Mam nadzieję że blog się spodoba :))))
Opowiadanie nie jest o żadnej z gwiazd, po prostu dwóch nieznanych ludzi.
Julie's POV
Jest rano. Zaraz spóźnię się do szkoły! Jak zwykle nie mogłam polegać na budziku, który ku mojemu zdziwieniu nigdy nie dzwonił, a moja mama poszła już do pracy. Ubierając ostatnią część garderoby ( co okazało się być skarpetkami) zbiegłam na dół po przygotowane dla mnie śniadanie.
- O której będziesz?- spytał tata, siedzący na kanapie, popijając kawę oraz czytając dzisiejszą gazetę.
- Po lekcjach planuję się wybrać do parku, a masz jakieś konkretne plany związane ze mną?- zapytałam
- Nie. Tylko pytam. Uważaj na siebie.
- Dobrze, pa- wywróciłam oczami, ubierając buty i wyszłam.
Nareszcie ostatnia minuta lekcji minęła. Miałam dość, byłam wykończona i znudzona wykładami nauczycielek. Musiałam się przewietrzyć, więc postanowiłam jak najszybciej ulotnić się z budynku. Park był nie daleko, więc spokojnie mogłam iść na piechotę. Będąc już prawie przy wejściu, rozglądnęłam się dookoła i wyciągnąwszy komórkę wysłałam sms'a do taty, że zajmie mi to trochę dłużej, niż przeczuwał. Chowając sprzęt do kieszeni wzięłam głęboki oddech, rozkoszując się świeżym powietrzem, spojrzałam przed siebie, i już miałam ruszyć w stronę prowadzonej w głąb drzew, gdyby jakiś chłopak nie wpadł na mnie!
- Przepraszam najmocniej!- powtarzał w kółko, podnosząc się leniwie z ziemi i otrzepując. Podał mi rękę w celu pomocy przy wstaniu.
- Nic się nie stało- odpowiedziałam oschle. Byłam zdenerwowana, dlatego że zepsuł mi tą relaksującą chwilę.
- Na pewno? A może jednak mogę ci w czymś pomóc, co?- chłopak nie miał zamiaru ustąpić. Lekko się uśmiechając obserwował każdy mój ruch.
- Nie, nie trzeba, dzięki- po wypowiedzeniu tych słów, pierwszy raz na niego spojrzałam. Młody (można powiedzieć że w moim wieku), przystojny blondyn. Przykuła moją uwagę jego skóra, która wydawała się blada. Jego lśniąco niebieskie oczy wpatrywały się w moje, szukając jakiegoś znaku mówiącego "zostań ze mną".
- Jestem Luke- podał mi rękę, a ja niepewnie przytaknęłam i również podałam mu swoją dłoń.
- Julie...
- Ładne imię- szeroko się uśmiechnął.
- Um.. Dziękuje, słuchaj, muszę już iść- nalegałam
- Ależ oczywiście, przepraszam, idziesz się przejść? Jeżeli tak, to ja chętnie wybiorę się z tobą!- zachęcał mnie chłopak, a ja na prawdę chciałam pobyć sama. Niestety, nie wiedziałam jak go spławić, więc ostatecznie się zgodziłam.
- Ładna dziś pogoda- powiedział, gdy mijaliśmy kolejną ławkę.
- Bardzo- dodałam- wpadłeś na mnie specjalnie, czy przez przypadek?- postanowiłam zadać mu ostateczne pytanie, które w głowie kręciło mi się od momentu rozpoczęcia rozmowy.
- Z czystego przypadku, przysięgam. Byłem zdezorientowany, i przez moją nieuwagę wpadłem na ciebie. Wydawałaś się zdenerwowana, wiem, że nie znamy się długo, ale czy coś się stało?
- Nie, nic takiego. Po prostu czułam potrzebę poczucia świeżego oddechu, i nie spodziewałam się, że ktoś na mnie wpadnie- zaśmiałam się
- Och- odwzajemnił śmiech- przepraszam.
- Strasznie dużo przepraszasz- stwierdziłam, nadal chichocząc
- Nie lubię, kiedy ludzie czują się źle przeze mnie
- Nie czuję się źle.
- Wiem- odpowiedział.
- No.... okej. Przeszliśmy cały park. Muszę już wracać...
- Dasz mi swój numer?- wyszczerzył się, a ja wywracając oczami chwyciłam za jego komórkę, i wpisałam dziewięć cyfr. Przy okazji spisałam sobie jego, i żegnając się z nim podążyłam do domu.
- Julie! Jesteś! Chodź posłuchać, zobacz!- krzyczał tata, chyba bardzo poruszony tą sytuacją. Ściągnęłam buty i pobiegłam do kuchni, wsłuchując się w głos reportera dochodzący z głośników radia
[...] Z ostatniej chwili: Jeden z przechodniów zauważył młodego chłopaka leżącego w parku na ulicy GreenSticks! Mimo reanimacji, chłopak nie żyję. Zgon dokonany był pół godziny temu.
Słysząc te słowa, przestraszyłam się. Przecież jakąś godzinę temu tam byłam!
- Przed chwilą tam byłaś. Nie chodź tam proszę sama. Nie wiadomo czy ktoś go zabił, czy choroba się odezwała, jeżeli w ogóle na coś chorował. Biedne dzieciaki, zobacz, tak samo jak ty miał całe życie przed sobą!
