Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 20 października 2014

5. wyznanie

Komentjcie komentujcie !! :))


Luke's POV

byłem u rodziców. Obserwowałem, jak układają ze smutkiem moje rzeczy. Nie mieli zamiaru ich wyrzucać, nie chcieli również przerabiać mojego pokoju,  jak to zawsze dla żartu mi mówiono.
Zobaczyłem, że jest ciemno. Czułem dziwne zaniepokojenie. Dziwna satysfakcja z tego, że bliska mi osoba jest w niebezpieczeństwie, natychmiast na myśl przyszła mi Julie. Przejawiając się w miejsce jej pobytu, zszokowało mnie. Ten mężczyzna, który mnie zabił, on... On chciał również zabić ją! Poczułem w sobie niezwykłą siłę, niczym adrenalina, i wrogo się w niego wpatrując, dusiłem go wzrokiem. Nie wiedziałem, że tak potrafię. Chciałem za wszelką cenę ochronić nastolatkę. Facet łapiąc się za szyję, odwrócił się na ostatnim tchnieniu, i rozszerzył oczy z przerażenia. On również mnie widział.
Nie mógł uwierzyć w to, co widzi. W jego oczach ujawiła się głębia rozpaczy, strachu i chęć przebaczenia. Nie chciałem jednak mu tego darować. Wtopił ze mnie okrutną śmierć, i chciał zabić dziewczynę, która miała mi pomóc. Poczułem, że gdybym zignorował to dziwne uczucie, nie miałbym już nikogo, z nikim nie mógłbym porozmawiać, i nikt by mi nie mógł pomóc. Miałem nadzieję, że Bóg przebaczy mi ten straszny zgon, który zaliczyłem. Obserwowałem ostatni drobny ruch ręki faceta, po czym zmarł. Moje spojrzenie padło na Julie. Była niebywale przestraszona. Upewniając się, że jest cała, zaproponowałem jej szybką ucieczkę z miejsca wypadku.

- Dziękuję, bardzo dziękuję ci, Luke, nawet nie wiesz, co mogłoby się stać, gdybyś się nie ujawnił. Tak sobie myślę, że słowo "dziękuję" nie wyraża tego, co czuję- mówiła, próbując dobrać odpowiednia słowa.
- Nie pozwoliłbym mu ci coś zrobić. Tylko ty mi pozostałaś. Zależy mi na tobie, Julie, czuję się dobrze w twojej obecności. Świadomość tego, ze nie jesteś zaniepokojona pobytem ducha w swych progach również mnie raduję.
- Mi też na tobie zależy, ale chciałabym żebyś wiedział, że nie mogę nic poczuć do... do ciebie. Niedługo trafisz do innego świata, poza tym nie posiadasz już ciała, to by nie wypaliło...
- Wiem, nie chcę o tym rozmawiać- szybko zmieniłem temat, skrępowany.
Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy.
- Wiesz, tak sobie myślę, że nieraz gadasz jakbyś żył w czasach średniowiecza- zaczęła się śmiać, tym samym przerywając brak tematów
- Nigdy nie należałem do osób, które używają słów skrótowych, jak to się mówi w tych czasach- odwzajemniłem chichot.


Julie's POV

Był wieczór. Bardzo lubiłam Luke'a. Szczerzę mówiąc, gdyby żył, być może pokochałabym go. Dobry wygląd, świetny charakter, wyróżnienia wymowne... To wszystko czyniło go oryginalnym.
Wykąpałam się, a gdy wróciłam do pokoju, zobaczyłam pościelone łóżko. Przecież nic z nim nie robiłam.
- Luke, bardzo śmieszne, pokaż się- zaczęłam się śmiać. Nie pojawił się.
- Luke! No wychodź, niby jak miało mi się pościelić łóżko? Samo? Wychodź- chodziłam po pokoju, śmiejąc się. Moje prośby nie zostały wysłuchane, bowiem w pomieszczeniu nie było nikogo oprócz mnie. Ułożyłam się wygodnie na łóżku. Chwilę popatrzyłam w sufit. Gdy poczułam falę zmęczenia, naglę zgasiło się światło.
- Dobranoc piękna- usłyszałam zza rogu drzwi. Nie musiałam się wysilać nad rozmyślaniem do kogo należy ten głos. Luke.
- Dlaczego wcześniej się nie pokazałeś?- zapytałam spokojnie, cały czas leżąc w ciemnościach.
- Nie chciałem ci się narzucać. Śpij już, miałaś dziś ciężki dzień.
- Czasem myślę, jak to jest tkwić w takim gównie, w jakim jesteś ty. Nieraz chciałabym po prostu dołączyć do ciebie- głośno myślałam. Te myśli coraz bardziej mnie męczyły. Mam dosyć ludzi, pragnę być blisko Luke'a.
- proszę, nie myśl w ten sposób. Ciesz się życiem jak najdłużej, twój czas nadejdzie w odpowiednim momencie.
- Chcę być blisko ciebie- parsknęłam. Nie chciałam już dłużej ukrywać moich uczuć. Może się to wydawać dziwne, ale zakochałam się w zmarłym człowieku. Po tych słowach, poczułam jego obecność bliżej siebie. Motylki przeleciały mi przez brzuch. Ujrzałam jego twarz milimetry od mojej. Wpatrywał się swoimi błękitnymi, rozmazanymi oczyma, a ja przez chwilę uwierzyłam, że nadal żyję. Popatrzył na moje usta, lekko swoje oblizując, a po chwili gwałtownie zamknął oczy.
- Nie mogę tak na ciebie patrzeć- powiedział smutno.
- Dlaczego cię pragnę? Chciałabym, abyś żył.
- Ja też bym tego chciał, ale niestety, tak się już nie da.
Wpatrując się w niego, pragnęłam poczuć jego usta. Nie wytrzymywałam już. Życie robiło ze mnie totalną idiotkę. Istniało jedno wyjście, wyjście na wolność.
- Podaj mi nóż- poprosiłam, przełykając ślinę.
- Słucham?- krzyknął przerażony- Niby po co ci nóż?
- Po prostu mi go daj- prosiłam
- Nie ma takiej opcji. Wiem, co chodzi ci po głowię. Nie pozwolę ci na to!
- Nie rozumiesz że to jedyne wyjście?- nawet nie wiedziałam kiedy łzy spłynęły mi po policzkach. Może i nie myślałam trzeźwo, ale chciałam być blisko niego.
- Jedynym wyjściem jest zapomnienie. Nie możemy być razem, trudno. Nie było nam to pisane. Nikt nie bierze pod uwagę tego, jak cholernie cię kocham, nie pozwolę przeżywać ci tego samego piekła, co ja.
- Ja też cię kocham- wybuchłam płaczem.
Chłopak położył się obok mnie.
- Idź już spać, jutro mój pogrzeb, musisz być silna.

Następny dzień. Pogrzeb był przed południem. Ubrałam na siebie czarną sukienkę i rajstopy, oraz buty na obcasie. Czerwone usta idealnie podkreślały mój outfit. Schodziłam właśnie na dół, kiedy zatrzymał mnie tata.
- Wyglądasz jakbyś szła na pogrzeb- zażartował, jednak mi nie było do śmiechu.
- Nie mogę się chodź raz ubrać w ciemne kolory? Przepraszam, ale się śpieszę- wyszłam.

Byłam na miejscu. Mnóstwo samochodów podjeżdżało na parking. Wszyscy byli zaproszeni na pogrzeb Luke'a. Czułam się trochę niezręcznie. Niosąc kwiaty, znalazłam rodziców chłopaka.
- Dzień dobry- przywitałam się
- dzień dobry kochanie- odpowiedziała mi jego mama.
- A któż to, Mario?- zapytał zapewne jego ojciec
- Och, to dziewczyna naszego chłopca.

Po rozpoczęciu przemowy każdego gościa, usłyszałam moje imię. Miałam się wypowiedzieć!?
Podchodząc do mikrofonu, ugryzłam się w wargę. Luke ukazał się obok mnie.
- Jeżeli nie chcesz, to nie musisz tego robić- powiedział
- Nie. Chcę się również wypowiedzieć.

- Um, Dzień dobry. Nazywam się Julie Evans, i byłam dziewczyną Luke'a. Jestem bardzo wstydliwą osobą, dlatego też mam małe problemy z przemawianiem. Chciałabym tylko powiedzieć, że Luke był cudownym człowiekiem. Pokochałam go, i wierzyłam że będziemy szczęśliwi, chociaż nie było to zbyt możliwe. Mieliśmy małe, prywatne problemy. Niestety, podczas naszego ostatniego spotkania, dowiedziałam się, że go... zamordowano. Czułam, jak świat mi upadł. Dziś wiem, ze morderca zapłacił za swoje czyny śmiercią. Mój chłopak będzie szczęśliwy w niebie, wierze w to. Po prostu go pochowajmy- oczy wypełniły mi się łzami. Schodząc ze sceny, otrzymałam mnóstwo uścisków.
- Kocham cię, Julie Evans- powiedział zza moich pleców blondyn.
- nic już nie mów- otarłam łzy- ja ciebie też, chodź, idziemy cię zakopać.

Czterech facetów niosło trumnę. Z głośników zabrzmiała żałobna muzyka. Wszyscy płakali. Ostatni raz spojrzawszy na ciało, podeszłam do niego, łapiąc go za zimną rękę. Po raz pierwszy jej dotknęłam. Przejechałam palcem po jego twarzy, dotknęłam włosów. Łza spadła na jego martwy tors. Luke obserwował swoje ciało ze smutkiem. Zamykawszy trumnę, wszyscy zaczęli ją zakopywać.  Gdy było pow wszystkim, próbowałam się uspokoić. Chłopak rozglądnął się wokół z nadzieją na ujrzenie białego światła. Nie nadeszło to.
- Co się dzieję? Widzisz coś?- spytałam
- Nic. Kompletnie nic.

wtorek, 14 października 2014

4. Ziemia święcona

Cześć <3 Dzięki że czytacie, pomożecie nabić wyświetlenia? Zachęcam również do komentowania ;)

Julie's POV

Spojrzałam na niego, jakby miał co najmniej osiem głów. Niby po co miałabym odszukać tego zabójcę? Rozumiem, że mógł chcieć, aby go ukarano za ten okrutny czyn, ale z takimi czynami z dala ode mnie.
Chłopak, widząc moją minę, od razu zmienił podejście do całej sprawy. Jego mina była bardziej poważna, a ton zniżył się.
- Nie obchodzi mnie mój los, tu chodzi o życie innych. Ten facet jest niebezpieczny. Jest zdolny do tego, aby zrobić krzywdę wielu ludziom, jeżeli to będzie konieczne.
- A jeżeli zrobi mi? Pomyślałeś o tym? Policja się wszystkim zajmie, ja nie mam zamiaru ryzykować życia.
- Julie, musisz to zrobić! Będę z tobą, w razie konieczności... pomogę ci..
- Jak? Przecież jesteś duchem! Nic nie mógłbyś zrobić.
- Nie znam swoich możliwości, ale jestem pewny, że nie jestem zwykłym "zjawiskiem paranormalnym" plątającym się po świecie bez celu. Mam jakieś możliwości, czuję to.
- Ty nic nie czujesz. Prawda jest taka, ze powinieneś być teraz w innym świecie. Czy ty na prawdę nic nie widziałeś?
- Gdzie?- zapytał, zdezorientowany
- No... Jak umierałeś. jakieś białe światło, albo coś.
- Nic nie widziałem. Rozglądałem się wszędzie, i nic.
Przemyślałam chwilę słowa chłopaka. Postanowiłam pójść do domu. Wraz z nim wpadłam na najgorszy pomysł świata- sprawdzić w internecie.

-Musimy być ostro walnięci, żeby sprawdzać w internecie na czym polega śmierć- zaczął się śmiać
- Nie sprawdzamy na czym polega, tylko jak trafić do "niebios" o ile w ogóle istnieją. Dlaczego ja cię widzę, a inni nie?- spytałam po namyślę. To pytanie torturuję mnie od samego początku.
- Nie wiem. Może jako ostatnia ze mną rozmawiałaś, albo dlatego, że ostatni raz myślałem o tobie- westchnął obojętnie
- Myślałeś o mnie?- zapytałam troskliwie, nie spodziewałam się tego.
- Tak... Ten psychopata jest na wolności, zastanawiałem się, czy jesteś dość daleko. Mógł cię przecież tez zaatakować.
- Racja, ale dzięki za troskę- odparłam, zrezygnowana. W sumie nie wiem czego się spodziewałam.

O, patrz, tu coś jest ciekawego- wskazując na jeden z linków, kliknęłam w niego. Po lewej stronie ukazał się starożytne malowidło przedstawiające duszę wspinającą się do nieba. Strona internetowa sprawiała wrażenie starożytnej, niczym kartka wyrwana z księgi wiedzy o wszystkim.

Tu piszę, że ciało powinno być pochowane w ziemi święconej, aby duszy ukazało się wejście do świata białego.
Wtedy mnie olśniło.

- Muszę się dowiedzieć jak najwięcej informacji o twoim pogrzebie! Zupełnie o tym zapomniałam
- ja też- odparł, skrępowany
- Boże, jak można zapomnieć o własnym pogrzebie?- zaczęłam się śmiać
- Mam trochę ważniejsze spawy na głowie- odpowiedział, chichocząc
- Na tym świecie nic już robić nie musisz. Gdzie mieszkasz?- zapytałam, biorąc do ręki kartkę i długopis.
- Odłóż to, zaprowadzę cię. Ostrzegam, że moi rodzice... oni... Bardzo to przeżywają. Byłem ich odwiedzić nie dawno. Wiesz, jaki jest najgorszy widok?
- Nie..
- Kiedy bacznie obserwujesz, jak twoi rodzice cierpią, a ty nie możesz nic z tym zrobić- odpowiedział, zrezygnowany.
- Woah, głowa do góry, wiem, że jest ciężko, ale trzeba iść dalej. Chodź, zaprowadź mnie.

Mijając parę zakrętów, byliśmy przy furtce. Zastanowiłam się, co powiedzieć.
- Masz być cicho, nie rozpraszaj mnie, najlepiej tu poczekaj.
Luke przytaknął, wykonując moje polecenie. Najwidoczniej nie chciał widzieć płaczu jego matki. Brama była otwarta, dlatego uznałam, ze mogę śmiało wchodzić. Nacisnęłam przycisk od dzwonka, chwilę czekając. Otworzyła mi drobna kobieta w czarnych włosach. Jej oczy wydawały się zmęczone. na mój widok zdziwiła się.
- Dzień dobry, nazywam się Julie, chciałabym z panią porozmawiać- przywitałam się miło
- Dzień dobry, kim pani jest?- zapytała, zagubiona
- Mogę wejść do środka?- szybko zaproponowałam
- Zapraszam.

- A więc- siadając na sofę, rozglądnęłam się po pokoju- chciałam porozmawiać o Luke'u...
- Kim pani do cholery jest? Nie chcę o tym rozmawiać!- kobieta wkurzyła się.
- Spokojnie. Byłam jego... dziewczyną. Nie zdążył państwu mnie przedstawić. Nie chciałam pani denerwować, przepraszam. Mi też z tym bardzo ciężko, dlatego przyszłam tu, aby państwa poznać, i zapytać się o pogrzeb.
- Och- westchnęła- to ja przepraszam. Po prostu mi i mężowi jest z tym ciężko. Strata naszego jedynego dziecka bardzo boli. Stwierdzono, że go zamordowano. ten drań, który mu to zrobił, musi słono zapłacić- oczy czarnowłosej wypełniały się łzami. Nie chciałam doprowadzać jej do płaczu, dlatego ją przytuliłam.
- proszę nie płakać. Będzie dobrze. Pomogę państwu, tak bardzo jak tylko będę mogła. Proszę się nie martwić, Luke jest bezpieczny, niedługo będzie szczęśliwy w innym świecie- wtedy spojrzała na mnie nieufnie.
- będzie? Już jest!- krzyknęła, a ja karcąc się w myślach, przeprosiłam za błąd.
- Tak, racja. Przepraszam.

- Wiesz Julie, jesteś miłą dziewczyną, szkoda, że Luke nie zdążył samodzielnie cię z nami zapoznać. Mój mąż jest w pracy, ale myślę że byłoby mu bardzo miło cię poznać. Przyszłaś się zapytać o pogrzeb, tak? A więc jest za dwa dni na pobliskim cmentarzu. Niestety będziesz musiała już iść, bowiem muszę przyszykować obiad. A może chcesz zostać? tak, zostań!- niezdecydowana gospodyni nabrała błysku nadziei w oczach, ale nie mogłam zostać.
- Przepraszam najmocniej, ale dziś nie mogę. Muszę uczyć się do testu. Może kiedy indziej- wstając, serdecznie się uśmiechnęłam. Kierując się do wyjścia, pożegnałam się z mamą chłopaka, i wyszłam.

