Szukaj na tym blogu

środa, 24 września 2014

2. Wracaj skąd przyszedłeś

Julie's POV

Obudziłam się w ambulansie. Ciężko dysząc, rozglądnęłam się i zawołałam kogoś o pomoc. Natychmiastowo pojawił się lekarz, który przyłożył mi maskę tlenową do twarzy.
- Musisz ją na razie mieć, jesteś zbyt przestraszona, i trudno ci oddychać- stwierdził- co się stało?
- To był Luke!- krzyknęłam niczym kompletna idiotka. Facet spojrzał na mnie dziwnie.
- Luke to ten chłopak, tak?- zapytał- jak miał nazwisko?
- Nie mam pojęcia- wydyszałam- widziałam go
- Jak to nie masz pojęcia? Przecież jesteś jego siostrą!- powiedział donoszącym głosem.
- Nie jestem jego żadną siostrą! Musiałam po prostu zobaczyć ciało, bo Luke mi kazał! On stał koło mnie, a jego ciało leżało na noszach! Rozmawiałam z nim kiedy on już nie żył, przysięgam!- musiało to wyglądać dziwnie, bowiem mężczyzna patrzył na mnie jakbym była jakąś świruską.
- Najwidoczniej ciało, które zobaczyłaś cię wystraszyło, dlatego zemdlałaś. Przy zderzeniu głową o ziemię musiałaś się nieźle uderzyć, że masz takie historię do powiedzenia!- sanitariusz głośno się zaśmiał. Nie uwierzył mi.
- Mówię prawdę! Musi mi pan uwierzyć! Rozmawiałam z nim! Udowodnię to panu!
- Jak?- cały czas się śmiał. Chwilę pomyślałam. Kiedy mówiłam te słowa, miałam w głowie pełno pomysłów, ale tak jakby tylko ich tytuły, w których treści nie było. Tak na prawdę nie miałam pojęcia, czy jeszcze go kiedyś zobaczę, i udowodnię że nie jestem wariatką.
- Na tę chwilę nie wiem jak to ukazać, ale gwarantuję że kiedyś zobaczy go pan! Wszyscy go zobaczą!- wykrzyczałam, na co on pokręcił głową z niedowierzaniem i chichocząc, wyszedł.

Kiedy się uspokoiłam, wypuścili mnie. Podążyłam od razu do domu. Postanowiłam nic nie mówić rodzicom o zjawisku, które napotkałam. Odkryliby gdzie byłam, i przy okazji zapisali do psychologa. Tego wieczoru nie mogłam zasnąć. Leżałam na plecach, wgapiając się w biały sufit. Usłyszałam szmery dochodzące z kuchni. Przestraszyłam się. Zakryłam się kołdrą, z nadzieją że dźwięki ogłuchną, jednak były co raz głośniejsze. Na szczęście nie zwariowałam, i zobaczyłam, że ktoś zapalił światło. To była mama. Ubierając kapcie również szybkim tempem zbiegłam na dół.
- Słyszałaś to?- spytałam pierwsza
- Słyszałam, dlatego przyszłam sprawdzić co to było. Idź spać.
Przed wykonaniem polecenia sięgnęłam po szklankę wody, i weszłam po schodach do pokoju. Chwyciwszy za klamkę, przekręciłam ją, i momentalnie straciłam czucie w rękach. Szklanka upadła na ziemię tłucząc się, a zimna ciecz objęła moje stopy. Walczyłam o chodź odrobinę powietrza. Na samym środku pokoju stał Luke! Jego oczy były przestraszone, gestami rąk próbował mnie uspokoić.
- Julie! Wchodź do środka i nie krzycz!- błagał mnie, bo dokładnie wiedział, że gdybym  pozwoliła chociażby jednemu przeraźliwemu piskowi wydostać się, zrobiłabym z siebie pośmiewisko. Postanowiłam wykonać jego polecenie, i wchodząc powoli do środka zamknęłam drzwi.
- Okej, dobra dziewczynka. Teraz słuchaj, wiem, co teraz możesz sobie myśleć, ale nie wolno ci krzyczeć. I tak nikt mnie nie widzi.- uspokajał mnie blondyn, ale i tak go nie słuchałam. Stałam sparaliżowana, wpatrując się w jego "sylwetkę", zastanawiając się co dalej pocznie.
- J... Ja... Ja cię widzę... L..Luke- wydukałam z siebie.
- Tak, ty, i tylko ty. Nikt więcej. Daj mi wszystko wytłumaczyć- podszedł bliżej, natomiast ja zrobiłam trzy gwałtowne kroki w przód, gestykulując przestrzeń osobistą.
- Nie podchodź do mnie- powiedziałam
- Uspokój się, przecież nic ci nie zrobię!- zaśmiał się
- To jest dla ciebie takie zabawne!?
- Nie. Ani trochę- jego mina przybrała powagę- mogę się tłumaczyć?
- Tak.
- A więc- zaczął- gdy poszłaś, postanowiłem udać się w przeciwną stronę. Zza krzaków wyskoczył facet. Zatykając mi buzię, wepchnął mnie w krzaki, i wyciągnął nóż. Krzyczałem, ale to nic nie dawało. Mówił tylko, że musi zwrócić uwagę glin, i odwrócić ich uwagę. Okaleczając mnie, cały czas rozglądał się, czy nie ma światków tego zdarzenia, a następnie uciekł. Wykrwawiłem się...chyba. Obudziłem się zaraz po tym zdarzeniu, zważywszy na pogodę. Nikogo nie było w pobliżu. Wstałem. Spojrzałem w dół, i zobaczyłem... siebie! Leżałem blady, a wokół było pełno krwi. Byłem przerażony. Ujrzałem na swe ręce, i zobaczyłem jak prześwitują. Domyślałem się, że jestem duchem, że umarłem, ale i tak szukałem pomocy. Zwykle ludzie mówili, ze po śmierci przechodzimy do niebios, tymczasem ja jestem żywym... to znaczy martwym dowodem na to, ze duch pozostaje na ziemi. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Pytałem chyba każdego przechodnia o pomoc, ale nie słyszeli mnie. Nie widzieli. Przenikali przeze mnie. Nikt nie był w stanie mi pomóc. Dzwoniłem do ciebie, i słyszałem nawet twój głos! Niestety, dostawałaś głuche telefony. Jestem bardzo zaskoczony, że mnie widzisz, i słyszysz. Musisz mi pomóc!- słysząc tą historię, długo myślałam. Trwaliśmy w ciszy. Po jakiś dziesięciu minutach, odpowiedziałam.
- Udowodnij.
- Ale co?- spytał zdziwiony
- Że to prawda. Że to wcale nie jest głupi żart.
- żart?- zaczął się histerycznie śmiać- nie śmieje się z ludzkiej śmierci, a co dopiero z mojej!
- Udowodnij mi to- chwyciwszy za kurtkę, ubrałam się i wyszłam przez okno. Jedno z moich spojrzeń padło na niego.
- No idziesz?
- Gdzie?- zapytał zrezygnowany
- Na ulicę.
- Idę.- zeszłam na dół, a gdy się odwróciłam, ujrzałam Luke'a. Gdyby był normalny, zdziwiłabym się, jak udało mu się tak szybko tu dostać, no ale przecież był "duchem".
- A więc jak mam ci to udowodnić?
- Idziemy do ludzi. Niedaleko jest klub nocny. Na pewno znajdziemy jakąś osobę. Zobaczymy, czy cię widzi.