- Wiem, ciekawe kto to był- po moich wypowiedzianych słowach zaniepokoiłam się. A może to był ten Luke? Nie. Postanowiłam do niego zadzwonić, i upewnić się, że żyję, jednak telefon mnie wyprzedził.
- Kto dzwoni?- spytał tata
- Luke- odetchnęłam z ulgą- być może słuchał wiadomości w tym samym momencie. Pobiegłam do mojego pokoju i odebrałam.
- Halo?- spytałam, i wyczekiwałam nad odpowiedziom, jednak nie uzyskałam jej.
- Halo?- powtórzyłam raz jeszcze, i kolejny, i kolejny...
- Luke! Jesteś tam?- nadal nikt się nie odzywał. Dostawałam w zamian głuchą ciszę. Odłączyłam się. Telefon zadzwonił ponownie.
- Luke, to nie jest śmieszne- oznajmiłam, wkurzona- odezwij się!- kolejna porcja ciszy ogłuszyła nas. Co się dzieję? Odłączając się, Luke zadzwonił raz jeszcze, ale tym razem nie odebrałam. Nacisnęłam czerwoną słuchawkę, i sama do niego zadzwoniłam. Odpowiedź okazała się szokująca.
Nie ma takiego numeru.
Numer niedostępny.
Coś się stało. Nie wiedziałam co. Jak to numer nie dostępny? Przecież przed sekundą ktoś z tego numeru do mnie dzwonił! Próbowałam jeszcze kilka razy, niestety sekretarka w kółko mówiła te same słowa. Zbliżał się wieczór, więc dałam sobie spokój. Położyłam się spać.
Następnego dnia nadal próbowałam się dodzwonić, jednak próby były na marne. W kółko to samo. Zjadłam śniadanie, musiałam wydawać się bardzo zamyślona.
- Coś się stało, skarbie?- spytała zaniepokojona mama.
- Nie- odpowiedziałam szybko. Za szybko.
- Wiem, że kłamiesz
- Nic mi nie jest!- wstałam, podając jej talerz i wróciłam do mojego pokoju. Przemyślałam całą tą sprawę, i najlepszym wyjściem było udanie się do parku. Może znowu go tam spotkam?
Byłam przy jednym z wielu drzew parku. Wokół lasku stały radiowozy. Gromada ludzi sterczała za taśmą policyjną, okrążoną wokół posesji. Psy próbowały wytropić na wszelki wypadek jakąś inną ofiarę, ale na szczęście nic nie znalazły. Ciało leżało na noszach, przykryte białym materiałem. Stanęłam z dala od ludzi, przypatrując się całej sytuacji. Naglę obok siebie ujrzałam Luke'a!
- Jesteś! Wiedziałam, ze to dobry pomysł!- koślawo na niego patrząc wykrzyknęłam z ulgą te słowa- dlaczego dostawałam od ciebie głuche telefony?
Chłopak stał koło mnie, patrząc się szeroko z ogromnym zdziwieniem. Przez chwilę się nie odzywał, jednak wydusił z siebie kilka słów.
- Przepraszam, nie chciałem cię niepokoić.
- Nastraszyłeś mnie! Słuchałam wiadomości, i mówili o jakimś chłopaku który tu zginął- wskazałam palcem na odległe ciało- dali ci zobaczyć?
Luke nie odpowiedział. Nadal patrzył się na mnie tak intensywnie, jakbym miała co najmniej sto oczu.
- Coś się stało?- spytałam
- tak.
- Co takiego?- byłam zaniepokojona
- Widziałaś to ciało?
- Nie, nie mam ochoty patrzeć na trupy- oznajmiłam
- Idź zobacz- polecił, a ja nie wiedziałam dlaczego.
- Ale czemu? Powiedz, co się stało!
- Idź zobacz ciało.- nalegał, a ja zdezorientowana zgodziłam się.
Powoli ruszyłam w stronę policyjnych wozów. Blondyn został na miejscu, wpatrując się we mnie. Jakby chciał zobaczyć moja reakcję.
- Um, przepraszam panie policjancie- zaczęłam jak dziecko, przez co skarciłam się. Julie, masz siedemnaście lat, a nie pięć. - Mogłabym zobaczyć ciało? Zależy mi na tym.
- Czy jest pani kimś z rodziny chłopca?- zapytał ostro
- Um... tak. Jestem... jego siostrą. Chciałabym się upewnić, czy to on.- skłamałam,
- Och, dobrze. Chłopacy, przepuśćcie panienkę!- rozkazał pozostałym mężczyzną. Powoli podeszłam do ciała. Ostatni raz spojrzałam na Luke'a stojącego w oddali, patrzącego się. Policjant chwycił za biały materiał, i powoli odkrył nieboszczyka. Zszokowało mnie, przecież to był Luke!
-Nie możliwe!- krzyknęłam, dokładnie patrząc na ciało, jednak każdy element potwierdzał to, o czym myślałam. Ten sam nos, usta, uszy, nawet fryzura! Nie mogłam złapać oddechu, i gwałtownie spojrzałam się w miejsce, gdzie stał Luke. Jednak go już tam nie było. Zemdlałam.
Czekam na kolejną część:)
OdpowiedzUsuńomg! Świetne! Czekam na kolejny! <3 Jeśli informujesz na twiterze to proszę to mój: @annie_pilch
OdpowiedzUsuńkrjasjklfje
OdpowiedzUsuńprzynajmniej teraz nie bede musiala nadrbaiac
OdpowiedzUsuńOMG ndvkjnjf vbjk *o*
OdpowiedzUsuń