Hej. Jak już czytasz, to proszę o komentarz :)
Zastanawiam się nad usunięciem bloga, dlatego że mało jest wyświetleń, a po co mam pisać dla kilku osób ;) Pomóżcie promować!!
Julie's POV
Byliśmy załamani. Ksiądz, którego zadaniem jest motywować do wiary, i utrzymywania tajemnic, opowiedział mediom o zdarzeniu, które może zniszczyć mi życie. Gorzej być nie mogło.
- Mówiłem ci, że to jest zły pomysł. Staniesz się obiektem naukowym, Będą wywoływać duchy i sprawdzać, czy je widzisz lub słyszysz. Będą cię wykorzystywać do rzeczy paranormalnych! To wszystko moja wina!
- Przestań!- krzyknęłam sfrustrowana- Nie będzie tak źle. Opowiem wszystkim, że jestem świeżo po śmierci ukochanej osoby, i mogło mi się przewidzieć to i owo...
- Umieszczą cię w psychiatryku, Julie- stwierdził Luke. Miał rację...
Siedziałam na miękkim fotelu, wpatrując się w wibrujący co chwilę telefon. Denerwowało mnie to.
Znudzony chłopak zaczął liczyć, ile razy komórka zadzwoni.
- Siedemnasty raz w ciągu dwóch godzin- stwierdził.
- Musimy coś z tym zrobić.
- Słuchaj, mam pomysł- zaczął- spotkaj się z jednym z reporterów. Powiedz, że wczoraj się dowiedziałaś o sytuacji która zmienia postać rzeczy.
- czyli?
- Narkotyki- parsknął zirytowany- Powiesz że dosypano ci narkotyków do... jedzenia. Miałaś halucynacje, byłaś "na haju", cokolwiek.
Przemyślałam ten pomysł. Zrujnowałoby mi to reputację, ale to jedyne wyjście. Ja- Prawie wzorowa uczennica, porządna dziewczyna z ułożoną przyszłością miałaby być tak nieuważna i dać sobie nasypać prochów do jedzenia!?
Godziny mijały zbyt szybko. Następnego dnia wyłączając budzik, przekręciłam się na kolejny bok.
- Wstawaj śpiochu- zaśmiał się głos zza moich pleców. Zdałam sobie sprawę z tego, że nie wytrzymałabym bez Luke'a ani dnia. Przyzwyczaiłam się do jego towarzystwa, i muszę przyznać że nie chciałabym, aby przeszedł do n... Nie, co ja gadam, nie ważne.
- Dzień dobry- leniwie wstając, ujrzałam jego zamazaną "twarz". Z każdą minutą jest mi coraz smutniej, że niedługo on odejdzie, że nie będę mogła go widzieć, że nigdy nie usłyszę jego głosu, a najbardziej żal mi tego, że nie miałam okazji w ogóle dotknąć jego ciała.
- Wybrałem ci odpowiednią redakcję. Bierz telefon, i dzwoń. Wykonując polecenie, zasiadłam przy biórku, obgryzając z nerwów ołówek.
- Witam, z tej strony Redakcja Prasowa Na Temat Zjawisk Paranormalnych, w skrócie R.P.N.T.Z.P.
Skarciłam Luke'a w głowie, że wybrał tak oczywistą redakcję, w dodatku zajmującą się takimi sprawami.
- Witam, Mam na imię Julie i chciałabym się umówić na spotkanie w sprawie... Ducha.
- Przepraszam?- zapytała zdezorientowana
- Już wyjaśniam. Od wczoraj dostaję miliony telefonów na temat mojej sprawy... Krąży pewna sytuacja, a mianowicie o "dziewczynie, która pomaga duszy wrócić do świata zmarłych"- zacytowałam jeden z nagłówków- doniósł na mnie ksiądz i...
- Ah, no tak. Domagaliśmy się o więcej informacji na ten temat. Oczywiście, który termin pani pasuje?
- Myślałam o dzisiaj.
- Doskonale! Oddzwonimy do pani, Poinformuję naszych ludzi.
Odłączając się, popatrzyłam się w oczy chłopaka. Były takie pełne nadziei...
- Wiesz co mnie wkurza?- zapytał po chwili.
- Co?
- To, że nie miałem szansy cię bliżej poznać za życia.
Wtedy mnie olśniło. Na mej twarzy pojawiło się przerażenie.
- Luke- powiedziałam powoli, przełykając ślinę.
- tak?
- Ten facet... On nie żyje. C... Co się z nim dzieje?- zapytałam powoli, pogrążona w najgorszych myślach.
Blondyn zamilczał. Był tak samo wystraszony, jak ja.
- Nie mam pojęcia... Nie dotykałaś go, prawda?
- To on mnie dotykał. Przecież chciał mnie zabić!
- Dobrze, spokojnie. Gdyby go znaleźli, już dawno wezwaliby cię. Chodźmy tam, sprawdzimy jak się sprawy trzymają.
Skręciłam w zaśnieżoną ścieżkę w głąb lasu. Tam nikt już nie chodził. Ściemniało się. Szybkimi krokami znalazłam się na miejscu zabójstwa. Przeszły mnie dreszcze. Rozejrzałam się wokół siebie, lecz żadnego ciała nie ujrzałam.
- Nie ma go- stwierdziłam po cichu.
- Minęło parę miesięcy, Julie. Jeżeli od paru miesięcy nikt tu nie chodził, podejrzewam że wyręczyły nas zwierzęta, które go najzwyczajniej zjadły. Istnieje też druga opcja, a mianowicie taka, że śnieg go dosyć solidnie przysypał.
- Ten śnieg to proch, nadal widać trawę, nie widzisz że go prawie nie ma!?
- Idź do krzaków, może tam będzie.
Wykonując jego polecenie, rozglądnęłam się. Poszłam dalej, i dalej, i dalej...
- JEST!- krzyknęłam przerażona.
- Co? Jak to?
Sprawca leżał lekko spruszony śniegiem, zgniły, lekko "pożarty" przez leśne istoty. Ten widok był przerażający.
- Przecież on... On leżał troszkę bliżej...- łkałam sama do siebie.
- Zwierzęta nie wychodzą tak blisko dróg, przeniosły go. Musimy coś z nim zrobić!
- Ale co!? Nie damy rady już nic zrobić. Nie mogę go dotknąć, bo zostaną odciski palców. Po prostu poczekajmy, aż ziemia go wchłonie...
- Czy ty siebie słyszysz?- zaczął- serio myślisz, że do tego czasu nikt go nie zauważy? Dotychczas mieliśmy najzwyczajniejsze szczęście. Chodź, musimy stąd iść.
Widok tak zmasakrowanej, martwej osoby długo nie wychodził mi z głowy. Za parę tygodni były święta. Dziwnym trafem nikt z redakcji nie zadzwonił. Dopiero następnego dnia dostałam powiadomienie, że w kawiarni na rogu, równo o godzinie dwunastej przyjdzie się ze mną spotkać nijaki John Parker.
Ubierając czarne, lekko poszarpane rurki i białą bluzkę oraz zimowe czarne kozaki wysokości lekko od kostki oraz kurtkę, ruszyłam na ustalone miejsce.
- Witam serdecznie panią- Wysoki, przystojny facet po ok. trzydziestce przedstawił mi się, zasiadając przy stoliku.
- Dzień Dobry.
- A więc chciała pani porozmawiać o pewnej sprawie związanej z.... duchami- przyciszył głos, lekko nachylając się w moją stronę.
- Tak... Widzi pan, chciałabym wytłumaczyć nieporozumienie, które zaszło.
- To znaczy?- wydawał się rozczarowany.
- Mianowicie to, że wcale ducha nie widziałam. Po prostu mój chłopak niedawno odszedł, i jestem załamana. Dużo o nim myślałam, pewnego dnia najzupełniej chciałam się oderwać od myśli. Koleżanka zabrała mnie ze sobą do jakiegoś baru. Nie mając humoru cały czas siedziałam przy stoliku, pijąc... piwo. Odwróciwszy się, sprawdziłam czy z nią wszystko w porządku, po czym wzięłam kolejnego łyka. Poczułam się źle, zachowywałam się dziwnie. Wracając do domu, czułam że jestem pełna energii i jednocześnie zmęczona. Sięgnęłam po jakieś tabletki i zwymiotowałam. Wtedy... Go zobaczyłam. Ale tuż za nim widziałam kilka dziwnych stworzeń, nierealnych. Okazało się, że ktoś dosypał mi narkotyki do picia, a zażywając dodatkowo leki zadziałało to negatywnie na całą kolej rzeczy. Mówiąc w skrócie, miałam halucynację.
Facet zamyślił się. Nie wiedział co powiedzieć, bo w sumie chciał zrobić z tego sensację.
- Jest pani pewna?- zapytał, smutny.
- tak, w stu procentach- uśmiechnęłam się serdecznie- muszę już wracać, dziękuje za rozmowę i do widzenia.
Zamykając drzwi od domu, pobiegłam ucieszona do pokoju, rzucając się na łóżko.
- I jak poszło?- zapytał.
- Doskonale! Łyknął wszystko!
Po chwili usłyszałam dzwonek do drzwi. Otwierając, ujrzałam dwóch policjantów.
- Jest pani zatrzymana pod zarzutem zabójstwa Peter'a Drown'a.
what the hell????? Boże dlaczego takie krotkie!??!! ale nic jest świetne!!!!!!! naprawdę jestem ciekawą jak to wszystko się potoczy
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział :) Czekam nn.
OdpowiedzUsuńZapraszam
http://lost-in-love-ff.blogspot.com