Szukaj na tym blogu

wtorek, 14 października 2014

4. Ziemia święcona

Cześć <3 Dzięki że czytacie, pomożecie nabić wyświetlenia? Zachęcam również do komentowania ;)

Julie's POV

Spojrzałam na niego, jakby miał co najmniej osiem głów. Niby po co miałabym odszukać tego zabójcę? Rozumiem, że mógł chcieć, aby go ukarano za ten okrutny czyn, ale z takimi czynami z dala ode mnie.
Chłopak, widząc moją minę, od razu zmienił podejście do całej sprawy. Jego mina była bardziej poważna, a ton zniżył się.
- Nie obchodzi mnie mój los, tu chodzi o życie innych. Ten facet jest niebezpieczny. Jest zdolny do tego, aby zrobić krzywdę wielu ludziom, jeżeli to będzie konieczne.
- A jeżeli zrobi mi? Pomyślałeś o tym? Policja się wszystkim zajmie, ja nie mam zamiaru ryzykować życia.
- Julie, musisz to zrobić! Będę z tobą, w razie konieczności... pomogę ci..
- Jak? Przecież jesteś duchem! Nic nie mógłbyś zrobić.
- Nie znam swoich możliwości, ale jestem pewny, że nie jestem zwykłym "zjawiskiem paranormalnym" plątającym się po świecie bez celu. Mam jakieś możliwości, czuję to.
- Ty nic nie czujesz. Prawda jest taka, ze powinieneś być teraz w innym świecie. Czy ty na prawdę nic nie widziałeś?
- Gdzie?- zapytał, zdezorientowany
- No... Jak umierałeś. jakieś białe światło, albo coś.
- Nic nie widziałem. Rozglądałem się wszędzie, i nic.
Przemyślałam chwilę słowa chłopaka. Postanowiłam pójść do domu. Wraz z nim wpadłam na najgorszy pomysł świata- sprawdzić w internecie.

-Musimy być ostro walnięci, żeby sprawdzać w internecie na czym polega śmierć- zaczął się śmiać
- Nie sprawdzamy na czym polega, tylko jak trafić do "niebios" o ile w ogóle istnieją. Dlaczego ja cię widzę, a inni nie?- spytałam po namyślę. To pytanie torturuję mnie od samego początku.
- Nie wiem. Może jako ostatnia ze mną rozmawiałaś, albo dlatego, że ostatni raz myślałem o tobie- westchnął obojętnie
- Myślałeś o mnie?- zapytałam troskliwie, nie spodziewałam się tego.
- Tak... Ten psychopata jest na wolności, zastanawiałem się, czy jesteś dość daleko. Mógł cię przecież tez zaatakować.
- Racja, ale dzięki za troskę- odparłam, zrezygnowana. W sumie nie wiem czego się spodziewałam.

O, patrz, tu coś jest ciekawego- wskazując na jeden z linków, kliknęłam w niego. Po lewej stronie ukazał się starożytne malowidło przedstawiające duszę wspinającą się do nieba. Strona internetowa sprawiała wrażenie starożytnej, niczym kartka wyrwana z księgi wiedzy o wszystkim.

Tu piszę, że ciało powinno być pochowane w ziemi święconej, aby duszy ukazało się wejście do świata białego.
Wtedy mnie olśniło.

- Muszę się dowiedzieć jak najwięcej informacji o twoim pogrzebie! Zupełnie o tym zapomniałam
- ja też- odparł, skrępowany
- Boże, jak można zapomnieć o własnym pogrzebie?- zaczęłam się śmiać
- Mam trochę ważniejsze spawy na głowie- odpowiedział, chichocząc
- Na tym świecie nic już robić nie musisz. Gdzie mieszkasz?- zapytałam, biorąc do ręki kartkę i długopis.
- Odłóż to, zaprowadzę cię. Ostrzegam, że moi rodzice... oni... Bardzo to przeżywają. Byłem ich odwiedzić nie dawno. Wiesz, jaki jest najgorszy widok?
- Nie..
- Kiedy bacznie obserwujesz, jak twoi rodzice cierpią, a ty nie możesz nic z tym zrobić- odpowiedział, zrezygnowany.
- Woah, głowa do góry, wiem, że jest ciężko, ale trzeba iść dalej. Chodź, zaprowadź mnie.

Mijając parę zakrętów, byliśmy przy furtce. Zastanowiłam się, co powiedzieć.
- Masz być cicho, nie rozpraszaj mnie, najlepiej tu poczekaj.
Luke przytaknął, wykonując moje polecenie. Najwidoczniej nie chciał widzieć płaczu jego matki. Brama była otwarta, dlatego uznałam, ze mogę śmiało wchodzić. Nacisnęłam przycisk od dzwonka, chwilę czekając. Otworzyła mi drobna kobieta w czarnych włosach. Jej oczy wydawały się zmęczone. na mój widok zdziwiła się.
- Dzień dobry, nazywam się Julie, chciałabym z panią porozmawiać- przywitałam się miło
- Dzień dobry, kim pani jest?- zapytała, zagubiona
- Mogę wejść do środka?- szybko zaproponowałam
- Zapraszam.