- I jak?- pytał od samego przyjścia.
- Za dwa dni polecisz tam, gdzie powinieneś- stwierdziłam.
- Mamy mało czasu...
- Na co?- zdziwiłam się
- na znalezienie zabójcy- stwierdził bezinteresownie
- Słucham!? Już ci mówiłam, nie będziemy nikogo szukać! Twoja mama powiedziała, że policja już się zajęła tą sprawą.
- Chciałbym przed odejściem upewnić się, czy został złapany.
- Pomodlę się, i ci powiem- stwierdziłam
- Nie. Nie wiadomo jak to cholerstwo działa. A może twoje modlitwy będą na nic? Co jeżeli to do mnie nie dojdzie? Że cię nie usłyszę?
Przemyślałam jego słowa, miał rację. Nie wiedzieliśmy co się stało z nim po śmierci, i dlaczego cały czas jest na ziemi, a tym bardziej nie wiemy jak działa niebo.

Następnego dnia, wracając ze szkoły, zastanawiałam się, jak namierzyć zabójcę. Postanowiłam iść lasem. Fakt, było późno, ale tylko w ten sposób mogłam szybciej znaleźć się w domu. Ujrzałam biegnącego, muskularnego faceta. Przestraszyłam się. Skręciłam w lewo, chowając się w krzakach. Niestety, mężczyzna mnie zauważył. Jego mina była brutalna. Podbiegł do mnie, łapiąc za kark, ciągnąc w głąb lasu. Szarpałam się, krzyczałam, ale zatkał mi buzię. Dostrzegłam w jego kieszeni nóż. Już po mnie. W tym momencie byłam pewna, że to on- że to on zabił Luke'a. Ostatnia próba szarpaniny skończyła się kategorycznie, bowiem mężczyzna kopnął mnie w brzuch. Wyciągnął ostre narzędzie, przykładając mi je do szyi.
- Zabiję cię, słyszysz? Zabiję!- groźnie syczał.
- Za co!- wydusiłam przez łzy, jednak niezbyt zrozumiale, dlatego że jego dłoń zakrywała moje usta.
- Policja mnie znajdzie, jesteś świadkiem! Zabiję!- uznałam, ze jest chory psychicznie. Biorąc zamach, nie wysiliłam się nawet na krzyki. Zamknęłam oczy, nie chcąc widzieć krwi. Czekałam na cios ostateczny, jednak nie doczekałam się go. Otworzywszy oczy, zobaczyłam jak się dusi. Upuścił ostrze, łapiąc się za szyję, łapczywie pragnąc chodź odrobiny powietrza. Nie wiedziałam, co się dzieję. Rozglądnęłam się wokół, i wtedy ujrzałam Luke'a. Stał w rozkroku, groźnie wpatrując się w swojego zabójcę. Dusił go wzrokiem. Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam.

wtorek, 7 października 2014

3. Namolna dusza

Julie's POV


Postanowiłam, że chce zapomnieć. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego! On umarł, powinien spoczywać w pokoju, tymczasem włóczy się po ulicy jak ostatni biedak, w dodatku niewidzialny. Zaniedbałam ostatnio moje obowiązki. Minęły tydzień od całego zdarzenia. Od tamtej pory nie pojawił się. Trudno, może odpuścił?

Dostałam telefon od mojego "chłopaka". W sumie, ten facet jest mi obojętny. Nie darze go aż taką intensywną miłością. Zresztą on mnie chyba też nie. Ku mojemu zaskoczeniu- chciał się spotkać. Ubrałam buty, i ruszyłam w stronę ustalonego miejsca.

Przechodząc obok pustego parku, napadły mnie myśli o Luke'u. Rozglądnęłam się wokół, sprawdzając, czy przypadkiem jego duch nie włóczy się gdzieś w pobliżu. Nie dostrzegłam żywej (ani martwej) duszy, więc poszłam dalej. Mijając parę uliczek, ujrzałam znany wszystkim mieszkańcom stary, zniszczony znak  "STOP" stojący przed hurtownią papieru. Migiem pojawił się Michael- mój chłopak.

- Dzień dobry skarbie- powiedział, uśmiechając się.
- Hej Michael- odpowiedziałam, po czym się przytuliliśmy. Chłopak był dosyć muskularny. Posiadał jeden, mały tatuaż czaszki na szyi. Włosy dosyć długie, lekko postawione. Jak zwykle miał swój grymas na twarzy. Był zupełnym przeciwieństwem Luke'a. Po chwili gadania, postanowiliśmy, że musimy nadrobić czas spędzony w naszym towarzystwie, dlatego udaliśmy się do jego domu.

Jest godzina osiemnasta. Całe popołudnie straciliśmy na gadaniu, śmianiu się, oglądaniu filmu i wygłupianiu. Chłopak chciał się do mnie przybliżyć. Siedzieliśmy na łóżku, oglądając telewizje. Zaczął mnie całować. Pogłębiłam lekko pocałunek, łapiąc jego twarz w swoje dłonie. Przekręcił nas w taką pozycję, w której leżał na mnie. o kolejnym pogłębieniu całusów, dwoma ruchami oczu tajemniczo rozglądnęłam się wokół, i prawie się udusiłam, gdy ujrzałam Luke'a, siedzącego na fotelu obok, obserwującego to, co właśnie robiliśmy, z łobuzerskim uśmieszkiem. Cholera! Kompletnie go nie zauważyłam! 
Natychmiast oderwałam się od chłopaka, udając, że rozbolał mnie brzuch. Pobiegłam do toalety, wcześniej karcąc wzrokiem Luke'a za to wszystko. Blondyn doskonale wiedział, ze kłamie, wciskając mu kity z tym brzuchem, dlatego podążył za mną. Zamykając drzwi, usiadłam na klapie ubikacji, łapiąc się za głowę.

- Co ty tu robisz!?- wykrzyknęłam, jednak nie na tyle głośno, aby Michael cokolwiek usłyszał.
- Jak to co, przyszedłem cię odwiedzić!- mówiąc to, wyrzucił ręce do góry, w celu intensywnego uścisku zwanego "na misia". Jego uśmiech cały czas nie znikał z twarzy.
- Idioto! Specjalnie tu przylazłeś! Czego chcesz?- postanowiłam przejść do rzeczy.
- Przecież miałaś mi pomóc!- uraził się- tymczasem obściskujesz się z jakimś przydupasem!
- Zazdrosny?- droczyłam się z nim, chytro się szczerząc
- Co? Nie! Oszalałaś? Jest mi obojętne to, co robisz ze swoim życiem- parsknął
- To zajmij się swoim, okej?
- Jak widzisz, ja już swojego nie posiadam- kolejny łobuzerski uśmiech wkradł się na bladą twarz chłopaka. Wywróciłam oczami, wstając.
- ostatnio zezłościłeś się. Myślałam, że już nie przyjdziesz- powiedziałam po chwili ciszy, która zapanowała między nami. Luke spojrzał na mnie, zamyślony.
- Nazwałaś mnie zjawiskiem.
- Bo nim jesteś!- podkreśliłam
- Zobaczymy, co ty powiesz, gdy będziesz martwa. Jeszcze nie dawno żyłem tak samo jak ty, a to, że jakiś facet mnie zamordował, to raczej nie moja wina. Nie chcę, abyś mówiła na mnie "zjawisko" czy tego podobne, bo nim nie jestem. Po prostu... opuściłem ciało, tak jak ty na przykład dom... Obiecałaś mi pomóc.
- Nic ci nie obiecywałam- stwierdziłam- ubzdurałeś to sobie.
- Czyli nic nie zrobisz!?- zaczął się denerwować, a ja nie chciałam do tego dopuścić
- Ugh, komplikujesz mi życie!- wykrzyknęłam, sfrustrowana. Po chwili namysłu, chłopak spojrzał się na mnie z przekonaniem, że się zgodzę, ale chciał to usłyszeć ode mnie.
- Zgoda, pomogę- odpuściłam.

- Julie! Żyjesz tam?- Michael pukał nerwowo w drzwi, oczekując na odpowiedź.
- Um.. Tak! Za chwilę wychodzę!- odpowiedziałam, szybkim ruchem sprawdzając w lustrze, czy nie wyglądam jak potwór. Luke pokręcił głową.
- Wychodźmy już, musimy działać od razu- powiedział blondyn
- Słucham? Nie będziesz mi mówić co mam robić!- szepnęłam poirytowana, po czym wyszłam z łazienki.
Upewniając Michaela, że wszystko ze mną w porządku, wróciliśmy do pokoju, oglądając dalszą część programu.

