Luke's POV
byłem u rodziców. Obserwowałem, jak układają ze smutkiem moje rzeczy. Nie mieli zamiaru ich wyrzucać, nie chcieli również przerabiać mojego pokoju, jak to zawsze dla żartu mi mówiono.
Zobaczyłem, że jest ciemno. Czułem dziwne zaniepokojenie. Dziwna satysfakcja z tego, że bliska mi osoba jest w niebezpieczeństwie, natychmiast na myśl przyszła mi Julie. Przejawiając się w miejsce jej pobytu, zszokowało mnie. Ten mężczyzna, który mnie zabił, on... On chciał również zabić ją! Poczułem w sobie niezwykłą siłę, niczym adrenalina, i wrogo się w niego wpatrując, dusiłem go wzrokiem. Nie wiedziałem, że tak potrafię. Chciałem za wszelką cenę ochronić nastolatkę. Facet łapiąc się za szyję, odwrócił się na ostatnim tchnieniu, i rozszerzył oczy z przerażenia. On również mnie widział.
Nie mógł uwierzyć w to, co widzi. W jego oczach ujawiła się głębia rozpaczy, strachu i chęć przebaczenia. Nie chciałem jednak mu tego darować. Wtopił ze mnie okrutną śmierć, i chciał zabić dziewczynę, która miała mi pomóc. Poczułem, że gdybym zignorował to dziwne uczucie, nie miałbym już nikogo, z nikim nie mógłbym porozmawiać, i nikt by mi nie mógł pomóc. Miałem nadzieję, że Bóg przebaczy mi ten straszny zgon, który zaliczyłem. Obserwowałem ostatni drobny ruch ręki faceta, po czym zmarł. Moje spojrzenie padło na Julie. Była niebywale przestraszona. Upewniając się, że jest cała, zaproponowałem jej szybką ucieczkę z miejsca wypadku.
- Dziękuję, bardzo dziękuję ci, Luke, nawet nie wiesz, co mogłoby się stać, gdybyś się nie ujawnił. Tak sobie myślę, że słowo "dziękuję" nie wyraża tego, co czuję- mówiła, próbując dobrać odpowiednia słowa.
- Nie pozwoliłbym mu ci coś zrobić. Tylko ty mi pozostałaś. Zależy mi na tobie, Julie, czuję się dobrze w twojej obecności. Świadomość tego, ze nie jesteś zaniepokojona pobytem ducha w swych progach również mnie raduję.
- Mi też na tobie zależy, ale chciałabym żebyś wiedział, że nie mogę nic poczuć do... do ciebie. Niedługo trafisz do innego świata, poza tym nie posiadasz już ciała, to by nie wypaliło...
- Wiem, nie chcę o tym rozmawiać- szybko zmieniłem temat, skrępowany.
Siedzieliśmy w niezręcznej ciszy.
- Wiesz, tak sobie myślę, że nieraz gadasz jakbyś żył w czasach średniowiecza- zaczęła się śmiać, tym samym przerywając brak tematów
- Nigdy nie należałem do osób, które używają słów skrótowych, jak to się mówi w tych czasach- odwzajemniłem chichot.
Julie's POV
Był wieczór. Bardzo lubiłam Luke'a. Szczerzę mówiąc, gdyby żył, być może pokochałabym go. Dobry wygląd, świetny charakter, wyróżnienia wymowne... To wszystko czyniło go oryginalnym.
Wykąpałam się, a gdy wróciłam do pokoju, zobaczyłam pościelone łóżko. Przecież nic z nim nie robiłam.
- Luke, bardzo śmieszne, pokaż się- zaczęłam się śmiać. Nie pojawił się.
- Luke! No wychodź, niby jak miało mi się pościelić łóżko? Samo? Wychodź- chodziłam po pokoju, śmiejąc się. Moje prośby nie zostały wysłuchane, bowiem w pomieszczeniu nie było nikogo oprócz mnie. Ułożyłam się wygodnie na łóżku. Chwilę popatrzyłam w sufit. Gdy poczułam falę zmęczenia, naglę zgasiło się światło.
- Dobranoc piękna- usłyszałam zza rogu drzwi. Nie musiałam się wysilać nad rozmyślaniem do kogo należy ten głos. Luke.
- Dlaczego wcześniej się nie pokazałeś?- zapytałam spokojnie, cały czas leżąc w ciemnościach.
- Nie chciałem ci się narzucać. Śpij już, miałaś dziś ciężki dzień.
- Czasem myślę, jak to jest tkwić w takim gównie, w jakim jesteś ty. Nieraz chciałabym po prostu dołączyć do ciebie- głośno myślałam. Te myśli coraz bardziej mnie męczyły. Mam dosyć ludzi, pragnę być blisko Luke'a.
- proszę, nie myśl w ten sposób. Ciesz się życiem jak najdłużej, twój czas nadejdzie w odpowiednim momencie.
- Chcę być blisko ciebie- parsknęłam. Nie chciałam już dłużej ukrywać moich uczuć. Może się to wydawać dziwne, ale zakochałam się w zmarłym człowieku. Po tych słowach, poczułam jego obecność bliżej siebie. Motylki przeleciały mi przez brzuch. Ujrzałam jego twarz milimetry od mojej. Wpatrywał się swoimi błękitnymi, rozmazanymi oczyma, a ja przez chwilę uwierzyłam, że nadal żyję. Popatrzył na moje usta, lekko swoje oblizując, a po chwili gwałtownie zamknął oczy.
- Nie mogę tak na ciebie patrzeć- powiedział smutno.
- Dlaczego cię pragnę? Chciałabym, abyś żył.
- Ja też bym tego chciał, ale niestety, tak się już nie da.
Wpatrując się w niego, pragnęłam poczuć jego usta. Nie wytrzymywałam już. Życie robiło ze mnie totalną idiotkę. Istniało jedno wyjście, wyjście na wolność.
- Podaj mi nóż- poprosiłam, przełykając ślinę.
- Słucham?- krzyknął przerażony- Niby po co ci nóż?
- Po prostu mi go daj- prosiłam
- Nie ma takiej opcji. Wiem, co chodzi ci po głowię. Nie pozwolę ci na to!
- Nie rozumiesz że to jedyne wyjście?- nawet nie wiedziałam kiedy łzy spłynęły mi po policzkach. Może i nie myślałam trzeźwo, ale chciałam być blisko niego.
- Jedynym wyjściem jest zapomnienie. Nie możemy być razem, trudno. Nie było nam to pisane. Nikt nie bierze pod uwagę tego, jak cholernie cię kocham, nie pozwolę przeżywać ci tego samego piekła, co ja.
- Ja też cię kocham- wybuchłam płaczem.
Chłopak położył się obok mnie.
- Idź już spać, jutro mój pogrzeb, musisz być silna.
Następny dzień. Pogrzeb był przed południem. Ubrałam na siebie czarną sukienkę i rajstopy, oraz buty na obcasie. Czerwone usta idealnie podkreślały mój outfit. Schodziłam właśnie na dół, kiedy zatrzymał mnie tata.
- Wyglądasz jakbyś szła na pogrzeb- zażartował, jednak mi nie było do śmiechu.
- Nie mogę się chodź raz ubrać w ciemne kolory? Przepraszam, ale się śpieszę- wyszłam.
Byłam na miejscu. Mnóstwo samochodów podjeżdżało na parking. Wszyscy byli zaproszeni na pogrzeb Luke'a. Czułam się trochę niezręcznie. Niosąc kwiaty, znalazłam rodziców chłopaka.
- Dzień dobry- przywitałam się
- dzień dobry kochanie- odpowiedziała mi jego mama.
- A któż to, Mario?- zapytał zapewne jego ojciec
- Och, to dziewczyna naszego chłopca.
Po rozpoczęciu przemowy każdego gościa, usłyszałam moje imię. Miałam się wypowiedzieć!?
Podchodząc do mikrofonu, ugryzłam się w wargę. Luke ukazał się obok mnie.
- Jeżeli nie chcesz, to nie musisz tego robić- powiedział
- Nie. Chcę się również wypowiedzieć.
- Um, Dzień dobry. Nazywam się Julie Evans, i byłam dziewczyną Luke'a. Jestem bardzo wstydliwą osobą, dlatego też mam małe problemy z przemawianiem. Chciałabym tylko powiedzieć, że Luke był cudownym człowiekiem. Pokochałam go, i wierzyłam że będziemy szczęśliwi, chociaż nie było to zbyt możliwe. Mieliśmy małe, prywatne problemy. Niestety, podczas naszego ostatniego spotkania, dowiedziałam się, że go... zamordowano. Czułam, jak świat mi upadł. Dziś wiem, ze morderca zapłacił za swoje czyny śmiercią. Mój chłopak będzie szczęśliwy w niebie, wierze w to. Po prostu go pochowajmy- oczy wypełniły mi się łzami. Schodząc ze sceny, otrzymałam mnóstwo uścisków.
- Kocham cię, Julie Evans- powiedział zza moich pleców blondyn.
- nic już nie mów- otarłam łzy- ja ciebie też, chodź, idziemy cię zakopać.
Czterech facetów niosło trumnę. Z głośników zabrzmiała żałobna muzyka. Wszyscy płakali. Ostatni raz spojrzawszy na ciało, podeszłam do niego, łapiąc go za zimną rękę. Po raz pierwszy jej dotknęłam. Przejechałam palcem po jego twarzy, dotknęłam włosów. Łza spadła na jego martwy tors. Luke obserwował swoje ciało ze smutkiem. Zamykawszy trumnę, wszyscy zaczęli ją zakopywać. Gdy było pow wszystkim, próbowałam się uspokoić. Chłopak rozglądnął się wokół z nadzieją na ujrzenie białego światła. Nie nadeszło to.
