Julie's POV
Obudziłam się w ambulansie. Ciężko dysząc, rozglądnęłam się i zawołałam kogoś o pomoc. Natychmiastowo pojawił się lekarz, który przyłożył mi maskę tlenową do twarzy.
- Musisz ją na razie mieć, jesteś zbyt przestraszona, i trudno ci oddychać- stwierdził- co się stało?
- To był Luke!- krzyknęłam niczym kompletna idiotka. Facet spojrzał na mnie dziwnie.
- Luke to ten chłopak, tak?- zapytał- jak miał nazwisko?
- Nie mam pojęcia- wydyszałam- widziałam go
- Jak to nie masz pojęcia? Przecież jesteś jego siostrą!- powiedział donoszącym głosem.
- Nie jestem jego żadną siostrą! Musiałam po prostu zobaczyć ciało, bo Luke mi kazał! On stał koło mnie, a jego ciało leżało na noszach! Rozmawiałam z nim kiedy on już nie żył, przysięgam!- musiało to wyglądać dziwnie, bowiem mężczyzna patrzył na mnie jakbym była jakąś świruską.
- Najwidoczniej ciało, które zobaczyłaś cię wystraszyło, dlatego zemdlałaś. Przy zderzeniu głową o ziemię musiałaś się nieźle uderzyć, że masz takie historię do powiedzenia!- sanitariusz głośno się zaśmiał. Nie uwierzył mi.
- Mówię prawdę! Musi mi pan uwierzyć! Rozmawiałam z nim! Udowodnię to panu!
- Jak?- cały czas się śmiał. Chwilę pomyślałam. Kiedy mówiłam te słowa, miałam w głowie pełno pomysłów, ale tak jakby tylko ich tytuły, w których treści nie było. Tak na prawdę nie miałam pojęcia, czy jeszcze go kiedyś zobaczę, i udowodnię że nie jestem wariatką.
- Na tę chwilę nie wiem jak to ukazać, ale gwarantuję że kiedyś zobaczy go pan! Wszyscy go zobaczą!- wykrzyczałam, na co on pokręcił głową z niedowierzaniem i chichocząc, wyszedł.
Kiedy się uspokoiłam, wypuścili mnie. Podążyłam od razu do domu. Postanowiłam nic nie mówić rodzicom o zjawisku, które napotkałam. Odkryliby gdzie byłam, i przy okazji zapisali do psychologa. Tego wieczoru nie mogłam zasnąć. Leżałam na plecach, wgapiając się w biały sufit. Usłyszałam szmery dochodzące z kuchni. Przestraszyłam się. Zakryłam się kołdrą, z nadzieją że dźwięki ogłuchną, jednak były co raz głośniejsze. Na szczęście nie zwariowałam, i zobaczyłam, że ktoś zapalił światło. To była mama. Ubierając kapcie również szybkim tempem zbiegłam na dół.
- Słyszałaś to?- spytałam pierwsza
- Słyszałam, dlatego przyszłam sprawdzić co to było. Idź spać.
Przed wykonaniem polecenia sięgnęłam po szklankę wody, i weszłam po schodach do pokoju. Chwyciwszy za klamkę, przekręciłam ją, i momentalnie straciłam czucie w rękach. Szklanka upadła na ziemię tłucząc się, a zimna ciecz objęła moje stopy. Walczyłam o chodź odrobinę powietrza. Na samym środku pokoju stał Luke! Jego oczy były przestraszone, gestami rąk próbował mnie uspokoić.
- Julie! Wchodź do środka i nie krzycz!- błagał mnie, bo dokładnie wiedział, że gdybym pozwoliła chociażby jednemu przeraźliwemu piskowi wydostać się, zrobiłabym z siebie pośmiewisko. Postanowiłam wykonać jego polecenie, i wchodząc powoli do środka zamknęłam drzwi.
- Okej, dobra dziewczynka. Teraz słuchaj, wiem, co teraz możesz sobie myśleć, ale nie wolno ci krzyczeć. I tak nikt mnie nie widzi.- uspokajał mnie blondyn, ale i tak go nie słuchałam. Stałam sparaliżowana, wpatrując się w jego "sylwetkę", zastanawiając się co dalej pocznie.
- J... Ja... Ja cię widzę... L..Luke- wydukałam z siebie.
- Tak, ty, i tylko ty. Nikt więcej. Daj mi wszystko wytłumaczyć- podszedł bliżej, natomiast ja zrobiłam trzy gwałtowne kroki w przód, gestykulując przestrzeń osobistą.
- Nie podchodź do mnie- powiedziałam
- Uspokój się, przecież nic ci nie zrobię!- zaśmiał się
- To jest dla ciebie takie zabawne!?
- Nie. Ani trochę- jego mina przybrała powagę- mogę się tłumaczyć?
- Tak.
- A więc- zaczął- gdy poszłaś, postanowiłem udać się w przeciwną stronę. Zza krzaków wyskoczył facet. Zatykając mi buzię, wepchnął mnie w krzaki, i wyciągnął nóż. Krzyczałem, ale to nic nie dawało. Mówił tylko, że musi zwrócić uwagę glin, i odwrócić ich uwagę. Okaleczając mnie, cały czas rozglądał się, czy nie ma światków tego zdarzenia, a następnie uciekł. Wykrwawiłem się...chyba. Obudziłem się zaraz po tym zdarzeniu, zważywszy na pogodę. Nikogo nie było w pobliżu. Wstałem. Spojrzałem w dół, i zobaczyłem... siebie! Leżałem blady, a wokół było pełno krwi. Byłem przerażony. Ujrzałem na swe ręce, i zobaczyłem jak prześwitują. Domyślałem się, że jestem duchem, że umarłem, ale i tak szukałem pomocy. Zwykle ludzie mówili, ze po śmierci przechodzimy do niebios, tymczasem ja jestem żywym... to znaczy martwym dowodem na to, ze duch pozostaje na ziemi. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Pytałem chyba każdego przechodnia o pomoc, ale nie słyszeli mnie. Nie widzieli. Przenikali przeze mnie. Nikt nie był w stanie mi pomóc. Dzwoniłem do ciebie, i słyszałem nawet twój głos! Niestety, dostawałaś głuche telefony. Jestem bardzo zaskoczony, że mnie widzisz, i słyszysz. Musisz mi pomóc!- słysząc tą historię, długo myślałam. Trwaliśmy w ciszy. Po jakiś dziesięciu minutach, odpowiedziałam.
- Udowodnij.
- Ale co?- spytał zdziwiony
- Że to prawda. Że to wcale nie jest głupi żart.
- żart?- zaczął się histerycznie śmiać- nie śmieje się z ludzkiej śmierci, a co dopiero z mojej!
- Udowodnij mi to- chwyciwszy za kurtkę, ubrałam się i wyszłam przez okno. Jedno z moich spojrzeń padło na niego.
- No idziesz?
- Gdzie?- zapytał zrezygnowany
- Na ulicę.
- Idę.- zeszłam na dół, a gdy się odwróciłam, ujrzałam Luke'a. Gdyby był normalny, zdziwiłabym się, jak udało mu się tak szybko tu dostać, no ale przecież był "duchem".
- A więc jak mam ci to udowodnić?
- Idziemy do ludzi. Niedaleko jest klub nocny. Na pewno znajdziemy jakąś osobę. Zobaczymy, czy cię widzi.
- O, patrz! Idzie ktoś!- krzyknęłam cicho, pokazując palcem na osobę- no dalej, ruszaj się!
Chłopak spojrzał się na mnie, i leniwie podszedł do jakieś kobiety.
- Proszę pani, słyszy mnie pani?- mówił do niej, stając na wprost mnie, jednak ona szukała czegoś w torebce.
- halo, proszę pani- powtórzył głośniej, zmarnowany. Przecież wiedział, jak to się skończy. Dopiero wtedy zauważyłam różnice między tą dwójką. Chłopak był bardziej... blady, i tak jakby przezroczysty. Nagle kobieta wyciągnęła swoją zdobycz (czyli papierosy) i ruszyła do przodu. Luke zamknął oczy, a gdy kobieta przeszła przez niego, rozpłynął się. O mały włos, a po raz kolejny bym zemdlała. Wytrzeszczyłam oczy, i oglądałam jak Luke rozpływa się niczym chmura.
- Luke, gdzie jesteś- zawołałam, kiedy po "dymie" nie było śladu- Luke!
- Tu jestem- głos dochodzący zza moich pleców sprawił, że przez ciało przeszły mnie ciarki. Chłopak stał za mną- teraz mi wierzysz?
Chwilę pomyślałam.
- Tak. Jak mam ci pomóc? Przecież ja nigdy nie interesowałam się zjawiskami paranormalnymi!
- Przestań!- krzyknął zdesperowany- jestem człowiekiem, nie jakimś zjawiskiem!
- Nie jesteś człowiekiem, jesteś zjawą, duchem... zjawiskiem... Jak kto woli- oznajmiłam
- Nie!!!- blondyn wrzasnął histerycznie, co przerodziło się w głuchy pisk. Tupnął przy tym nogą, i znowu moim oczom ukazała się mgła, świadcząca o tym, ze się rozpłynął. Chyba go obraziłam. Przeraziła mnie jego reakcja. Zwykły człowiek tak nie potrafi. To było coś w stylu demona... Ten pisk na końcu był ogłuszający, jego twarz przy tym wrzaśnięciu w ogóle nie przypominała Luke'a, tylko jakiegoś stwora. Za wiele emocji jak dla mnie, rozpłakałam się i pobiegłam do domu.
Jest rano. Wstałam zmęczona, i jak zwykle o tej godzinie zeszłam na dół po śniadanie.
- Dziś sobota- oznajmiła mama
- Serio?- byłam zdziwiona, przecież wczoraj był poniedziałek!
- Tak- zaśmiał się tata- ostatnio jesteś jakaś dziwna
- Nie jestem dziwna- powiedziałam surowo
- Cokolwiek- odpowiedziała mi kobieta- siadajcie do śniadania.
Przegryzając bułkę, cały czas myślałam "co teraz". Zdenerwowałam go. Wydawał się miłym chłopakiem, ale nie wiedziałam jak to jest z duchami. W filmach mówili, żeby lepiej nie drażnić takich istot, tymczasem ja doprowadziłam go do stanu demona. Nie chciałam wiedzieć co będzie później.
masz juz 3?? lsjlfkjsfad
OdpowiedzUsuńjeszcze nie lmao
UsuńKiedy trzeci rozdział? :)
OdpowiedzUsuń