Luke siedział z nami. Rozsiadł się wygodnie na hotelu, oglądając jeden z seriali. Wszyscy byliśmy znudzeni. Postanowiłam, że na mnie już pora.

- Na pewno chcesz iść?- pytał mój chłopak, jednak upewniałam go, ze muszę. Była dwudziesta pierwsza.

- Posłuchaj, zaczniemy jutro- stwierdziłam, ponieważ musiałam się wyspać,  miałam jutro lekcję.
- Jak chcesz- przytaknął.
W mgnieniu oka dostrzegłam progi mojego domu. Wchodząc do środka, czekałam, aż nastolatek wejdzie, jednak nie pomyślałam, że nie przeszkadzałoby mu w żaden sposób to, że zamknęłabym drzwi przed jego nosem. Udając się do góry, chwyciłam za szczotkę oraz piżamę, każąc mu spocząć na kanapie.
- Ja idę wziąść prysznic. Masz tu siedzieć. Jeżeli będziesz w jakikolwiek sposób próbować mnie podglądać, to możesz zapomnieć o pomocy.
- Nie śmiałbym- zaczął się śmiać, a ja wywróciłam oczami, podążając do łazienki.


Luke's POV

Następnego dnia, dziewczyna chyba zaspała, ponieważ rano pędziła po domu niczym sprinter. Robiła milion rzeczy na raz!
- Chodź!- krzyknęła z dołu, biegnąc w stronę wyjścia. Zaśmiałem się, ponieważ do niej chyba jeszcze nie docierało, ze mogę w sekundę znaleźć się w innej części świata. Postanowiłem udać się z nią na lekcję. Z początku Julie nie chciała, abym wchodził, więc poczekałem. Po około dziesięciu minutach od rozpoczęcia zajęć pojawiłem się obok niej. Dostała ciarek, kiedy mnie, wypowiadające jej imię. Nie chciała zostać poruszona faktem, że stoję koło niej, i udawać, że wszystko jest w porządku. Trafiła na sprawdzian.  Słyszałem, jak przeklina pod nosem. Nie uczyła się. Siadając na jej ławce, obserwowałem reakcję dziewczyny na tak trudne zadania. Trudne dla niej, ja miałem to w poprzedniej klasie. Julie zaczęła pisać coś na kartce, a gdy skończyła, odwróciła ją w moją stronę, abym przeczytał:

"przez ciebie zawalę sprawdzian"

- Pomogę ci, jeżeli chcesz. Umiem to- stwierdziłem. Blondynka od razu pokręciła przecząco głową, zaczynając wypełniać test. Obserwowałem, co zaznacza.
- Źle, to będzie odpowiedź B
- Zamknij się- szepnęła
Patrząc na jej kolejne ruchy, złapałem się za głowę
- Ty nic nie umiesz!- wykrzyknąłem
- Zamknij się! Chcę to zrobić sama- kolejny raz szepnęła, ściskając szczękę ze złości.
- Panno Julie, przeszkadzam pani w czymś?- wkurzona nauczycielka nie dawała jej spokoju
- Nie, przepraszam.
- Mam nadzieje- stwierdziła, wracając do obczajania materiału.
- Odpowiedź A, to banalnie proste
- B
- 247,84=x
- Podziel 142 na 2, i dodaj 5, dostaniesz odpowiedź
- Zamknij się!- wykrzyknęła, wstając, i oddając pracę. Wszystkie spojrzenia padły na nią. Dziewczyna się zarumieniła, ale gdy ktoś chciał coś powiedzieć, przerwał mu dzwonek. Chwyciła szybko za torbę i wybiegła z sali.

- Chciałam to sama zrobić!- krzyknęła oburzona, gdy wracaliśmy do domu przez las
- Chciałem tylko pomóc
- To nie rób tego więcej- powiedziała- dobra, nie ważne.

Mijaliśmy kolejne drzewa. Zatrzymaliśmy się na środku piaszczystej dróżki. Julie chyba chciała o coś zapytać, ponieważ wydawała się zdezorientowana.
- a tak właściwie, to w czym mam ci pomóc?- zapytała
Przełknąłem ślinę. Nie wiedziałem jak to jej powiedzieć. Próbując dobrać odpowiednio słowa, w końcu powiedziałem to, co pierwsze narzuciło m się na myśl.
- Znaleźć zabójcę.