- A więc- siadając na sofę, rozglądnęłam się po pokoju- chciałam porozmawiać o Luke'u...
- Kim pani do cholery jest? Nie chcę o tym rozmawiać!- kobieta wkurzyła się.
- Spokojnie. Byłam jego... dziewczyną. Nie zdążył państwu mnie przedstawić. Nie chciałam pani denerwować, przepraszam. Mi też z tym bardzo ciężko, dlatego przyszłam tu, aby państwa poznać, i zapytać się o pogrzeb.
- Och- westchnęła- to ja przepraszam. Po prostu mi i mężowi jest z tym ciężko. Strata naszego jedynego dziecka bardzo boli. Stwierdzono, że go zamordowano. ten drań, który mu to zrobił, musi słono zapłacić- oczy czarnowłosej wypełniały się łzami. Nie chciałam doprowadzać jej do płaczu, dlatego ją przytuliłam.
- proszę nie płakać. Będzie dobrze. Pomogę państwu, tak bardzo jak tylko będę mogła. Proszę się nie martwić, Luke jest bezpieczny, niedługo będzie szczęśliwy w innym świecie- wtedy spojrzała na mnie nieufnie.
- będzie? Już jest!- krzyknęła, a ja karcąc się w myślach, przeprosiłam za błąd.
- Tak, racja. Przepraszam.

- Wiesz Julie, jesteś miłą dziewczyną, szkoda, że Luke nie zdążył samodzielnie cię z nami zapoznać. Mój mąż jest w pracy, ale myślę że byłoby mu bardzo miło cię poznać. Przyszłaś się zapytać o pogrzeb, tak? A więc jest za dwa dni na pobliskim cmentarzu. Niestety będziesz musiała już iść, bowiem muszę przyszykować obiad. A może chcesz zostać? tak, zostań!- niezdecydowana gospodyni nabrała błysku nadziei w oczach, ale nie mogłam zostać.
- Przepraszam najmocniej, ale dziś nie mogę. Muszę uczyć się do testu. Może kiedy indziej- wstając, serdecznie się uśmiechnęłam. Kierując się do wyjścia, pożegnałam się z mamą chłopaka, i wyszłam.

- I jak?- pytał od samego przyjścia.
- Za dwa dni polecisz tam, gdzie powinieneś- stwierdziłam.
- Mamy mało czasu...
- Na co?- zdziwiłam się
- na znalezienie zabójcy- stwierdził bezinteresownie
- Słucham!? Już ci mówiłam, nie będziemy nikogo szukać! Twoja mama powiedziała, że policja już się zajęła tą sprawą.
- Chciałbym przed odejściem upewnić się, czy został złapany.
- Pomodlę się, i ci powiem- stwierdziłam
- Nie. Nie wiadomo jak to cholerstwo działa. A może twoje modlitwy będą na nic? Co jeżeli to do mnie nie dojdzie? Że cię nie usłyszę?
Przemyślałam jego słowa, miał rację. Nie wiedzieliśmy co się stało z nim po śmierci, i dlaczego cały czas jest na ziemi, a tym bardziej nie wiemy jak działa niebo.

Następnego dnia, wracając ze szkoły, zastanawiałam się, jak namierzyć zabójcę. Postanowiłam iść lasem. Fakt, było późno, ale tylko w ten sposób mogłam szybciej znaleźć się w domu. Ujrzałam biegnącego, muskularnego faceta. Przestraszyłam się. Skręciłam w lewo, chowając się w krzakach. Niestety, mężczyzna mnie zauważył. Jego mina była brutalna. Podbiegł do mnie, łapiąc za kark, ciągnąc w głąb lasu. Szarpałam się, krzyczałam, ale zatkał mi buzię. Dostrzegłam w jego kieszeni nóż. Już po mnie. W tym momencie byłam pewna, że to on- że to on zabił Luke'a. Ostatnia próba szarpaniny skończyła się kategorycznie, bowiem mężczyzna kopnął mnie w brzuch. Wyciągnął ostre narzędzie, przykładając mi je do szyi.
- Zabiję cię, słyszysz? Zabiję!- groźnie syczał.
- Za co!- wydusiłam przez łzy, jednak niezbyt zrozumiale, dlatego że jego dłoń zakrywała moje usta.
- Policja mnie znajdzie, jesteś świadkiem! Zabiję!- uznałam, ze jest chory psychicznie. Biorąc zamach, nie wysiliłam się nawet na krzyki. Zamknęłam oczy, nie chcąc widzieć krwi. Czekałam na cios ostateczny, jednak nie doczekałam się go. Otworzywszy oczy, zobaczyłam jak się dusi. Upuścił ostrze, łapiąc się za szyję, łapczywie pragnąc chodź odrobiny powietrza. Nie wiedziałam, co się dzieję. Rozglądnęłam się wokół, i wtedy ujrzałam Luke'a. Stał w rozkroku, groźnie wpatrując się w swojego zabójcę. Dusił go wzrokiem. Nie mogłam uwierzyć w to, co widziałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz