- spytał tata
- Luke- odetchnęłam z ulgą- być może słuchał wiadomości w tym samym momencie. Pobiegłam do mojego pokoju i odebrałam.
- Halo?- spytałam, i wyczekiwałam nad odpowiedziom, jednak nie uzyskałam jej.
- Halo?- powtórzyłam raz jeszcze, i kolejny, i kolejny...
- Luke! Jesteś tam?- nadal nikt się nie odzywał. Dostawałam w zamian głuchą ciszę. Odłączyłam się. Telefon zadzwonił ponownie.
- Luke, to nie jest śmieszne- oznajmiłam, wkurzona- odezwij się!- kolejna porcja ciszy ogłuszyła nas. Co się dzieję? Odłączając się, Luke zadzwonił raz jeszcze, ale tym razem nie odebrałam. Nacisnęłam czerwoną słuchawkę, i sama do niego zadzwoniłam. Odpowiedź okazała się szokująca.
Nie ma takiego numeru.
Numer niedostępny.
Coś się stało. Nie wiedziałam co. Jak to numer nie dostępny? Przecież przed sekundą ktoś z tego numeru do mnie dzwonił! Próbowałam jeszcze kilka razy, niestety sekretarka w kółko mówiła te same słowa. Zbliżał się wieczór, więc dałam sobie spokój. Położyłam się spać.
Następnego dnia nadal próbowałam się dodzwonić, jednak próby były na marne. W kółko to samo. Zjadłam śniadanie, musiałam wydawać się bardzo zamyślona.
- Coś się stało, skarbie?- spytała zaniepokojona mama.
- Nie- odpowiedziałam szybko. Za szybko.
- Wiem, że kłamiesz
- Nic mi nie jest!- wstałam, podając jej talerz i wróciłam do mojego pokoju. Przemyślałam całą tą sprawę, i najlepszym wyjściem było udanie się do parku. Może znowu go tam spotkam?
Byłam przy jednym z wielu drzew parku. Wokół lasku stały radiowozy. Gromada ludzi sterczała za taśmą policyjną, okrążoną wokół posesji. Psy próbowały wytropić na wszelki wypadek jakąś inną ofiarę, ale na szczęście nic nie znalazły. Ciało leżało na noszach, przykryte białym materiałem. Stanęłam z dala od ludzi, przypatrując się całej sytuacji. Naglę obok siebie ujrzałam Luke'a!
- Jesteś! Wiedziałam, ze to dobry pomysł!- koślawo na niego patrząc wykrzyknęłam z ulgą te słowa- dlaczego dostawałam od ciebie głuche telefony?
Chłopak stał koło mnie, patrząc się szeroko z ogromnym zdziwieniem. Przez chwilę się nie odzywał, jednak wydusił z siebie kilka słów.
- Przepraszam, nie chciałem cię niepokoić.
- Nastraszyłeś mnie! Słuchałam wiadomości, i mówili o jakimś chłopaku który tu zginął- wskazałam palcem na odległe ciało- dali ci zobaczyć?
Luke nie odpowiedział. Nadal patrzył się na mnie tak intensywnie, jakbym miała co najmniej sto oczu.
- Coś się stało?- spytałam
- tak.
- Co takiego?- byłam zaniepokojona
- Widziałaś to ciało?
- Nie, nie mam ochoty patrzeć na trupy- oznajmiłam
- Idź zobacz- polecił, a ja nie wiedziałam dlaczego.
- Ale czemu? Powiedz, co się stało!
- Idź zobacz ciało.- nalegał, a ja zdezorientowana zgodziłam się.
Powoli ruszyłam w stronę policyjnych wozów. Blondyn został na miejscu, wpatrując się we mnie. Jakby chciał zobaczyć moja reakcję.
- Um, przepraszam panie policjancie- zaczęłam jak dziecko, przez co skarciłam się. Julie, masz siedemnaście lat, a nie pięć. - Mogłabym zobaczyć ciało? Zależy mi na tym.
- Czy jest pani kimś z rodziny chłopca?- zapytał ostro
- Um... tak. Jestem... jego siostrą. Chciałabym się upewnić, czy to on.- skłamałam,
- Och, dobrze. Chłopacy, przepuśćcie panienkę!- rozkazał pozostałym mężczyzną. Powoli podeszłam do ciała. Ostatni raz spojrzałam na Luke'a stojącego w oddali, patrzącego się. Policjant chwycił za biały materiał, i powoli odkrył nieboszczyka. Zszokowało mnie, przecież to był Luke!
-Nie możliwe!- krzyknęłam, dokładnie patrząc na ciało, jednak każdy element potwierdzał to, o czym myślałam. Ten sam nos, usta, uszy, nawet fryzura! Nie mogłam złapać oddechu, i gwałtownie spojrzałam się w miejsce, gdzie stał Luke. Jednak go już tam nie było. Zemdlałam.
Opowiadanie nie jest o żadnej z gwiazd, po prostu dwóch nieznanych ludzi.
Julie's POV
Jest rano. Zaraz spóźnię się do szkoły! Jak zwykle nie mogłam polegać na budziku, który ku mojemu zdziwieniu nigdy nie dzwonił, a moja mama poszła już do pracy. Ubierając ostatnią część garderoby ( co okazało się być skarpetkami) zbiegłam na dół po przygotowane dla mnie śniadanie.
- O której będziesz?- spytał tata, siedzący na kanapie, popijając kawę oraz czytając dzisiejszą gazetę.
- Po lekcjach planuję się wybrać do parku, a masz jakieś konkretne plany związane ze mną?- zapytałam
- Nie. Tylko pytam. Uważaj na siebie.
- Dobrze, pa- wywróciłam oczami, ubierając buty i wyszłam.
Nareszcie ostatnia minuta lekcji minęła. Miałam dość, byłam wykończona i znudzona wykładami nauczycielek. Musiałam się przewietrzyć, więc postanowiłam jak najszybciej ulotnić się z budynku. Park był nie daleko, więc spokojnie mogłam iść na piechotę. Będąc już prawie przy wejściu, rozglądnęłam się dookoła i wyciągnąwszy komórkę wysłałam sms'a do taty, że zajmie mi to trochę dłużej, niż przeczuwał. Chowając sprzęt do kieszeni wzięłam głęboki oddech, rozkoszując się świeżym powietrzem, spojrzałam przed siebie, i już miałam ruszyć w stronę prowadzonej w głąb drzew, gdyby jakiś chłopak nie wpadł na mnie!
- Przepraszam najmocniej!- powtarzał w kółko, podnosząc się leniwie z ziemi i otrzepując. Podał mi rękę w celu pomocy przy wstaniu.
- Nic się nie stało- odpowiedziałam oschle. Byłam zdenerwowana, dlatego że zepsuł mi tą relaksującą chwilę.
- Na pewno? A może jednak mogę ci w czymś pomóc, co?- chłopak nie miał zamiaru ustąpić. Lekko się uśmiechając obserwował każdy mój ruch.
- Nie, nie trzeba, dzięki- po wypowiedzeniu tych słów, pierwszy raz na niego spojrzałam. Młody (można powiedzieć że w moim wieku), przystojny blondyn. Przykuła moją uwagę jego skóra, która wydawała się blada. Jego lśniąco niebieskie oczy wpatrywały się w moje, szukając jakiegoś znaku mówiącego "zostań ze mną".
- Jestem Luke- podał mi rękę, a ja niepewnie przytaknęłam i również podałam mu swoją dłoń.
- Julie...
- Ładne imię- szeroko się uśmiechnął.
- Um.. Dziękuje, słuchaj, muszę już iść- nalegałam
- Ależ oczywiście, przepraszam, idziesz się przejść? Jeżeli tak, to ja chętnie wybiorę się z tobą!- zachęcał mnie chłopak, a ja na prawdę chciałam pobyć sama. Niestety, nie wiedziałam jak go spławić, więc ostatecznie się zgodziłam.
- Ładna dziś pogoda- powiedział, gdy mijaliśmy kolejną ławkę.
- Bardzo- dodałam- wpadłeś na mnie specjalnie, czy przez przypadek?- postanowiłam zadać mu ostateczne pytanie, które w głowie kręciło mi się od momentu rozpoczęcia rozmowy.
- Z czystego przypadku, przysięgam. Byłem zdezorientowany, i przez moją nieuwagę wpadłem na ciebie. Wydawałaś się zdenerwowana, wiem, że nie znamy się długo, ale czy coś się stało?
- Nie, nic takiego. Po prostu czułam potrzebę poczucia świeżego oddechu, i nie spodziewałam się, że ktoś na mnie wpadnie- zaśmiałam się
- Och- odwzajemnił śmiech- przepraszam.
- Strasznie dużo przepraszasz- stwierdziłam, nadal chichocząc
- Nie lubię, kiedy ludzie czują się źle przeze mnie
- Nie czuję się źle.
- Wiem- odpowiedział.
- No.... okej. Przeszliśmy cały park. Muszę już wracać...
- Dasz mi swój numer?- wyszczerzył się, a ja wywracając oczami chwyciłam za jego komórkę, i wpisałam dziewięć cyfr. Przy okazji spisałam sobie jego, i żegnając się z nim podążyłam do domu.
- Julie! Jesteś! Chodź posłuchać, zobacz!- krzyczał tata, chyba bardzo poruszony tą sytuacją. Ściągnęłam buty i pobiegłam do kuchni, wsłuchując się w głos reportera dochodzący z głośników radia
[...] Z ostatniej chwili: Jeden z przechodniów zauważył młodego chłopaka leżącego w parku na ulicy GreenSticks! Mimo reanimacji, chłopak nie żyję. Zgon dokonany był pół godziny temu.
Słysząc te słowa, przestraszyłam się. Przecież jakąś godzinę temu tam byłam!
- Przed chwilą tam byłaś. Nie chodź tam proszę sama. Nie wiadomo czy ktoś go zabił, czy choroba się odezwała, jeżeli w ogóle na coś chorował. Biedne dzieciaki, zobacz, tak samo jak ty miał całe życie przed sobą!
- Wiem, ciekawe kto to był- po moich wypowiedzianych słowach zaniepokoiłam się. A może to był ten Luke? Nie. Postanowiłam do niego zadzwonić, i upewnić się, że żyję, jednak telefon mnie wyprzedził.
- Kto dzwoni?- spytał tata
- Luke- odetchnęłam z ulgą- być może słuchał wiadomości w tym samym momencie. Pobiegłam do mojego pokoju i odebrałam.
- Halo?- spytałam, i wyczekiwałam nad odpowiedziom, jednak nie uzyskałam jej.
- Halo?- powtórzyłam raz jeszcze, i kolejny, i kolejny...
- Luke! Jesteś tam?- nadal nikt się nie odzywał. Dostawałam w zamian głuchą ciszę. Odłączyłam się. Telefon zadzwonił ponownie.
- Luke, to nie jest śmieszne- oznajmiłam, wkurzona- odezwij się!- kolejna porcja ciszy ogłuszyła nas. Co się dzieję? Odłączając się, Luke zadzwonił raz jeszcze, ale tym razem nie odebrałam. Nacisnęłam czerwoną słuchawkę, i sama do niego zadzwoniłam. Odpowiedź okazała się szokująca.
Nie ma takiego numeru.
Numer niedostępny.
Coś się stało. Nie wiedziałam co. Jak to numer nie dostępny? Przecież przed sekundą ktoś z tego numeru do mnie dzwonił! Próbowałam jeszcze kilka razy, niestety sekretarka w kółko mówiła te same słowa. Zbliżał się wieczór, więc dałam sobie spokój. Położyłam się spać.
Następnego dnia nadal próbowałam się dodzwonić, jednak próby były na marne. W kółko to samo. Zjadłam śniadanie, musiałam wydawać się bardzo zamyślona.
- Coś się stało, skarbie?- spytała zaniepokojona mama.
- Nie- odpowiedziałam szybko. Za szybko.
- Wiem, że kłamiesz
- Nic mi nie jest!- wstałam, podając jej talerz i wróciłam do mojego pokoju. Przemyślałam całą tą sprawę, i najlepszym wyjściem było udanie się do parku. Może znowu go tam spotkam?
Byłam przy jednym z wielu drzew parku. Wokół lasku stały radiowozy. Gromada ludzi sterczała za taśmą policyjną, okrążoną wokół posesji. Psy próbowały wytropić na wszelki wypadek jakąś inną ofiarę, ale na szczęście nic nie znalazły. Ciało leżało na noszach, przykryte białym materiałem. Stanęłam z dala od ludzi, przypatrując się całej sytuacji. Naglę obok siebie ujrzałam Luke'a!
- Jesteś! Wiedziałam, ze to dobry pomysł!- koślawo na niego patrząc wykrzyknęłam z ulgą te słowa- dlaczego dostawałam od ciebie głuche telefony?
Chłopak stał koło mnie, patrząc się szeroko z ogromnym zdziwieniem. Przez chwilę się nie odzywał, jednak wydusił z siebie kilka słów.
- Przepraszam, nie chciałem cię niepokoić.
- Nastraszyłeś mnie! Słuchałam wiadomości, i mówili o jakimś chłopaku który tu zginął- wskazałam palcem na odległe ciało- dali ci zobaczyć?
Luke nie odpowiedział. Nadal patrzył się na mnie tak intensywnie, jakbym miała co najmniej sto oczu.
- Coś się stało?- spytałam
- tak.
- Co takiego?- byłam zaniepokojona
- Widziałaś to ciało?
- Nie, nie mam ochoty patrzeć na trupy- oznajmiłam
- Idź zobacz- polecił, a ja nie wiedziałam dlaczego.
- Ale czemu? Powiedz, co się stało!
- Idź zobacz ciało.- nalegał, a ja zdezorientowana zgodziłam się.
Powoli ruszyłam w stronę policyjnych wozów. Blondyn został na miejscu, wpatrując się we mnie. Jakby chciał zobaczyć moja reakcję.
- Um, przepraszam panie policjancie- zaczęłam jak dziecko, przez co skarciłam się. Julie, masz siedemnaście lat, a nie pięć. - Mogłabym zobaczyć ciało? Zależy mi na tym.
- Czy jest pani kimś z rodziny chłopca?- zapytał ostro
- Um... tak. Jestem... jego siostrą. Chciałabym się upewnić, czy to on.- skłamałam,
- Och, dobrze. Chłopacy, przepuśćcie panienkę!- rozkazał pozostałym mężczyzną. Powoli podeszłam do ciała. Ostatni raz spojrzałam na Luke'a stojącego w oddali, patrzącego się. Policjant chwycił za biały materiał, i powoli odkrył nieboszczyka. Zszokowało mnie, przecież to był Luke!
-Nie możliwe!- krzyknęłam, dokładnie patrząc na ciało, jednak każdy element potwierdzał to, o czym myślałam. Ten sam nos, usta, uszy, nawet fryzura! Nie mogłam złapać oddechu, i gwałtownie spojrzałam się w miejsce, gdzie stał Luke. Jednak go już tam nie było. Zemdlałam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)