- Co się dzieję? Widzisz coś?- spytałam
- Nic. Kompletnie nic.
- Nie mogę tak na ciebie patrzeć- powiedział smutno.
- Dlaczego cię pragnę? Chciałabym, abyś żył.
- Ja też bym tego chciał, ale niestety, tak się już nie da.
Wpatrując się w niego, pragnęłam poczuć jego usta. Nie wytrzymywałam już. Życie robiło ze mnie totalną idiotkę. Istniało jedno wyjście, wyjście na wolność.
- Podaj mi nóż- poprosiłam, przełykając ślinę.
- Słucham?- krzyknął przerażony- Niby po co ci nóż?
- Po prostu mi go daj- prosiłam
- Nie ma takiej opcji. Wiem, co chodzi ci po głowię. Nie pozwolę ci na to!
- Nie rozumiesz że to jedyne wyjście?- nawet nie wiedziałam kiedy łzy spłynęły mi po policzkach. Może i nie myślałam trzeźwo, ale chciałam być blisko niego.
- Jedynym wyjściem jest zapomnienie. Nie możemy być razem, trudno. Nie było nam to pisane. Nikt nie bierze pod uwagę tego, jak cholernie cię kocham, nie pozwolę przeżywać ci tego samego piekła, co ja.
- Ja też cię kocham- wybuchłam płaczem.
Chłopak położył się obok mnie.
- Idź już spać, jutro mój pogrzeb, musisz być silna.
Następny dzień. Pogrzeb był przed południem. Ubrałam na siebie czarną sukienkę i rajstopy, oraz buty na obcasie. Czerwone usta idealnie podkreślały mój outfit. Schodziłam właśnie na dół, kiedy zatrzymał mnie tata.
- Wyglądasz jakbyś szła na pogrzeb- zażartował, jednak mi nie było do śmiechu.
- Nie mogę się chodź raz ubrać w ciemne kolory? Przepraszam, ale się śpieszę- wyszłam.
Byłam na miejscu. Mnóstwo samochodów podjeżdżało na parking. Wszyscy byli zaproszeni na pogrzeb Luke'a. Czułam się trochę niezręcznie. Niosąc kwiaty, znalazłam rodziców chłopaka.
- Dzień dobry- przywitałam się
- dzień dobry kochanie- odpowiedziała mi jego mama.
- A któż to, Mario?- zapytał zapewne jego ojciec
- Och, to dziewczyna naszego chłopca.
Po rozpoczęciu przemowy każdego gościa, usłyszałam moje imię. Miałam się wypowiedzieć!?
Podchodząc do mikrofonu, ugryzłam się w wargę. Luke ukazał się obok mnie.
- Jeżeli nie chcesz, to nie musisz tego robić- powiedział
- Nie. Chcę się również wypowiedzieć.
- Um, Dzień dobry. Nazywam się Julie Evans, i byłam dziewczyną Luke'a. Jestem bardzo wstydliwą osobą, dlatego też mam małe problemy z przemawianiem. Chciałabym tylko powiedzieć, że Luke był cudownym człowiekiem. Pokochałam go, i wierzyłam że będziemy szczęśliwi, chociaż nie było to zbyt możliwe. Mieliśmy małe, prywatne problemy. Niestety, podczas naszego ostatniego spotkania, dowiedziałam się, że go... zamordowano. Czułam, jak świat mi upadł. Dziś wiem, ze morderca zapłacił za swoje czyny śmiercią. Mój chłopak będzie szczęśliwy w niebie, wierze w to. Po prostu go pochowajmy- oczy wypełniły mi się łzami. Schodząc ze sceny, otrzymałam mnóstwo uścisków.
- Kocham cię, Julie Evans- powiedział zza moich pleców blondyn.
- nic już nie mów- otarłam łzy- ja ciebie też, chodź, idziemy cię zakopać.
Czterech facetów niosło trumnę. Z głośników zabrzmiała żałobna muzyka. Wszyscy płakali. Ostatni raz spojrzawszy na ciało, podeszłam do niego, łapiąc go za zimną rękę. Po raz pierwszy jej dotknęłam. Przejechałam palcem po jego twarzy, dotknęłam włosów. Łza spadła na jego martwy tors. Luke obserwował swoje ciało ze smutkiem. Zamykawszy trumnę, wszyscy zaczęli ją zakopywać. Gdy było pow wszystkim, próbowałam się uspokoić. Chłopak rozglądnął się wokół z nadzieją na ujrzenie białego światła. Nie nadeszło to.
- Co się dzieję? Widzisz coś?- spytałam
- Nic. Kompletnie nic.