- O, patrz! Idzie ktoś!- krzyknęłam cicho, pokazując palcem na osobę- no dalej, ruszaj się!
Chłopak spojrzał się na mnie, i leniwie podszedł do jakieś kobiety.
- Proszę pani, słyszy mnie pani?- mówił do niej, stając na wprost mnie, jednak ona szukała czegoś w torebce.
- halo, proszę pani- powtórzył głośniej, zmarnowany. Przecież wiedział, jak to się skończy. Dopiero wtedy zauważyłam różnice między tą dwójką. Chłopak był bardziej... blady, i tak jakby przezroczysty. Nagle kobieta wyciągnęła swoją zdobycz (czyli papierosy) i ruszyła do przodu. Luke zamknął oczy, a gdy kobieta przeszła przez niego, rozpłynął się. O mały włos, a po raz kolejny bym zemdlała. Wytrzeszczyłam oczy, i oglądałam jak Luke rozpływa się niczym chmura.
- Luke, gdzie jesteś- zawołałam, kiedy po "dymie" nie było śladu- Luke!
- Tu jestem- głos dochodzący zza moich pleców sprawił, że przez ciało przeszły mnie ciarki. Chłopak stał za mną- teraz mi wierzysz?
Chwilę pomyślałam.
- Tak. Jak mam ci pomóc? Przecież ja nigdy nie interesowałam się zjawiskami paranormalnymi!
- Przestań!- krzyknął zdesperowany- jestem człowiekiem, nie jakimś zjawiskiem!
- Nie jesteś człowiekiem, jesteś zjawą, duchem... zjawiskiem... Jak kto woli- oznajmiłam
- Nie!!!- blondyn wrzasnął histerycznie, co przerodziło się w głuchy pisk. Tupnął przy tym nogą, i znowu moim oczom ukazała się mgła, świadcząca o tym, ze się rozpłynął. Chyba go obraziłam. Przeraziła mnie jego reakcja. Zwykły człowiek tak nie potrafi. To było coś w stylu demona... Ten pisk na końcu był ogłuszający, jego twarz przy tym wrzaśnięciu w ogóle nie przypominała Luke'a, tylko jakiegoś stwora. Za wiele emocji jak dla mnie, rozpłakałam się i pobiegłam do domu.

Jest rano. Wstałam zmęczona, i jak zwykle o tej godzinie zeszłam na dół po śniadanie.
- Dziś sobota- oznajmiła mama
- Serio?- byłam zdziwiona, przecież wczoraj był poniedziałek!
- Tak- zaśmiał się tata- ostatnio jesteś jakaś dziwna
- Nie jestem dziwna- powiedziałam surowo
- Cokolwiek- odpowiedziała mi kobieta- siadajcie do śniadania.
Przegryzając bułkę, cały czas myślałam "co teraz". Zdenerwowałam go. Wydawał się miłym chłopakiem, ale nie wiedziałam jak to jest z duchami. W filmach mówili, żeby lepiej nie drażnić takich istot, tymczasem ja doprowadziłam go do stanu demona. Nie chciałam wiedzieć co będzie później.

3 komentarze: